Chcesz poznać historię swojej rodziny? Genealogiczne śledztwo możesz zacząć bez wychodzenia z domu

Reporter RMF FM Maciej Sołtys odwiedził Wadowice, gdzie w miejscowym muzeum zorganizowano warsztaty genealogiczne.
Najlepiej zacząć od samego siebie i od domowego archiwum. Analizujemy dokumenty, które mamy w domu: akty stanu cywilnego, dowody osobiste, książeczki wojskowe i inne dokumenty zawierające dane osobowe. Na tej podstawie tworzymy wstępne drzewo genealogiczne - radzi w rozmowie z reporterem RMF FM Przemysław Lisowski z firmy genealogicznej, prowadzący warsztaty z genealogii.
Kolejnym krokiem jest kontakt z urzędami stanu cywilnego, archiwami państwowymi i instytucjami kościelnymi. Pomocne są również internetowe bazy danych.
Nie trzeba już przeszukiwać zakurzonych ksiąg
W poszukiwaniach genealogicznych nadal ogromne znaczenie mają księgi metrykalne. To w nich można znaleźć informacje o chrztach, ślubach i zgonach naszych przodków. Wiele zależy jednak od regionu i okresu, z którego pochodzą dokumenty.
Coraz więcej materiałów jest digitalizowanych i udostępnianych w internecie. Dzięki temu część genealogicznych poszukiwań można prowadzić bez wyjeżdżania do archiwów na drugim końcu Polski.
Wielokrotnie jesteśmy w stanie przy herbatce czy kawie posiedzieć przy laptopie, przeglądać dokumenty i przeszukiwać bazy danych. Możemy zbudować ogromne drzewo genealogiczne, nie ruszając się sprzed własnego biurka – opowiada Lisowski.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie dokumenty są dostępne online. Wciąż zdarza się, że trzeba odwiedzić archiwum lub sięgnąć po oryginalne, papierowe księgi.
Jak daleko można cofnąć się w historii rodziny?
Wiele zależy od tego, kim byli nasi przodkowie i jakie dokumenty przetrwały do naszych czasów. Rodziny szlacheckie często mają znacznie więcej materiałów pozwalających odtworzyć historię kolejnych pokoleń. Trudniej bywa w przypadku rodzin chłopskich.
Realne jest osiągnięcie pierwszej połowy XVIII wieku. Czasami będziemy w stanie cofnąć się jedynie do drugiej połowy XVIII wieku. Wszystko zależy od tego, jakie źródła archiwalne się zachowały, jakimi materiałami dysponujemy i ile mamy zacięcia - wyjaśnia genealog.
Pomocne bywają nie tylko akty urodzenia, małżeństwa czy zgonu. Znaczenie mają również księgi ziemskie i grodzkie oraz inne dokumenty, które pozwalają połączyć pozornie niepowiązane informacje.
Sam Lisowski dotarł w swoich poszukiwaniach do drugiej połowy XV wieku. Trop prowadził do dzierżawy karczmy. Nazwisko karczmarza było takie samo jak nazwisko badanego przodka, a dokumenty z XVI wieku wskazywały na wielopokoleniowe związki rodziny z tym miejscem. Genealog zastrzega jednak, że nie udało się jednoznacznie potwierdzić bezpośredniego pokrewieństwa między karczmarzem a badaną rodziną.
Po 70 latach odnalazła grób ojca
Genealogiczne poszukiwania to jednak nie tylko daty, nazwiska i kolejne gałęzie drzewa rodzinnego. Czasami mają bardzo osobisty wymiar.
Lisowski wspomina historię kobiety urodzonej w 1939 roku. Jej ojciec został powołany do Wojska Polskiego i wyruszył na wojnę. Nigdy nie wrócił. Rodzina przez dziesięciolecia nie wiedziała, co się z nim stało.
