Odeszła po aferze z raportem, teraz mówi o hejcie. "To było tsunami"
- Płacę dzisiaj cenę taką, jakiej żaden bandyta w tym kraju nie zapłacił - mówi Barbara Mróz-Gorgoń w pierwszym wywiadzie po swojej głośnej dymisji. W rozmowie z TVN24 tłumaczy, że aferę wywołał przypadkowy błąd.
Źródło zdjęć: © PAP | Leszek Szymański
Barbara Mróz-Gorgoń o swojej rezygnacji w sierpniu poinformowała w mediach społecznościowych. Już wtedy pisała o tym, że mierzy się z ogromnym hejtem i to był powód podjęcia decyzji o dymisji. "Szanowni Państwo, składam dymisję z funkcji Pełnomocniczki Rządu do spraw promocji marki Polski. Przy tej niewyobrażalnej skali hejtu niemożliwe jest pełnienie tak odpowiedzialnej roli" - napisała. Dodała przy tym: "Mam nadzieję, że ważny dla Polski projekt będzie kontynuowany bez względu na trudności".
Kontrowersje wokół jej osoby narastały po ujawnieniu wad raportu "Polaków portret własny". Dokument zawierał puste przypisy oraz błędy merytoryczne, a eksperci — m.in. Sebastian Meitz — po przeprowadzeniu analizy z użyciem narzędzi diagnostycznych stwierdzili, że blisko 90 proc. jego treści pochodzi z generatorów AI.
Barbara Mróz-Gorgoń o hejcie. "To było wręcz tsunami"
W pierwszym wywiadzie po głośnej dymisji ekspertka powtarza, że aferę wywołał przypadkowy błąd. - To brudnopis, cały pech i cały błąd, że został niefortunnie zamieszczony na stronie internetowej. Był to materiał roboczy - mówiła Barbara Mróz-Gorgoń w rozmowie z dziennikarzami TVN24.
Wspominała, że powodem decyzji o dymisji była ogromna skala hejtu. – Mówimy tutaj nie o dużym hejcie, o jakichś złych wzmiankach w prasie. To było wręcz tsunami. Najpierw złych opinii, później właściwie takiego perpetuum mobile, samonakręcających się, nienawistnych już treści. Co 6 minut, średnio dostawałam bardzo przykre SMS-y lub maile. Spotykały też mnie rzeczy, które wcześniej wydawały mi się niemożliwe. Ktoś, kogo kompletnie nie znam, kto jest mi osobą obcą, jest w stanie podejść do mnie na stacji benzynowej, opluć mnie i nazwać szmatą - relacjonowała. Dodała, że to był jednorazowy incydent, jednak sprawił, że przez wiele tygodni nie wychodziła z domu.
- A to jak to się stało, że zamieszczono inną treść pod niewłaściwą okładką? Pani tego nie przejrzała? - dopytywał dziennikarz TVN24. - Za to się biję w piersi. I za to płacę dzisiaj cenę taką, jakiej żaden bandyta w tym kraju nie zapłacił - odpowiedziała Barbara Mróz-Gorgoń.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.