Burmistrz Sanoka z zarzutami. Zabrał głos
Tomasz M. został zatrzymany w swoim domu przez funkcjonariuszy CBA, a następnie doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. Śledczy zarzucają mu przekroczenie uprawnień oraz obiecanie korzyści majątkowej lub osobistej osobie pełniącej funkcję publiczną. Według ustaleń postępowania burmistrz miał proponować radnemu Grzegorzowi Nogajowi pracę w miejskiej spółce w zamian za poparcie podczas głosowań i zdobycie poparcia kolejnego radnego.
Rozmowę, która stała się podstawą zawiadomienia, radny nagrał dyktafonem podczas spotkania w cztery oczy. Burmistrz twierdzi, że nie proponował korzyści w zamian za polityczne poparcie, lecz próbował pomóc w znalezieniu zatrudnienia. Uważa także, że ujawnienie nagrania przed referendum ma podłoże polityczne. – To nie był przypadek. Już wcześniej dostawałem informację, że taka akcja polityczna jest prowadzona przeciwko mnie, mojej rodzinie, moim współpracownikom i temu, co się dzieje w urzędzie miasta. I faktycznie ten scenariusz się spełnił. Ja wczoraj to potwierdziłem w prokuraturze – mówił burmistrz w Radiu ESKA.
Dodał, że nagranie Nogaja ma dwa lata. - To było jedyne takie spotkanie w cztery oczy, czyli już samo to, że było to jedyne takie spotkanie, a pan Grzegorz przychodzi na nie z dyktafonem, a wcześniejsze wszystkie inne sytuacje pokazały, że to było wszystko przygotowywane. Przez 15 miesięcy pan Grzegorz nie używał tego nagrania do żadnych innych celów. Teraz mamy referendum i w tym referendum wyciąga działania takie, które pokazują burmistrza w negatywnym świetle - powiedział.
M. zapowiada złożenie dwóch zażaleń w prokuraturze.
Radny: biłem się z myślami
Grzegorz Nogaj przekazał, że do spotkania z burmistrzem doszło 9 stycznia 2025 r. Zanim zawiadomił prokuraturę, konsultował sprawę z radnymi i prawnikami. Zawiadomienie złożył 22 kwietnia, a postępowanie trwało sześć miesięcy. – Długo biłem się z myślami, co z tym nagraniem zrobić. Rozmawiałem z radnymi rady miasta, rozmawiałem z prawnikami i zdecydowałem się 22 kwietnia złożyć zawiadomienie. Prokuratura prowadziła to postępowanie przez sześć miesięcy. Akurat teraz prokurator wydał taką, a nie inną decyzję i tutaj nie chcę też kwestionować tej decyzji, że to akurat wypadło przed referendum – powiedział w rozmowie z Radiem ESKA.
Radny tłumaczył, że nie znał celu spotkania, na które wezwał go sekretariat burmistrza. Rozmowa miała odbyć się bez udziału innych osób. W tym czasie samorządowcy pracowali nad programem naprawczym, a burmistrz miał potrzebować radnych gotowych poprzeć dokument oraz proponowane działania dotyczące miasta.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.