Nowe fregaty obronią głównie siebie. Na kluczowe pociski nie ma nawet analiz
"Dopiero teraz zacznie się robota" – usłyszeliśmy w sierpniu w Gdyni od komandora Piotra Skóry, szefa Szefostwa Techniki Uzbrojenia w Agencji Uzbrojenia. Właśnie ochrzczono tam i zwodowano ORP Wicher, pierwszą z trzech nowych polskich fregat. Po nim mają przyjść Burza i Huragan.
Fregata bez uzbrojenia to tylko bardzo drogi statek. O tym, do czego Mieczniki będą zdolne, zdecydują pociski przeciwlotnicze. Najmniejsze obronią sam okręt. Większe ochronią go przed pociskami przeciwokrętowymi. Największe, o zasięgu ok. 100 km, miały sprawić, że fregaty będą osłaniać także inne jednostki. I właśnie tych największych może nie być.
Jak wynika z odpowiedzi MON na interpelację posłanki Moniki Stożek, resort nie zabezpieczył środków nawet na fazę analityczno-koncepcyjną dotyczącą pocisków CAMM-MR. To pierwszy etap prac, bez którego nie ma mowy o żadnej nowej konstrukcji.
"Obecnie trwają prace nad modelem biznesowym i sposobem finansowania fazy koncepcyjno-analitycznej rakiety CAMM-MR/FCM. Za realizację tego etapu odpowiada konsorcjum PGZ S.A. i MBDA UK, a nadzór prowadzi Agencja Uzbrojenia" – czytamy w odpowiedzi resortu.
Zwróciliśmy się z pytaniami do Agencji Uzbrojenia i Ministerstwa Obrony Narodowej. Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Zaktualizujemy tekst, gdy je dostaniemy.
Trzy pociski. Pewne są dwa
Pociski CAMM to "kły" naszych fregat. Produkuje je europejski koncern zbrojeniowy MBDA, a konkretnie jego brytyjska spółka MBDA UK. Istnieją dwa typy, trzeci miał dopiero powstać.
Pierwszy to "podstawowy" CAMM o zasięgu ok. 25 km. Trafi do polskich zestawów przeciwlotniczych bardzo krótkiego zasięgu Pilica+, a na Mieczniki posłuży do samoobrony okrętu.
Drugi to CAMM-ER o zasięgu ok. 40 km. Współprodukowany w Wojskowych Zakładach Elektronicznych w Zielonce będzie drugim podstawowym typem uzbrojenia Mieczników. Trafi także do wyrzutni systemu obrony przeciwlotniczej Narew. Na morzu ochroni fregaty przed pociskami przeciwokrętowymi. Na lądzie ma dać Narwi pewne (ograniczone, ale jednak) zdolności obrony przed pociskami balistycznymi, czyli pozwolić np. na ochronę miast.
Trzeci to CAMM-MR, pocisk o zasięgu ok. 100 km. To on miał sprawić, że fregaty będą chronić nie tylko siebie, ale i inne okręty. Tyle że wciąż istnieje tylko na papierze, a nawet na papier nie ma pieniędzy.
Trzy lata to za mało
Wicher ma być gotowy w 2029 r. W trzy lata wiele może się zmienić, ale trudno sobie wyobrazić, by bez pieniędzy choćby na fazę analityczno-koncepcyjną udało się określić wymogi dla nowego pocisku. A od wymogów do choćby demonstratora droga jest bardzo długa.
O brak finansowania zapytaliśmy komandora Cezarego Cierzana, byłego dyrektora programu Miecznik. W rozmowie z Wirtualną Polską przyznaje, że jego również dziwi tempo prac. Zastrzega jednak, że nie wiadomo, jakie postępy poczyniono po stronie brytyjskiej.
– Miecznik miał być "pierwszym klientem" na te rakiety. Dlatego właśnie w ramach tego programu zainicjowano i sfinansowano pierwsze prace analityczno-koncepcyjne niezbędne do dalszych decyzji. Zostały one dostarczone Agencji Uzbrojenia w ramach programu – mówi kmdr Cierzan.
