Andrew Michta: Rosja może spróbować w Estonii przeskoczyć przez NATO-wski płot
Andrew Michta o możliwej rosyjskiej prowokacji
Źródło wideo: TVN24 BiS
Źródło zdj. gł.: VALDA KALNINA/PAP/EPA
Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski w rozmowie w Council on Foreign Relations w Nowym Jorku ostrzegł, że "Rosja szykuje coś dużego". - Mogą przeprowadzić atak pod fałszywą flagą, aby powiedzieć Rosjanom: "jesteśmy atakowani i dlatego musimy się zmobilizować" - wyjaśnił minister.
- Jeden scenariusz jest raczej oczywisty: wywołanie nacisku na Estonię, wykorzystując społeczność rosyjskojęzyczną, która znajduje się w Narwie - powiedział w "Faktach o świecie" w TVN24 BiS Andrew Michta, amerykański politolog i analityk do spraw bezpieczeństwa.
- Putin niedawno ogłosił godzinę policyjną na noc, zaraz na granicy bez ruchu ludzkiego i samochodowego. Jednocześnie on może wykorzystać to w kontekście tego, że Rosjanie twierdzą, że są uprawnieni do chronienia wszystkich rosyjskojęzycznych grup. W związku z tym tu może być przeskoczenie przez NATO-wski płot - stwierdził.
Analityk wyjaśnił, że może do tego dojść poprzez "stworzenie kryzysu wewnątrz Narwy, żeby wymusić odpowiedź ze strony Sojuszu". - Dlaczego to jest takie ważne? Celem Putina jest fragmentowanie NATO. Jeżeli doszłoby do czegoś takiego, to oczywiście wszystkie państwa nordycko-bałtyckiego, północno-wschodniego korytarza, czyli Skandynawowie, państwa bałtyckie i Polska patrzyłyby na to, jako wywołanie artykułu 5. - ocenił.
- Podstawowe pytanie wtedy byłoby, jak zachowałyby się Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy, a przede wszystkim jak by się zachował Waszyngton - zauważył.
Straż graniczna przy granicy rosyjsko-estońskiej
Źródło zdjęcia: VALDA KALNINA/PAP/EPA
Rosja "prowadzi grę na rozbicie jedności Sojuszu"
Amerykański politolog tłumaczył, że w Europie "jest podzielenie optyki niebezpieczeństwa". - Państwa znajdujące się na flance, konfrontujęce bezpośrednio Rosję, mają bardzo żywotne interesy egzystencjalne w powstrzymywaniu, odstraszaniu i w wypadku ataku pokonaniu Rosji - wyjaśnił.
- Im bardziej oddalamy się od granicy wschodniej, tym mniej jest to wyczuwane. Niemcy w tej chwili mają bufory, mimo tego, że wypowiadają się bardzo ostro, jeśli chodzi o wspomaganie Ukrainy, to jednak społeczność niemiecka jest bardzo podzielona - zauważył.
- Jeśli pójdziemy dalej, do Paryża, to Francuzi często patrzą na południe, dlatego że nadal są zainteresowani Afryką i całym tym postimperialnym francuskim obszarem. Kiedy dojedziemy do Hiszpanii i Portugalii, tam poczucie zagrożenia z Rosji jest bardzo małe - mówił dalej.
- W związku z tym wydaje mi się, że jest to gra na rozbicie jedności Sojuszu - podsumował.
Andrew Michta: Rosja prowadzi grę na rozbicie jedności Sojuszu
Źródło: TVN24 BiS
Administracja Trumpa stosuje metodę "Kissingera na odwrót"
Sekretarz stanu USA Marco Rubio poinformował, że przywódca Rosji Władimir Putin został zaproszony na szczyt G20, który odbędzie się w grudniu na Florydzie. - Uważamy, że jest to dla niego okazja, by zaangażować się w rozmowy nie tylko z prezydentem, ale również z innymi światowymi przywódcami - powiedział dziennikarzom.
- Administracja Trumpa od początku stara się doprowadzić do polepszenia relacji z Rosją. Kiedyś to nazwałem "Kissingerem na odwrót", to znaczy, że wyciągając Rosję bliżej Stanów Zjednoczonych można zrobić więcej dystansu między Rosją a Chinami. Uważam, że ta polityka jest raczej marzeniem, do tego nie dojdzie - skomentował w TVN24 BiS Andrew Michta.
- Do tego nie dojdzie, dlatego że Rosja, Chiny i Korea Północna to jest w tej chwili de facto sojusz, oś dyktatu. To, że Putin może operować na Ukrainie to w dużej mierze dlatego, że wspomagają go Chińczycy i Koreańczycy, to nie są tylko wojska Korei Północnej wysyłane do Rosji, ale to są również robotnicy z Korei Północnej, którzy pracują w rosyjskich fabrykach. Iran również nadal jest w stanie utrzymywać strategiczną inicjatywą, mimo że jego wojsko de facto zostało pokonane - wskazał.
Analityk tłumaczył, że Iran "atakując państwa trzecie w regionie, nadal utrzymuje inicjatywę strategiczną". - Tego nie mógłby robić bez wsparcia ze strony Chin i Rosji. Uważam, że musimy dojść do momentu w Waszyngtonie, kiedy zdamy sobie sprawę, że Rosja nie jest zainteresowana fundamentalną zmianą w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, chyba że osiągnie to, co chce, czyli odbuduje imperium i sferę wpływów w Europie wschodniej i środkowej - dodał.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.