Kremlowi nie podobają się sankcje Donalda Trumpa. Dmitrij Pieskow ostrzega w sprawie wojny
— Podpisanie tego dokumentu z pewnością nie przyczynia się do ożywienia naszych stosunków dwustronnych — powiedział dziennikarzom rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow podczas codziennej konferencji prasowej. — Oczywiście nie przyczyni się to również do osiągnięcia większych postępów na drodze do rozwiązania konfliktu w Ukrainie.
Ustawa, którą Trump podpisał w piątek, upoważnia prezydenta USA do nałożenia karnych ceł w wysokości do 100 proc. na Chiny, Indie i inne kraje, które kupują ropę i gaz z Rosji.
Czytaj nas częściej w Google
Pieskow, który starał się nie krytykować Trumpa bezpośrednio, stwierdził, że rosyjscy partnerzy handlowi "jednogłośnie odrzucają" cła, które miałyby charakter sankcji wtórnych.
Wcześniej w poniedziałek indyjski minister handlu Piyush Goyal powiedział, że Nowe Delhi analizuje szczegóły dotyczące ceł, które nie zostały jeszcze nałożone. W zeszłym tygodniu indyjscy urzędnicy oświadczyli, że kraj zamierza utrzymać import energii poprzez "dywersyfikację źródeł zaopatrzenia".
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Chińskie ministerstwo handlu poinformowało w ten weekend, że Pekin zastrzega sobie prawo do "podjęcia wszelkich niezbędnych środków w celu zdecydowanej ochrony chińskiej suwerenności narodowej i interesów rozwojowych, a także uzasadnionych i słusznych praw oraz interesów chińskich przedsiębiorstw".
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podziękował Trumpowi za podpisanie ustawy. Dodał również, że w tym tygodniu ma spotkać się z prezydentem USA w Nowym Jorku przy okazji obrad Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew wezwał do militarnej odpowiedzi na amerykańską ustawę o sankcjach. — Nawet po drugiej stronie oceanu słyszą tylko język bezpośredniego odstraszania militarnego i właśnie tym językiem powinniśmy odpowiedzieć na rusofobiczne okrucieństwa — powiedział Miedwiediew.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.