Macron z pilnym orędziem, reaguje na zamieszki. "Co im chodziło po głowach?"
W wygłoszonym w niedzielny wieczór orędziu Emmanuel Macron zaznaczył, że "nic nie usprawiedliwia aktów przemocy" do których dochodziło podczas manifestacji we Francji.
Zamieszki we Francji. Macron zapowiada "pełną przejrzystość" wobec działań policji
- Patrząc na te zdjęcia, wszyscy zadawaliśmy sobie pytanie: Co im chodziło po głowach? Jak Francuzi mogli zrobić coś takiego Francji? Nic tego nie usprawiedliwia, nic tego nie wyjaśnia. Dzisiaj wieczorem wszyscy odczuwamy gniew i wstyd - stwierdził francuski prezydent, cytowany przez Reutera.
Macron nadmienił, iż wśród biorących udział w protestach należy rozróżnić tych mających "uzasadnione żądania" od "tych, którzy rabowali". - Nasza odpowiedzialność jest zatem podwójna: wysłuchać głosów gniewu i zająć się jego przyczynami oraz stanowczo bronić praworządności - mówił przywódca Francji.
Zapowiedział również "pełną przejrzystość" w kwestii interwencji policji podczas sobotnich manifestacji i wezwał partie polityczne i organizacje związkowe, by jednoznacznie potępiły akty przemocy, do których doszło 17 października. Podkreślił, że kraj potrzebuje obecnie spokoju, a nie eskalacji.
Brutalne zamieszki we Francji. Zniszczone budynki, ranni funkcjonariusze
Wcześniej minister spraw wewnętrznych Francji Laurent Nunez poinformował, że w demonstracjach w całym kraju wzięło udział około 550 tys. osób. Związek zawodowy CGT szacuje jednak tę liczbę na 800 tys. osób. Większość z nich pokojowo maszerowała ulicami dziesiątek miast, jednak niektóre agresywne grupy atakowały budynki publiczne, plądrowały luksusowe butiki i supermarkety oraz atakowały pojazdy policyjne i funkcjonariuszy.
Do takich zdarzeń doszło m.in. w Paryżu, Marsylii, Lyonie, Lille i Tuluzie, a w Limoges spłonął 143-letni ratusz. Premier Francji Sebastien Lecornu ogłosił w sobotę, że 1200 osób zostało aresztowanych, a 150 policjantów i żandarmów odniosło obrażenia podczas zamieszek, które wybuchły na marginesie sobotnich demonstracji w kraju.
Dodał, że to "cud, że liczba ofiar nie była wyższa". Stwierdził również, że rząd "nie da się zastraszyć" przemocą, a za zamieszki obwinił "skrajną lewicę" i przestępców. "Tym, którzy ewidentnie chcą wykorzystać tę przemoc jako 'rozgrzewkę' przed wyborami prezydenckimi, mówię jasno: nie damy się zastraszyć. Nikt nie narzuci swojej agendy politycznej za pomocą przemocy" - napisał w poście na X.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.