Przesyłka z trucizną. W środku była kartka z podpisem

W środę do siedziby Żandarmerii Wojskowej w Nowej Dębie (Podkarpacie) trafiła przesyłka od nadawcy z Niemiec. Prokurator zdradził najnowsze szczegóły tej sprawy. - W jej wnętrzu nie było żadnego płynu, żadnej substancji. Znajdowała się kartka z podpisem - zdradził rzecznik prokuratury Marcin Kozak.
Paczka z trującą substancją trafiła w środę do Żandarmerii Wojskowej. W środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Marcin Kozak zdradził dokładny przebieg sytuacji w Nowej Dębie. List miał pochodzić z Niemiec.
- Około godziny 10 do placówki Żandarmerii Wojskowej w Nowej Dębie listonosz przyniósł list. Jako nadawca wskazana była osoba z adresem na terenie Republiki Federalnej Niemiec. List odebrała pracownik cywilna i przekazała go do zastępcy szefa ŻW - relacjonował.
Rzecznik zdradził również szczegóły tego, co dokładnie znajdowało się w przesyłce. Wewnątrz nie było żadnej substancji. Funkcjonariusz wyjął z koperty kartkę z tajemniczym podpisem.
- W jej wnętrzu nie było żadnego płynu, żadnej substancji. Znajdowała się kartka z podpisem "Pozdrawiam Złota" - kontynuował Kozak.
Trzy osoby poszkodowane
- Po chwili funkcjonariusz ŻW poczuł duszności i został przewieziony do najbliższego szpitala. Wkrótce później objawy drapania w gardle zgłosiły jeszcze dwie osoby - dodał prokurator.
Poszkodowane w sytuacji zostały trzy osoby. Mundurowy, który otworzył przesyłkę, jak i inny funkcjonariusz wraz z pracownicą cywilną.
Przesyłka będzie poddana dalszym badaniom. Prokuratura przekazała, że na chwilę obecną wykluczono "skażenie biologiczne, radiacyjne i jakiekolwiek inne".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.