Według śledczych zabił partnerkę, wyrzucając ją z balkonu. On przedstawia inną wersję, ruszył proces
Coraz więcej przypadków przemocy domowej wobec kobiet w Polsce. Eksperci wskazują, gdzie szukać pomocy (materiał z lutego 2025 r.)
Źródło wideo: Renata Kijowska/Fakty TVN
Źródło zdj. gł.: krosno112.pl
Oskarżony na salę rozpraw doprowadzony został z aresztu, w którym przebywa od marca 2025 roku. W sądzie obecni byli bliscy zmarłej kobiety: jej rodzice i 17-letnia córka.
Do tragedii doszło w nocy z 25 na 26 marca 2025 roku w jednym z bloków w Krośnie. Kilka minut po północy z mieszkania przy ulicy Szklarskiej dobiegły hałasy i krzyki. Zaniepokojeni sąsiedzi wezwali policję. Funkcjonariusze znaleźli w mieszkaniu ciało 39-letniej kobiety.
Jej 44-letni partner tłumaczył, że usłyszał odgłos upadku, wybiegł na zewnątrz i tam znalazł ranną partnerkę. Następnie miał wnieść ją do mieszkania. Początkowo mężczyzna usłyszał zarzuty nieudzielenia pomocy i znęcania się nad partnerką. Został tymczasowo aresztowany.
Okoliczności zdarzenia od początku budziły jednak wątpliwości śledczych.
- Podczas oględzin miejsca zdarzenia, czyli budynku, z którego wypadła pokrzywdzona, oraz śladów jej upadku na elewacji i podłożu, zauważyliśmy ślady mogące świadczyć o zacieraniu dowodów przez oskarżonego. To sprawiło, że śledztwo zostało ukierunkowane na ustalenie, czy nie doszło do zabójstwa - mówił w rozmowie z tvn24.pl prokurator Grzegorz Kazimierski z Prokuratury Rejonowej w Krośnie, prowadzący sprawę.
Do zdarzenia doszło w Krośnie w bloku przy ulicy Szklarskiej
Źródło zdjęcia: krosno112.pl
Kluczowa rekonstrukcja 3D
39-letnia kobieta i jej partner byli parą od około trzech lat. Mieszkali sami. Jak ustalili śledczy, przez około rok kobieta miała doświadczać przemocy ze strony mężczyzny. Wszczynał awantury, wulgarnie ją wyzywał, uderzał pięścią w twarz, szarpał i wyrywał jej włosy.
Aby wyjaśnić okoliczności zdarzenia z nocy z 25 na 26 marca 2025 roku, prokurator powołał biegłych z zakresu biomechaniki, fizyki, mechanoskopii i traseologii. Analizowali oni między innymi siły działające na ciało kobiety, tor jej upadku oraz ślady pozostawione w miejscu zdarzenia.
Kluczowe znaczenie miała opinia Laboratorium Ekspertyz 3D Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Biegłym zlecono przygotowanie trójwymiarowej wizualizacji możliwego przebiegu zdarzenia oraz ocenę, czy na upadek kobiety mógł mieć wpływ udział innej osoby.
W modelu 3D odwzorowano między innymi uszkodzenia barierki balkonowej oraz złamaną antenę satelitarną, o którą kobieta zahaczyła podczas upadku. Uwzględniono również wzrost i sylwetki osób uczestniczących w zdarzeniu. Eksperci analizowali także obrażenia ujawnione podczas sekcji zwłok, sprawdzając, czy odpowiadają one scenariuszowi przypadkowego upadku, czy mogą wskazywać na inny mechanizm.
Z ustaleń biegłych wynikało, że kobieta spadała praktycznie przylegając do konstrukcji balkonu. Nie stwierdzono odchylenia toru lotu, które wskazywałoby na samodzielny skok. Gdyby kobieta wyskoczyła, jej ciało powinno znaleźć się w większej odległości od budynku.
Na podstawie opinii biegłych i pozostałych zgromadzonych dowodów prokuratura przyjęła, że w noc tragedii 44-latek chwycił partnerkę za stopy, trzymając ją w pozycji pionowej, a następnie wyrzucił przez barierkę balkonu mieszkania na drugim piętrze. Kobieta spadła na trawnik z wysokości około ośmiu metrów. Doznała obrażeń kręgosłupa szyjnego z uszkodzeniem rdzenia kręgowego, które doprowadziły do jej śmierci.
Zdaniem prokuratury mężczyzna działał z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia partnerki. 44-latek usłyszał zarzut zabójstwa oraz fizycznego i psychicznego znęcania się nad kobietą.
Proces za zamkniętymi drzwiami
Podczas pierwszej rozprawy obrońca oskarżonego złożył wniosek o wyłączenie jawności procesu. Argumentował, że jego klient czuje się stygmatyzowany przez wcześniejsze publikacje medialne.
Prokurator nie sprzeciwił się wnioskowi, wskazując jednak przede wszystkim na interes niepełnoletniej córki zmarłej kobiety. Sąd zdecydował, że rozprawy będą odbywały się bez udziału publiczności i dziennikarzy. Przedstawicielom mediów zezwolono jedynie na wysłuchanie aktu oskarżenia.
Jerzy M. nie przyznał się do zarzutu zabójstwa. W toku śledztwa odmówił składania wyjaśnień.
Za zarzucane mu przestępstwa grozi kara co najmniej 10 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.