Daily MaverickFormer ‘crown prince of the Kruger’ Park found guilty of rhino poachingThe Jerusalem PostTwo Arab Israelis, one PA resident indicted for stealing IDF shoulder-fired MATADOR missileBollywood HungamaRonit Roy leases Andheri west office space for Rs 1.39 crores over five yearsESPN📈 NFL draft QB Hot Board: Ranking the top 15 passersInquirerAnalyst: VP Duterte didn’t declare P207-M cash, total assets reach P817MESPN Deportes¿Qué necesita tu equipo de NBA? El mayor hueco en cada plantillaRTP DesportoNuno Espírito Santo eleito melhor treinador de setembro do ChampionshipBillboardHow Live Nation’s Hans Schafer Redefined Latin Touring’s Global Potential: ‘It’s Not One-Size-Fits-All’ZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFColliderThe Next Major Harry Potter RPG Is Officially HereThe Hollywood ReporterDespite BTS Boycott, Grammys Double Down on Controversial New Asian Pop CategoryDeadlineSadie Sink And Lorene Scafaria Eyeing Adaptation Of Emma Cline’s ‘The Guest’ At A24 And Square Peg
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, October 9, 2026

"Krwawy piątek", którego nie było. Były oficer wywiadu: zawiedli wszyscy dorośli

Translate

Polska zmierzyła się w tym tygodniu z serią ataków w szkołach. W środę i czwartek doszło do nich w dwóch placówkach na Mazowszu. W sumie rannych zostało 11 osób, jedna zginęła.

W środę kilka minut po godz. 11 do Zespołu Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce wszedł 19-letni uczeń tej szkoły. Zaatakował nożem uczniów i nauczycieli, a uciekając, także przypadkowe osoby. Według wojewody mazowieckiego Mariusza Frankowskiego rannych zostało pięcioro uczniów, dwoje nauczycieli i dwie postronne osoby. Napastnik, który sam się okaleczył, został zatrzymany ok. 20 minut po ataku. Jak poinformował prokurator krajowy Dariusz Korneluk, w jego plecaku znaleziono ładunek wybuchowy domowej roboty, którego detonacji niewiele brakowało.

DLA CIEBIE

Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto

Tego samego dnia policja zatrzymała w Sierpcu 17-latka. Jak mówił szef MSWiA Marcin Kierwiński, chłopak zapowiadał w szkole, że planuje zrobić coś niebezpiecznego.

W czwartek ok. godz. 9 do szkoły podstawowej w Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem wszedł jej 15-letni były uczeń i zaatakował ostrym narzędziem 37-letnią woźną. Kobiety mimo reanimacji nie udało się uratować. Ranni zostali także dyrektor szkoły i nauczycielka, którzy obezwładnili napastnika.

Po atakach przez Polskę przetoczyła się fala paniki. Zapytaliśmy ppłk. Arkadiusza Olejniczaka, psychologa i byłego funkcjonariusza Agencji Wywiadu, dlaczego spirala strachu nakręciła się tak szybko.

Jako pierwsze wymienia algorytmy mediów, zwłaszcza społecznościowych. Jak tłumaczy w rozmowie z WP, są one nastawione na podkręcanie negatywnych emocji i spirali lęku, a przy tym sprzyjają szerzeniu dezinformacji.

W praktyce oznacza to, że materiały, które straszą, platformy pokazują coraz większej liczbie osób. Nagrania i wpisy o rzekomych kolejnych atakach błyskawicznie zdobywały popularność i zasięgi, niezależnie od tego, czy były prawdziwe. Wiele z nich krążyło też poza publicznymi profilami: ludzie przesyłali je sobie w prywatnych wiadomościach, na grupach klasowych i rodzicielskich. Każde takie "uważajcie, jutro ma się coś stać" dokładało kolejny element do spirali strachu, a w zamkniętych rozmowach trudniej było to zweryfikować lub sprostować.

Drugim powodem są według niego słabe relacje rodziców z dziećmi. Wielu rodziców nie wie, co ich dzieci robią w internecie. A jak tłumaczy psycholog, właśnie niewiedza i poczucie, że nie ma się wpływu na sytuację, najczęściej rodzą lęk.

Ten lęk nie zostaje po stronie dorosłych. Rodzice czytają w sieci sprzeczne, często nieprawdziwe informacje i się denerwują. Ich niepokój udziela się dzieciom, a przestraszone dzieci z kolei nakręcają rodziców. Powstaje błędne koło. – Lęk i niepewność rodziców (…) przenoszą się także na dzieci i wzmacniają wzajemnie – mówi Wirtualnej Polsce ppłk Olejniczak.

Trzecia kwestia to obawa przed efektem naśladownictwa. Psychologowie i kryminolodzy opisują go od lat: głośny atak, szeroko relacjonowany w mediach i sieci, może popchnąć do podobnego czynu osoby, które już wcześniej nosiły się z taką myślą. Badacze z Arizona State University wykazali w 2015 r., że po strzelaninach w amerykańskich szkołach ryzyko kolejnego takiego zdarzenia rośnie przez mniej więcej dwa tygodnie.

