Policja zatrzymuje, prokuratura wypuszcza. Już 11 osób wyszło na wolność
W poniedziałek małopolska policja informowała o dwóch kolejnych zatrzymaniach w sprawie śmierci 36-letniego Jakuba Ch. "Yankes", do której doszło w nocy z 20 na 21 sierpnia na os. Willowym. Prawo daje śledczym 48 godzin: w tym czasie zatrzymany musi usłyszeć zarzuty - i wtedy prokuratura może wnioskować o tymczasowy areszt - albo wyjść na wolność.
O starszym z zatrzymanych z rzecznikiem Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Tomaszem Waszczukiem rozmawialiśmy w środę trzy razy. Za każdym razem mówił, że nie ma wiedzy o postawieniu mu jakichkolwiek zarzutów ani o wniosku o areszt.
- Zasada zatrzymania na maksymalnie 48 godzin wskazuje, że zarzuty powinny być dziś - mówił rano. Przed godziną 15 potwierdził, że nadal takiej wiedzy nie ma. W praktyce oznacza to, że mężczyzna musiał zostać zwolniony. Samo śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa Kraków - Nowa Huta, która nie rozmawia z mediami.
Drugim z zatrzymanych na początku tygodnia był 16-letni Jakub L., ale jego sytuacja prawna wygląda inaczej niż dorosłych. Sędzia Zbigniew Zgud, rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie ds. spraw cywilnych, potwierdził w rozmowie z WP, że w środę odbyło się posiedzenie Sądu Rodzinnego w Krakowie w sprawie nastolatka.
Sędzia prowadzący uznał, że istnieją "pewne przesłanki wskazujące, że ta osoba mogła brać udział w przestępstwie" i uruchomił wobec niego procedurę z ustawy o resocjalizacji nieletnich. Jednocześnie nie znalazł powodów, by nastolatek dalej przebywał w Izbie Dziecka, i kazał go z niej zwolnić.
Ze względu na wcześniejsze konflikty z prawem Jakub L. jest wychowankiem młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Obecnie przebywa na urlopie z ośrodka. Sąd Rodzinny w Krakowie mógł ten urlop zakończyć jednym postanowieniem. Nie zrobił tego.
Dopiero po pytaniach Wirtualnej Polski sędzia Zgud przekazał, że urlop uchylono i chłopak ma wrócić do placówki.
Kolejne posiedzenia ws. 16-latka mają się odbyć wkrótce. - Na nich dopiero wyjdzie, czy ten nastolatek faktycznie w to pobicie jest zamieszany, czy też nie miał z nim nic wspólnego - dodaje sędzia rzecznik.
Policja łapie, prokurator wypuszcza
W poniedziałek, 24 sierpnia, na wolność wyszło dziewięciu mężczyzn zatrzymanych niemal natychmiast po pobiciu. - Zebrany materiał dowodowy nie pozwolił postawić im zarzutów - przekazała nam wtedy podkom. Iwona Szelichiewicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Zwolnienia następują w momencie, gdy - jak podało Radio Eska - trzech mężczyzn podejrzewanych o bezpośredni udział w pobiciu miało już opuścić Polskę. Ich kryjówką mają być kraje Europy Południowej. Z tych samych doniesień wynika, że policyjni kryminalni znają nazwiska poszukiwanych, a ich ujęcie stało się dla służb celem numer jeden.
Policja od tych doniesień się odcina. - Nie będę tych informacji komentować - odpowiada WP asp. Anna Zbroja-Zagórska z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. - My nie podawaliśmy i nie potwierdzaliśmy takich informacji. To są ustalenia nieoficjalne dziennikarzy i nie wiem, na czym oparte - tłumaczy.
Rzeczniczka dodaje jednak, że ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości to przy tak poważnym przestępstwie jak pobicie ze skutkiem śmiertelnym hipoteza, którą policjanci zawsze biorą pod uwagę.
Pytana o zwolnienia, rzeczniczka policji odsyła do prokuratury. - Jak na razie my zatrzymujemy pewne osoby, a to prokuratura decyduje się na ich zwolnienie. Dlaczego tak się dzieje, to już pytanie nie do nas - mówi Zbroja-Zagórska. - Śledztwo na pewno prowadzone jest przez nas bardzo intensywnie i jest w nie zaangażowana duża grupa funkcjonariuszy.
Zbroja-Zagórska dementuje też pojawiające się sugestie, że wśród osób, które miały wyjechać z Polski, są ci sami mężczyźni, których wcześniej zatrzymano i zwolniono. - Według mojej wiedzy to nie są te same osoby - mówi.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.