Rosja atakuje skrycie. Tak straszy Europę
W ostatnim czasie znów nastąpiła kulminacja dziwnych wydarzeń w państwach NATO. Najpierw pożar w zakładzie WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej. Potem próba sabotażu infrastruktury energetycznej w Brandenburgii. Wcześniej podpalenia, cyberataki, rozpoznawanie infrastruktury, zakłócenia GPS i kolejne przypadki działań, za którymi europejskie służby coraz częściej widzą rosyjski ślad.
Nie można jeszcze powiedzieć, że za każdym z tych zdarzeń stoi Kreml. W przypadku Skarżyska śledztwo trwa i prokuratura bada między innymi możliwość udziału obcego wywiadu. W Brandenburgii niemieckie służby coraz głośniej przebąkują o rosyjskim śladzie. Nie może to dziwić, biorąc pod uwagę, że wydarzenia zbiegły się z ostrzeżeniami ze strony Moskwy, zmianą taktyki ataków powietrznych i spodziewaną po wrześniowych wyborach mobilizacją w Rosji.
Dla Rosji tego typu działania są bardzo na rękę. Znacznie wygodniejsza jest bowiem wojna, w której nie ma jednego momentu, który pozwala powiedzieć, że właśnie rozpoczął się konflikt Rosja-NATO. Od kilku lat europejskie służby i NATO ostrzegają, że Rosja rozwija działania znajdujące się poniżej progu otwartego konfliktu z państwami Sojuszu. I takie działania będzie intensyfikować. Polska powinna traktować ten problem szczególnie poważnie, ponieważ znajduje się w zupełnie innej sytuacji niż państwa Europy Zachodniej. Jest państwem granicznym NATO, głównym zapleczem logistycznym Ukrainy, jednym z największych dostawców pomocy wojskowej i krajem, który bardzo szybko rozwija własny przemysł obronny.
Wojna, której nie ma
Raport holenderskiego think tanku The Hague Centre for Strategic Studies, pod tytułem "Europe’s Strategic Trap", zauważa, że Rosjanie rozpoczęli kampanię, której jednym z głównych celów jest zwiększenie kosztów europejskiego wsparcia dla Ukrainy i wpływanie na decyzje polityczne państw europejskich przez naciski społeczeństwa. Stąd właśnie rozbudowywane są farmy trolli, które stwarzają odpowiedni grunt dla działań prowadzonych przez prorosyjskich polityków. Widać to choćby po kampanii mówiącej, że wojna w Ukrainie to "nie nasza wojna".
Jest to wygodne dla Kremla, ponieważ bardzo trudno znaleźć ślady łączące wykonawców polityki Kremla z ich mocodawcami. I to niezależnie od tego, czy jest to pionek mający podłożyć materiał wybuchowy, czy też poseł do europarlamentu. Dla Rosjan jest to ułatwienie również dlatego, że nie trzeba atakować Ukrainy, aby próbować ograniczyć jej możliwości prowadzenia wojny. Można próbować zakłócić produkcję, logistykę albo dostawy w państwach, które ją wspierają, a które nie mają odpowiednich narzędzi, aby zapobiec tego typu działaniom, ponieważ wciąż funkcjonują poniżej progu wojny.
Rosja może przy tym stosować wiele metod. Nie musi wysyłać do Polski oficera GRU, który osobiście podpali fabrykę. Znacznie wygodniejsze jest wykorzystanie osoby zwerbowanej za pośrednictwem internetu, przestępcy, pośrednika albo człowieka, który nie zna całego łańcucha zależności. W przypadku zatrzymania wykonawcy można próbować przedstawiać go jako zwykłego przestępcę działającego dla pieniędzy.
Jeżeli natomiast służby ustalą rosyjski udział, Moskwa może zaprzeczać i wykorzystywać brak bezpośredniego dowodu zlecenia. Zwłaszcza że politycy usadowieni na wyższych stanowiskach mogą skutecznie ograniczać możliwości prowadzenia działań przeciwko obcym wywiadom.
Małe koszty, spore efekty
Analitycy HCSS wskazują, że Rosja będzie kontynuowała tego rodzaju działania, a bez zmiany europejskiej polityki mogą one się nasilać. Zwłaszcza że koszt przeprowadzenia takiej operacji jest niewielki w stosunku do potencjalnych kosztów. A w przypadku niepowodzenia straty są do zaakceptowania. Podobnie jak potencjalna strata wykonawcy, który i tak w założeniu zleceniodawcy jest "materiałem jednorazowym".
Rachunek jest więc korzystny nawet wtedy, gdy operacja zakończy się niepowodzeniem. Jeżeli podpalacz zostanie zatrzymany, Rosja traci człowieka, którego sama nie musi długo szkolić i którego może zastąpić kolejnym. Jeżeli ładunek zostanie znaleziony przed eksplozją, koszt operacji ogranicza się przede wszystkim do pieniędzy przekazanych wykonawcy i ryzyka ujawnienia części kanału rekrutacyjnego. Dlatego z punktu widzenia Moskwy niepowodzenie pojedynczej operacji nie musi oznaczać porażki całej kampanii.
Jeżeli jeden wykonawca zostanie zatrzymany, można spróbować ponownie inną metodą i z wykorzystaniem innej osoby. Jeżeli jeden obiekt okaże się zbyt dobrze chroniony, można poszukać innego, znacznie słabiej pilnowanego. Przy tym to Rosja ma możliwość wybierania czasu, miejsca i sposobu przeprowadzenia kolejnej operacji, podczas gdy państwa europejskie muszą chronić coraz większą liczbę potencjalnych celów.
Wojna na kłamstwa
Każdy atak terrorystyczny jest podparty kampanią w internecie. Jeszcze nim pojawiły się informacje w ogólnopolskich mediach, w mediach społecznościowych publikowano komentarze sugerujące, że za atakiem stoją Ukraińcy. Można było przeczytać, zachowując oryginalną pisownię, że:
Od dawna wiadomo kto podpala , i jaki ma w tym celu. A nasi rządzący mają to w d.pie bo są opłacani przez upadlincow , i jest im to na rękę , pora z tym skończyć , bo tak dalej być nie może!!!!
Jest to zbieżność znana z wcześniejszych tego typu incydentów. Kiedy w pobliżu elektrowni Jänschwalde znaleziono materiały wybuchowe, niemal natychmiast pojawiły się komentarze, że to wina Ukraińców. Przy czym niektóre ewidentnie były przygotowywane wcześniej, bo mówiły o wybuchu i słabości służb państwowych, które nie tylko tolerują Ukraińców, ale też pozwalają im działać.
Podważanie wiarygodności służb, co, jak się okazuje, nie jest trudne, jest jednym z najważniejszych elementów tej operacji. I co martwi najbardziej, dość skutecznym, bo mimo akcji prowadzonej od wielu lat żadne służby nie są w stanie zneutralizować działań trolli, które ewidentnie są zorganizowane, a coraz więcej obywateli zaczyna podważać skuteczność działań państwa.
Rosja dzięki temu wygrywa wojnę hybrydową na wielu poziomach. Począwszy od ataków kinetycznych, a na operacjach propagandowych kończąc. Przy okazji Kreml bardzo dobrze obnażył bezradność zachodnich służb wywiadowczych, które po zakończeniu zimnej wojny osiadły na laurach.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.