Dlatego eksperci apelują, by nie eksponować sprawców – ich nazwisk, wizerunków i motywacji. Rozgłos to często dokładnie to, czego szukają.

Kto zawiódł? "To niewłaściwe pytanie"

Po czwartkowym ataku przez całe popołudnie i wieczór w mediach społecznościowych krążyły nagrania i zdjęcia, które miały dowodzić, że w piątek dojdzie do kolejnych ataków na szkoły. Fala ostrzeżeń dorobiła się nawet nazwy: "krwawy piątek".

Do działań włączono m.in. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. Jego funkcjonariusze namierzali i zatrzymywali osoby, które rozpowszechniały takie treści. To jednak żmudna praca, bo wpisów i nagrań były setki, jeśli nie tysiące.

W piątek policja w całym kraju zatrzymywała kolejnych nastolatków. Część z nich miała przy sobie noże lub ich atrapy, inni publikowali w sieci niepokojące treści i groźby. Zdarzało się też, że nastolatki same preparowały fałszywe informacje o atakach.

Komunikaty, które miały wyhamować panikę, pojawiły się w policyjnych mediach społecznościowych dopiero w piątek rano. Policja zwiększyła też obecność przy szkołach. Wielu rodziców i tak zostawiło dzieci w domach, a według Ministerstwa Edukacji Narodowej zajęcia odwołało 50 szkół w całym kraju.

Po południu działania służb podsumowali na konferencji w MSWiA szef resortu Marcin Kierwiński, ministra edukacji Barbara Nowacka i komendant główny policji gen. insp. Marek Boroń. Według Kierwińskiego 24 tys. policjantów skontrolowało 15 tys. placówek oświatowych. Szef MSWiA zaznaczył, że nie potwierdziły się informacje o powiązaniach między zdarzeniami w Ostrołęce, pod Wyszkowem i w Sierpcu. MEN zapowiedziało, że w piątek i w poniedziałek kuratorzy oświaty we wszystkich województwach spotkają się z dyrektorkami i dyrektorami szkół i przedszkoli w sprawie bezpieczeństwa.

Kto zatem zawiódł najbardziej?

– To niewłaściwe pytanie. Wszyscy po trochu: dorośli, platformy społecznościowe, komunikacja, prewencja, media i politycy próbujący zbijać kapitał polityczny, zamiast starać się tonować nastroje – mówi ppłk Olejniczak.

Wojna hybrydowa? Ekspert studzi emocje

Psycholog zastrzega, że takie fale paniki mogą służyć do "rozwibrowania" społeczeństwa. Wrogie państwa mogą je wykorzystywać, by wywołać w innym kraju poczucie lęku i utraty kontroli. Olejniczak byłby jednak, jak mówi, "ostrożny w formułowaniu mocnych tez" o działaniach hybrydowych w tym wypadku.

Psycholog zwraca też uwagę na kwestię, która jego zdaniem jest w tej dyskusji pomijana: emocje samych dzieci. Wymienia znów trzy zjawiska.

Pierwsze to alienacja. Wiele dzieci i nastolatków czuje się samotnych i niezrozumianych, także we własnym domu i wśród rówieśników. Brakuje im dorosłego, z którym mogłyby porozmawiać o tym, co je gryzie.

Drugie to budowanie poczucia własnej wartości na wizerunku w sieci, a nie na tym, co dzieje się w realnym życiu. Liczba polubień, obserwujących i wyświetleń staje się miarą tego, ile ktoś jest wart. To mechanizm kruchy: wystarczy kilka złośliwych komentarzy, by poczucie wartości runęło.

Trzecie to ciągłe porównywanie się z innymi. Internet sprawia, że dziecko nie porównuje się już z kilkoma kolegami z klasy, ale z tysiącami ludzi, często z wyidealizowanym obrazem ich życia. Ocenianie, swoje i cudze, odbywa się bez przerwy i publicznie.

Wszystko to pomaga zrozumieć, dlaczego część nastolatków sama nakręcała w piątek panikę: preparowała fałszywe ostrzeżenia, publikowała groźby albo pokazywała się z nożem czy jego atrapą. Dla kogoś, kto czuje się niewidzialny, nawet taki rozgłos może wyglądać jak sposób, by wreszcie zostać zauważonym.

Państwo nie zastąpi rodziców

Jak ocenia Olejniczak, największą rolę w prewencji i zmniejszaniu ryzyka mają do odegrania rodzice. Państwo tego nie zastąpi. Oficer dodaje jednak dwie istotne uwagi.

Po pierwsze, można i trzeba żądać od platform społecznościowych, by znacznie bardziej restrykcyjnie wykrywały i blokowały takie konta, przekazy i grupy.

Po drugie, problemem jest dostęp do pomocy psychologicznej i psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży. W sektorze publicznym jest ona notorycznie niedofinansowana, brakuje lekarzy, a na wizytę czeka się długo, szczególnie w mniejszych miejscowościach. W prywatnych gabinetach ceny bywają z kolei absurdalnie wysokie. To pośrednio efekt dużego popytu przy ograniczonej liczbie specjalistów.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.