Zespół Miecznika, jak dodaje oficer, wspierał też organizację spotkań rządów Polski i Wielkiej Brytanii oraz firm PGZ i MBDA.
– Dlatego tym bardziej niezrozumiałe jest dla mnie, dlaczego tak spowolniono postępy – mówi.
Tańszy pocisk dla Patriota
Problem nie dotyczy tylko Marynarki Wojennej. Uderza także w lądową obronę przeciwlotniczą, na co zwraca uwagę Dawid Kamizela, dziennikarz serwisu Strefa Obrony.
W 2015 r. Polska wybrała Patrioty jako system obrony powietrznej średniego zasięgu. Już wtedy myślano o tańszym pocisku, który uzupełniałby drogie PAC-3 MSE. Miał mieć nieco gorsze parametry, ale kosztować mniej i przynajmniej częściowo powstawać w Polsce. Początkowo miał nim być SkyCeptor, wersja pocisku izraelskiego. Z tego pomysłu zrezygnowano, a wybór padł na MBDA.
W 2022 r. narodziła się koncepcja, by w oparciu o polską myśl naukowo-techniczną, we współpracy z Brytyjczykami, stworzyć pocisk o większym zasięgu niż już istniejące. Tak powstał pomysł pocisku CAMM-MR.
W 2022 r., po podpisaniu umowy na "małą Narew", powstała grupa robocza, która miała opracować wspólny, polsko-brytyjski pocisk o większym zasięgu niż istniejące. Nazwano go Future Common Missile (FCM). Dziś znamy go jako CAMM-MR. A raczej: mieliśmy znać.
"Kompletny bull...t!"
– Nic z tego najwyraźniej, kiedy czytamy tekst odpowiedzi na pytania z interpelacji, przez 3,5 roku, czy właściwie przez cztery lata, nie miało miejsca. Skoro w tym momencie zastanawiamy się, analizujemy, za co sfinansować prace analityczno-koncepcyjne, to przez te prawie cztery lata nie zrobiono nic. To jest kompletny bull...t! – mówi ostro Kamizela.
Jego zdaniem opóźnienie może sięgać nawet 4–5 lat. Gdyby prace ruszyły na czas, gotowego pocisku może jeszcze by nie było, ale część roboty byłaby za nami. Zamiast tego zrobiliśmy to, czego przez lata chcieliśmy uniknąć: kupujemy drogie pociski starszej generacji do Patriotów, PAC-2 GEM-T. Na lądzie ratują sytuację. Na morzu takiego wyjścia nie mamy.
– Kompletna głupota i nieodpowiedzialność. Nie jest tak, że na fregaty da się teraz tak po prostu "wkleić" inny pocisk, europejski czy amerykański. On musi zostać zintegrowany z systemem zarządzania walką (CMS). CMS musi "wiedzieć", jak zachowuje się ten pocisk, jakie ma zdolności kinetyczne, w jaki sposób działa jego autopilot. Musi znać całą logikę starcia. Musi też nastąpić dostosowanie radaru do wymiany danych z pociskiem – tłumaczy ekspert.
Jak wylicza Kamizela, w przypadku Mieczników są dwie drogi. Pierwsza to wstrzymanie się i czekanie, aż producent CMS-a zintegruje system z nowymi pociskami. To potrwa kilka lat, a przez ten czas nie będziemy mieli okrętów. Druga to wprowadzenie fregat do służby z tym, co jest, czyli z pociskami CAMM i CAMM-ER, i doposażenie ich w docelowe pociski oraz system zarządzania walką przy pierwszym przeglądzie dokowym lub remoncie.
– Jedno i drugie jest złe, a do tego na ten moment nic nie wskazuje, że ani jednego, ani drugiego nie zrobimy. Bo tak czy inaczej należałoby to już zlecić – podsumowuje Kamizela.
Słowa komandora Skóry z Gdyni sprawdzają się więc aż za dobrze. Robota rzeczywiście dopiero się zaczyna i może potrwać kolejnych kilka lat. A Marynarka Wojenna znowu będzie czekać.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.