Udało się odtworzyć część jego szlaku bojowego. Mężczyzna walczył w obronie Warszawy, a nawet ramię w ramię z olimpijczykiem Januszem Kusocińskim. Poległ i został pochowany na cmentarzu wojennym. Miał przy sobie nieśmiertelnik, dzięki któremu jego grób oznaczono imieniem i nazwiskiem.
Informacja o miejscu pochówku przetrwała w dokumentacji, a później trafiła do internetowej bazy danych.
Po 70 latach pani mogła połączyć się ze swoim ojcem i odnaleźć jego grób. To był czysty łut szczęścia, że ktoś kiedyś wpisał to nazwisko do książki, a później ktoś przepisał je do internetowej bazy - opowiada genealog.
Kobieta pojechała na cmentarz tuż przed Wszystkimi Świętymi. Rok później wróciła tam już z całą rodziną. Zdjęcia z odwiedzin przesyłało genealogowi kilkanaście osób.
W warsztatach genealogicznych w Wadowicach uczestniczy grupa osób, którym Przemysław Lisowski pokazuje, jak prowadzić takie poszukiwania.
Jak podkreśla uczestniczka warsztatów, pani Joanna, która od lat zajmuje się badaniami korzeni swojej rodziny, każdy ślad po bliskim wywołuje duże emocje:
Ja się czuję, jakbym odnalazła swojego bliskiego i nagle gdzieś po prostu światełko się zaświeca i sobie wizualizuję od razu tą osobę. Próbuję sobie go gdzieś tam w jego realiach czasowych, czyli nie wiem, XVIII, XIX wiek uzmysłowić jak on żył, kim był i tak dalej. Także ja myślę o nich. Odkąd ich znalazłam, to myślę o nich. O każdym z tych przodków myślę, jak gdyby dość często. Także to jest takie ciekawe.
Poszukiwanie przodków pomaga zrozumieć siebie
Motywacje osób zajmujących się genealogią są różne. Jedni chcą po prostu zbudować drzewo rodzinne i poznać nazwiska kolejnych pokoleń. Inni szukają odpowiedzi na znacznie bardziej osobiste pytania: skąd pochodzę, kim byli moi przodkowie, jak wyglądało ich życie i co z ich doświadczeń mogło przetrwać w kolejnych pokoleniach.
Historia rodziny nie kończy się bowiem na ustaleniu dat urodzin czy zgonów. Równie ważne jest odtworzenie codzienności naszych przodków: warunków, w jakich żyli, wykonywanych zawodów, wydarzeń historycznych, które wpływały na ich losy, czy relacji z najbliższymi.
Czasami dopiero połączenie dokumentów metrykalnych z innymi źródłami pozwala zrozumieć, dlaczego dana rodzina opuściła swoją miejscowość, z czym musiała się mierzyć i jakie doświadczenia mogły wpłynąć na jej kolejne pokolenia.
Mam jedną panią, która bada traumy pokoleniowe. Bardzo zależy jej na szerokim rozbudowaniu informacji o przodkach, o tym, jak żyli, co działo się w miejscowościach, w których mieszkali, jak wyglądała ich codzienność i czym mogli się zajmować - opowiada Przemysław Lisowski.
W takich poszukiwaniach znaczenie mają nie tylko oficjalne dokumenty, ale również lokalna historia, dawne fotografie, rodzinne opowieści i wszelkie zachowane pamiątki. Pozwalają one wyjść poza suche fakty i zobaczyć przodków jako konkretnych ludzi, którzy mieli swoje problemy, marzenia i doświadczenia.
Niektórzy szukają odpowiedzi na pytania: kim jestem, kim byłem, kim mogę być. Nie chodzi tylko o suche dane. Ważne jest również to, jak żył, co działo się w miejscowości, w której mieszkał, czym mógł się zajmować. Te informacje pomagają odpowiedzieć sobie na pytania o własną historię - podkreśla Przemysław Lisowski.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.