Wpadka Konfederacji w Krakowie. Sławomir Mentzen ostro reaguje. "Nie wracajcie do domu"
Prowadzący program Bogdan Rymanowski wprost zapytał Sławomira Mentzena o to, jak by nazwał niedawne wydarzenia w Krakowie. A chodzi o kandydata Konfederacji na prezydenta tego miasta, który zebrał za mało podpisów pod swoją kandydaturą.
Absolutna żenada, kompromitacja, frajerstwo, nie wracajcie do domu
— skomentował Sławomir Mentzen, nawiązując do jednej z okładek "Faktu" po porażce reprezentacji Polski w piłce nożnej.
Czytaj nas częściej w Google
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Kandydat Konfederacij na prezydenta w Krakowie zebrał za mało podpisów. Sławomir Mentzen: popełnił błąd
Sławomir Mentzen przyznał, że to on sam postawił na Bartosza Bocheńczaka, ale, jak zaznaczył, "miał do tego silne podstawy". Po chwili wymienił kilka ze swoich argumentów przemawiających na korzyść tego kandydata Konfederacji na prezydenta Krakowa.
Popełnił błąd, najlepszym zdarzają się błędy. Błędy personalne — postawił na złych ludzi
— stwierdził Sławomir Mentzen, tłumacząc wpadkę Bartosza Bocheńczaka.
Bartka Bocheńczaka bym porównał do Dawida Beckhama, który nie strzelił kiedyś ważnego karnego w meczu reprezentacji. [...] Beckham polskiej polityki, ale karnego nie strzelił w bardzo ważnym meczu. To jest prawda
— dodał jeden z liderów Konfederacji.
Wpadka Konfederacji w Krakowie. "Absurdalna kompromitacja"
Prowadzący przypomniał, że Bartosz Bocheńczak zebrał wymaganą liczbę głosów poparcia na swoich listach, ale wiele z nich miało błędy, w związku z czym nie mogły być brane pod uwagę. W efekcie Miejska Komisja Wyborcza odrzuciła jego kandydaturę.
Ocena moja jest taka, że to jest absurdalna kompromitacja, której się zupełnie nie spodziewałem
— stwierdził Sławomir Mentzen.
Jej przyczyną jest to, że praca kandydata jest inną pracą niż praca szefa sztabu. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że gdyby Bartek Bocheńczak odpowiadał za zbiórkę tych podpisów, w sensie takim operacyjnym, to by je zebrał bez żadnego problemu
— dodał polityk Konfederacji, twierdząc po raz kolejny, że Bartosz Bocheńczak "zaufał niewłaściwym ludziom", którzy zbierali mu podpisy.
Sławomir Mentzen przyznał, że teoretycznie sam mógł jechać do Krakowa, zbierać podpisy i je weryfikować, ale nie miałby wtedy czasu na inne rzeczy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.