The Jerusalem PostPalestinian election candidate warns West Bank could ‘explode’ unless Israel releases tax fundsESPN Deportes¿Quién es el hacker que destapó el dopaje financiero del Man. City?InquirerUnhealthy air quality for sensitive groups in parts of Metro Manila – DENRRTP DesportoEm ambiente conturbado. Portugal defronta Dinamarca após saída de Cristiano RonaldoESPNJoey Porter Jr. traded: What move means for Cowboys, SteelersDaily MaverickLOCAL ELECTIONS 2026: Navigating ballots, candidates, and wards: Your guide to the 2026 local government electionsVarietyParamount, CNN Chief Mark Thompson in ‘Early Stages’ of Discussions to Keep Him in PostIl Sole 24 OreStadi e concerti, con le ondate di calore i raduni accrescono rischi e decessiRai NewsChioggia, viene rimproverato dal padre e lo ferisce con un utensile da cucina: 17enne in casermaSportstarSouth Africa World Cup 2027 Schedule: Full Fixtures, Dates, Venues and OpponentsBBC NewsBurnham's Man City comments 'completely out of touch', Tories sayCBS NewsBolivia's attorney general arrested for alleged money laundering, drug trafficking
The Daily Newsstand · Free, Always
Thursday, October 1, 2026

"W jaki sposób Ukraina jest buforem dla Polski?". Dwa cele przekazu i mapy

Translate

otw1

Kijów. Pożar Narodowej Akademii Nauk Ukrainy po rosyjskim ataku

Źródło wideo: TVN24

Źródło zdj. gł.: tiktok.com

"Gdzie tu logika?" - pytają internauci powielający przekaz, który wyświetlono setki tysięcy razy. Przekonują, że Polska nie powinna pomagać Ukrainie, skoro Rosja już ma bezpośredni i pośredni dostęp do polskiej granicy. Ten przekaz pomija fakty i służy celom Rosji.

W nocy z 29 na 30 września Rosja przeprowadziła kolejny zmasowany atak na Ukrainę, wykorzystując blisko 200 dronów bojowych. Celem uderzeń była m.in. infrastruktura energetyczna w Kijowie i okolicach.

W związku z rosyjskimi atakami Polska poderwała wojskowe lotnictwo i postawiła naziemne systemy obrony powietrznej w stan gotowości. W związku z atakiem alert RCB otrzymali najpierw mieszkańcy kilkunastu powiatów w województwach lubelskim i podkarpackim, a następnie mieszkańcy całego województwa lubelskiego. Każdy z alertów obowiązywał krócej niż dwie godziny. To nie pierwszy taki przypadek we wrześniu. Polskie lotnictwo było już uruchamiane w związku z rosyjskimi atakami na zachodnią Ukrainę, a mieszkańcy przygranicznych regionów otrzymywali liczne alerty RCB.

Tymczasem w drugiej połowie września w sieci krążył przekaz podważający sens wspierania Ukrainy przez Polskę. Jego autorzy sugerowali, że zamiast pomagać Ukrainie, Polska powinna skupić się na obronie własnej granicy. "Skoro Rosjanie mają do dyspozycji całą granicę Obwodu Kaliningradzkiego (królewieckiego - przyp. red.) (210 km) i Białorusi (418 km), to dlaczego wmawia nam się, że Ukraina broni nas przed Rosją, gdzie tu logika!?" - czytamy na ilustracji z mapą Europy Środkowo-Wschodniej (pisownia wszystkich wpisów oryginalna). Barwami narodowymi zaznaczono tu Polskę i Ukrainę, na czerwono - graniczący z Polską obwód królewiecki, a na zielono - Białoruś.

Post z mapą na TikToku pojawił się 19 września. Wyświetlono go ponad 420 tys. razy. Przekaz w tej i podobnych wersjach krążył również w serwisie X oraz na Facebooku m.in. na grupach Małgorzata Wasserman - grupa fanów i Czas na Brauna. "Spójrzcie jeszcze raz na mapę: w jaki sposób Ukraina jest buforem dla Polski? W jaki sposób ten bufor powstrzymuje Rosję przed wejściem do Polski?" - czytamy w kolejnym poście z podobną mapą.

Przekaz krążył w różnych wariantach. Tylko post na TikToku zebrał 420 tys. wyświetleń

Przekaz krążył w różnych wariantach. Tylko post na TikToku zebrał 420 tys. wyświetleń

Źródło zdjęcia: TikTok.com, X.com, Facebook

Część internautów zgadzała się z przekazem. Przekonywali, że argument o Ukrainie "broniącej" Polski jest nielogiczny i jest narracją rządu, którą "wszyscy powtarzają jak mantrę". "Ukraina jedynie broni interesów oligarchów"; "Logika jest taka, że Ukraina jest pralnią pieniędzy" - komentowali kolejni.

Szybko pojawił się kontrargumenty. "Czy wolelibyście zobaczyć, jak ukraińska armia walczy z Rosjanami i nie pozwala im dotrzeć do polskiej granicy, czy przeciwnie?" - pytał internauta. Część zwracała uwagę, że gdyby Rosja zajęła Ukrainę, zyskałaby kolejny długi odcinek granicy z Polską. Byli też i tacy, którzy nazwali przekaz "ofensywą propagandową", a autorów postów "trollami".

Przekaz sugeruje więc, że sama długość granicy rozstrzyga o tym, z jakiego kierunku Rosja najbardziej może zagrozić Polsce. Podważa też sens pomocy Ukrainie, skoro Polska i tak graniczy z Rosją oraz zależną od Rosji Białorusią. Tylko że pomija przy tym istotną kwestię.

