Kolorowe rzeki w Krakowie pod lupą. Firmy zainteresowane monitoringiem

Trzy firmy są zainteresowane monitoringiem krakowskich rzek. Zarząd Infrastruktury Wodnej otworzył oferty na montaż, uruchomienie i dzierżawę 10 stacji monitoringu wód. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, czujniki pojawią się na rzekach i potokach jeszcze w tym roku.
Kolorowe rzeki w Krakowie (Fot. Przemysław Błaszczyk/RMF MAAAX) /RMF MAXX
W postępowaniu wpłynęły trzy oferty: od MAGLY na kwotę 680 tys. zł, INTELLIGENT HIVES na ponad 940 tys. zł oraz PM ECOLOGY na ponad 1,8 mln zł. Urzędnicy właśnie je analizują.
Monitoring potoku Olszanickiego
Wszystko zaczęło się od monitoringu potoku Olszanickiego. Później pomysł pojawiał się jako projekt w budżecie obywatelskim. Był jednak odrzucany, ponieważ cieki wodne nie są własnością gminy, a projekty budżetu obywatelskiego mogą być realizowane tylko na terenach miejskich. Rzekami i potokami zarządza Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie. Potwierdziliśmy, że właśnie tam konsultowane jest porozumienie między gminą a Wodami Polskimi.
Pomysł zakłada montaż czujników w 10 lokalizacjach na sześciu ciekach wodnych w Krakowie. Co będą mierzyć? Pierwotnie nie było mowy o temperaturze wody. Dziś urzędnicy potwierdzają, że ten parametr również będzie kontrolowany.
Tak, temperatura wody będzie przede wszystkim wskazywała, czy do danej rzeki dopływa np. woda cieplejsza, zanieczyszczona lub ogrzana. Czujniki będą mierzyć także pH, przewodność elektrolityczną, zawiesinę i mętność, ilość tlenu rozpuszczonego w wodzie, a dodatkowo temperaturę powietrza i wilgotność względną – wyjaśnia Magdalena Wasiak z Zarządu Infrastruktury Wodnej w Krakowie.
Dane będą ogólnodostępne
Urzędniczka zapewnia, że dane z monitoringu mają być ogólnodostępne.
Dane będą przychodziły tutaj do jednostki, nasi inspektorzy będą mieli do nich pełny dostęp, natomiast będziemy dążyli do tego, aby wszyscy mogli widzieć, jaka sytuacja jest w danym czasie na miejskich potokach i rzekach – mówi Magdalena Wasiak.
Dwa czujniki pojawią się na Dłubni, dwa na Prądniku, jeden na Rudawie, a jeden na jej dopływie – potoku Olszanickim. Dodatkowo dwa mierniki trafią na Wilgę, w tym jeden przy ujściu potoku Olszynka. Urządzenia zostaną zamontowane również na Serafie i Malinówce.
Na mapie z dokumentacji przetargowej oznaczono jednak więcej lokalizacji. Są wśród nich rozkopane „Białe Morza” – składowiska zakładów „Solvay”, okolice oczyszczalni ścieków Kujawy i Pleszów, Kanar (Suchy Jar), do którego spływają odcieki z hałdy odpadów hutniczych w Pleszowie, oraz Kanał Portowy przy Stopniu Wodnym Przewóz, sąsiadujący z osadnikami i kolejnymi składowiskami odpadów huty. Oznacza to, że problemy w tych miejscach są urzędnikom doskonale znane. Na razie jednak czujniki nie zostaną tam zamontowane.
Czy monitoring rzek będzie skuteczny?
Umowa z wykonawcą ma dać możliwość nawet 20 zmian lokalizacji urządzeń w ciągu roku. Taki monitoring to dobry początek do rozpoczęcia walki o czyste rzeki w naszej okolicy, jednak przez to, że tych punktów będzie tylko 10, nie będziemy w stanie wykryć dokładnych miejsc, w których dochodzi do wycieków różnych substancji nieznanego pochodzenia do naszych rzek – przyznaje Paweł Chodkiewicz, Strażnik Rzek WWF Polska i członek zarządu Stowarzyszenia Małopolska Ochrona Wód i Środowiska.
Dodaje, że oprócz większej liczby punktów pomiarowych konieczna jest ścisła współpraca służb i urzędów.
Potrzebne jest natychmiastowe reagowanie, gdy dochodzi do takiego zanieczyszczenia. Jeśli dochodzi do zanieczyszczenia rzeki, to trzeba być na miejscu praktycznie od razu, żeby móc stwierdzić, z którego miejsca doszło do wycieku. W przeciwnym wypadku będziemy wiedzieli, że gdzieś dana substancja dostała się do wody – mówi Chodkiewicz.
Czy monitoring skróci czas reakcji służb?
Z czasem reakcji, jak pokazuje historia, bywało różnie.
Czasami było to kilka, a nawet kilkanaście godzin. Często było tak, że na miejsce zgłoszenia przyjeżdżały straż pożarna i straż miejska, które czekały na inspektorów Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Ci przyjeżdżali ostatni – przypomina Tomasz Fiszer ze Stowarzyszenia Nasza Olszanica.
Inną sprawą jest oczekiwanie na wyniki badań próbek wody pobranych przez inspektorów WIOŚ. Tu czas oczekiwania wynosił od kilkunastu dni do nawet dwóch miesięcy – podsumowuje.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.