Seria wypadków w Tatrach, w tym śmiertelny. Ostrzeżenia TOPR
W Tatrach doszło w sobotę do serii poważnych wypadków. W rejonie Zawratu zginął turysta, który upadł na zlodowaciałym śniegu. Groźne wypadki miały też miejsce m.in. w rejonie Koziej Przełęczy i Żlebu Kulczyńskiego – przekazał ratownik dyżurny TOPR.
Ratownicy TOPR ostrzegają po sobotnich wypadkach
Źródło zdjęć: © PAP | Grzegorz Momot
W rejonie Koziej Przełęczy oraz Zawratu w sobotę przed południem doszło do upadków z dużej wysokości na twardy, zlodowaciały śnieg. Obaj poszkodowani, z ciężkimi obrażeniami, zostali przetransportowani śmigłowcem TOPR do zakopiańskiego szpitala.
Seria interwencji TOPR. "Od kilku dni wielokrotnie ostrzegamy"
Kolejne działania ratowników dotyczyły dwóch osób, które spadły w Żlebie Kulczyńskiego. TOPR interweniował także po urazie nogi na Przełęczy Małołąckiej oraz podczas ewakuacji turystki ze szlaku pomiędzy Zawratem a Świnicą. Oprócz tego ratownicy pomagali turystom na Rysach, w Dolinie Kondratowej i na Hali Gąsienicowej.
"Od kilku dni wielokrotnie ostrzegamy przed trudnymi warunkami w wyższych partiach Tatr. Piękna pogoda i suche szlaki niżej mogą dawać złudne poczucie bezpieczeństwa, ale wysoko twardy, zlodowaciały śnieg nie wybacza błędów. Jedno potknięcie może skończyć się ciężkimi obrażeniami albo śmiercią" – ostrzegają ratownicy TOPR.
Przypominają też, że w stromym terenie wysokogórskim raczki nie są odpowiednim sprzętem. Osoby bez doświadczenia, odpowiednich umiejętności i właściwego wyposażenia powinny zrezygnować z wyjścia w wyższe partie Tatr.
W Tatrach na wysokości około 2000 m n.p.m. na szlakach zalega śnieg, który po stronie północnej, w miejscach zacienionych i w żlebach, jest twardy i zmrożony. Ponadto występują oblodzenia, zwłaszcza w okolicach cieków wodnych. Wybierając się w wyższe partie Tatr, należy mieć doświadczenie w zimowej turystyce górskiej oraz odpowiedni sprzęt zimowy.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.