Sama długość granicy to za mało. "Należy tu pamiętać o geografii"

Polska ma 3,6 tys. km granicy lądowej. Granica z Ukrainą ma długość 535 km, z Białorusią - 430 km, a z Rosją - 210 km. Z samej długości granicy nie wynika jednak, jak duże zagrożenie może stanowić dany kierunek.

- Należy tu pamiętać o geografii. Historycznie większe zagrożenie militarne dla Polski płynęło z kierunku Lwowa, a szerzej od Brześcia na południe. To tam teren jest znacznie dogodniejszy do prowadzenia działań przez agresora - tłumaczy w komentarzu dla Konkret24 Jarosław Wolski, analityk wojskowy i politolog. - W przypadku granicy z obwodem królewieckim i Białorusią sytuacja jest inna. Teren Warmii, Mazur i Podlasia jest trudniejszy do prowadzenia manewrów i bardziej sprzyja nam, obrońcom - dodaje.

Jak podkreśla Wolski, dlatego określanie zagrożenia wyłącznie na podstawie długości granicy jest mylące. - Trzeba również spojrzeć na to, jaka część tej granicy jest możliwa do przekroczenia i wykorzystania przez wojsko, a jaka jest trudnym terenem, na przykład ze względu na bagna czy rozlewiska. Z tego punktu widzenia granica z Białorusią i Rosją jest znacznie trudniejsza do sforsowania i wykorzystania przez duże masy wojska niż granica z Ukrainą - tłumaczy analityk wojskowy.

I właśnie z tego powodu scenariusz zwycięstwa Rosji w Ukrainie oznaczałby dla Polski przede wszystkim jedno: Rosja stałaby się jeszcze większym zagrożeniem, niż jest teraz. - Ewentualne zajęcie Ukrainy przez Rosję zmieniłoby sytuację bezpieczeństwa Polski zdecydowanie na niekorzyść. Przeciwnik miałby wtedy dość szeroki front, z którego mógłby zagrażać Polsce, zwłaszcza od strony południowej, umownie od Brześcia do Przemyśla. To byłaby bardzo trudna sytuacja - ocenia Jarosław Wolski. - Zupełnie innym problemem dla bezpieczeństwa Polski jest sytuacja, w której zagrożona byłaby cała wschodnia granica, a nie tylko jej północna i północno-wschodnia część - podkreśla analityk.

Rosja, Białoruś i wschodnia flanka NATO

Przekaz sugeruje fałszywą alternatywę: albo pomagamy Ukrainie, albo dbamy o bezpieczeństwo własnych granic z Rosją i Białorusią. W rzeczywistości Polska robi jedno i drugie.

W ramach programu "Tarcza Wschód" wzmacnia wschodnią i północną granicę, m.in. poprzez budowę infrastruktury, która ma utrudniać działania przeciwnika i ułatwiać polskim siłom przemieszczanie się w rejonie. Program obejmuje także obszar północno-wschodniej Polski, ważny z punktu widzenia wschodniej flanki NATO. Program ma kosztować około 40 mld złotych. Większość tej kwoty - 30 mld zł - będzie pochodzić z unijnego programu SAFE. Finał prac przewiduje się na 2028 rok.

NATO od lat wzmacnia wschodnią flankę, a w Polsce działa wielonarodowa grupa bojowa Sojuszu. Jednym ze strategicznie ważnych obszarów jest przesmyk suwalski - pas polsko-litewskiej granicy łączący państwa bałtyckie z resztą NATO, położony między Białorusią a obwodem królewieckim. W 2026 roku w rejonie przesmyku suwalskiego odbyły się również ćwiczenia Dzielny Dzik 26, w których polskie wojsko szkoliło m.in. szybkie przemieszczanie dużych jednostek wojskowych. W manewrach uczestniczyli także żołnierze z Litwy i Francji.

Polska przygotowuje się też na zagrożenia, które nie muszą oznaczać otwartego ataku wojskowego. NATO wymienia wśród działań Rosji wymierzonych w państwa Sojuszu m.in. naruszenia przestrzeni powietrznej, cyberataki i akty sabotażu. Polska z kolei wzmacnia ochronę granicy z Białorusią m.in. za pomocą systemów obserwacji i wykrywania dronów.

Dwa cele manipulacyjnego przekazu i możliwe "nieodwracalne skutki"

Przekaz sugerujący, że Polska nie powinna angażować się w pomoc Ukrainie, może służyć więcej niż jednemu celowi. Co konkretnie można tu odczytać? - Celem takiego przekazu jest umniejszenie zagrożenia ze strony Rosji oraz podważanie sensu pomagania Ukrainie i zatrzymania rosyjskiej agresji na ten kraj - punktuje Jarosław Wolski.

To wpisuje się w cele rosyjskich działań wobec Polski, wskazywanych m.in. przez analityków Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). Filip Bryjka i Aleksandra Wójtowicz podkreślają, że od 2023 roku Rosja prowadzi "kampanię dywersyjno-sabotażową, której celem jest podwyższenie polityczno-społecznych kosztów pomocy wojskowej dla Ukrainy". Jak oceniają, Rosja może dążyć do wstrzymania tranzytu zachodniej pomocy wojskowej przez Polskę, a jednocześnie osłabiać poparcie Polaków dla wspierania Ukrainy i podsycać napięcia na tle etnicznym.

Szczególne znaczenie będą miały okresy wyborcze. Analitycy PISM przewidują, że rosyjskie działania na rzecz wzmacniania polsko-ukraińskiego sporu będą nasilać się przed wyborami parlamentarnymi w Polsce jesienią 2027 roku. "Rosja traktuje wybory jako dogodny moment ingerencji, ponieważ treści polityczne docierają wówczas do szerszej publiczności, a fałszywe informacje mogą wywrzeć nieodwracalne skutki" - tłumaczą.

View the original on TVN24 →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.