The Daily Newsstand · Free, Always
Thursday, October 1, 2026

Marcin Romanowski i list żelazny. Prokuratura przegrała? Były policjant: Ja bym kończył śledztwo

Translate

Doszło do sensacyjnego zwrotu w sprawie poszukiwań jednego z najbardziej znanych politycznych uciekinierów z Polski. Sąd zgodził się na zagwarantowanie Marcinowi Romanowskiemu, iż nie zostanie tymczasowo aresztowany – to tzw. list żelazny. Polityk zadeklarował wcześniej, że zakończy ucieczkę.

Sprawa dotyczy nieprawidłowości przy wydawaniu pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości w latach 2016–2023. Prokuratura zarzuca urzędnikom Ministerstwa Sprawiedliwości, że część środków była przyznawana w sposób uznaniowy osobom i instytucjom, które nie spełniały celów, na jakie przeznaczony był fundusz. Marcin Romanowski, jako były wiceminister sprawiedliwości odpowiedzialny za Fundusz Sprawiedliwości, jest jednym z podejrzanych w tym śledztwie.

Obecnie przebywa w Mołdawii, w Naddniestrzu – terytorium pod wpływem Rosji. Prokuratura stoi teraz przed wyborem: dalej walczyć z sądem o areszt dla Romanowskiego czy wykorzystać możliwość jego powrotu do Polski i dokończyć śledztwo.

Michał Rapacki, były doświadczony funkcjonariusz policji, skłania się ku temu drugiemu rozwiązaniu. – Jeżeli alternatywą dla listu żelaznego miałoby być kolejne kilka lat poszukiwania Marcina Romanowskiego za granicą i faktyczne blokowanie w tym czasie sprawnego zakończenia sprawy, należy zadać pytanie, które rozwiązanie lepiej służy wymiarowi sprawiedliwości – ocenia były oficer CBŚP.

"Nie samo aresztowanie jest celem"

Rozmówca WP uważa, że w sprawie Romanowskiego prokuratura powinna przede wszystkim patrzeć na efekt końcowy. Nie chodzi przecież o to, żeby podejrzany za wszelką cenę trafił do aresztu. Chodzi o to, żeby sprawa trafiła do sądu i zakończyła się wyrokiem.

– Celem nie jest samo tymczasowe aresztowanie podejrzanego, ale sprawne przeprowadzenie postępowania, postawienie oskarżonego przed sądem i uzyskanie prawomocnego rozstrzygnięcia – mówi rozmówca WP.

Były policjant odnosi się w ten sposób do decyzji Sądu Okręgowego w Warszawie, który wydał Romanowskiemu list żelazny. Jeśli decyzja się uprawomocni, polityk będzie mógł wrócić do Polski i odpowiadać z wolnej stopy, pod warunkiem przestrzegania warunków określonych przez sąd. Prokuratura już zapowiedziała zaskarżenie decyzji.

Część komentatorów zwraca uwagę przede wszystkim na fakt, że z listu żelaznego ma skorzystać człowiek, który wcześniej wyjechał z Polski i przez długi czas pozostawał poza zasięgiem polskich organów ścigania. Rapacki patrzy na sprawę inaczej.

– Nie uważam, aby argumentacja sądu była pozbawiona racjonalnych podstaw – mówi.

Sąd: wcześniejsze metody nie zadziałały

W 14-stronicowym uzasadnieniu sędzia Konrad Mielcarek wskazał, dlaczego przystał na wniosek adwokata ściganego o wydanie listu żelaznego. Zwrócił uwagę na prosty fakt: dotychczasowe działania nie doprowadziły do zatrzymania Romanowskiego i przeprowadzenia z nim dalszych czynności.

Był areszt, list gończy i Europejski Nakaz Aresztowania. Romanowski jednak pozostawał poza Polską. Zdaniem sądu list żelazny może dać organom ścigania coś, czego nie udało się osiągnąć wcześniejszymi metodami – jego powrót do kraju i udział w postępowaniu.

Sędzia odniósł się także do argumentu, że Romanowski, przebywając za granicą, mógł uzgadniać swoją linię obrony z innymi podejrzanymi. W ocenie sądu sam miał czas aby aby to zrobić. "Zasadnicze źródła dowodowe zostały już zabezpieczone", a "Romanowski utracił funkcję i zdolność wpływania na świadków z ministerstwa sprawiedliwości". Sędzia wskazuje, że jego aresztowanie może już nie być konieczne do zabezpieczenia samego postępowania.

Zdaniem sędziego istotne jest również to, że list żelazny nie oznacza całkowitej bezkarności ani zgody na ignorowanie wezwań prokuratury czy sądu. Jeśli Romanowski złamie warunki, na których otrzymał ochronę, może ją stracić, a wtedy możliwe będzie jego zatrzymanie. Sąd uznał więc, że list żelazny może być nie nagrodą za ucieczkę, ale sposobem na doprowadzenie do tego, by Romanowski wreszcie znalazł się w Polsce i można było zakończyć sprawę.

Spór o sędziego. Czy sprzyjał politykowi?

Część komentatorów, w tym stacja TVN24, zwraca uwagę również na osobę sędziego Konrada Mielcarka. Jest on określany przez krytyków jako tzw. neosędzia. Został powołany na stanowisko sędziowskie po reformie Krajowej Rady Sądownictwa przeprowadzonej za rządów Zjednoczonej Prawicy.

Pojawiły się więc pytania, czy rozpatrując sprawę Romanowskiego, mógł on sprzyjać politykowi. WP zapytała sąd, czy bierze pod uwagę zarzuty dotyczące sędziego i czy jego decyzja może budzić wątpliwości z powodu sposobu jego powołania. Rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie Anna Ptaszek odmówiła komentowania tych zarzutów. Poinformowała natomiast, że sędzia Mielcarek został wylosowany spośród wielu sędziów do rozpoznania tej sprawy. Ponadto zamieścił już obszerne uzasadnienie swojego postanowienia.

– Przyjął praktyczne podejście, uznał, że bez stworzenia realnej możliwości powrotu Romanowskiego do Polski i wykonania z nim niezbędnych czynności prokuraturze może być trudno zakończyć postępowanie i skierować do sądu akt oskarżenia - powiedziała sędzia Anna Ptaszek.

Do sprawy sędziego odniósł się minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Stwierdził, że osoba sędziego Mielcarka była problemem. Jednocześnie nie wyjaśnił, dlaczego prokuratura, jeśli miała zastrzeżenia do jego udziału w sprawie, nie domagała się wcześniej zmiany składu sądu.

Prokuratura może walczyć. Ale co dalej?

Prokuratura zapowiedziała zaskarżenie decyzji sądu. Michał Rapacki nie kwestionuje prawa śledczych do takiego ruchu. Zwraca jednak uwagę, że nie można pomylić środka z celem.

– Tymczasowe aresztowanie jest środkiem zapobiegawczym, a nie karą i nie może stać się celem samym w sobie – mówi rozmówca WP.

Jego zdaniem prokuratura powinna teraz przede wszystkim wykorzystać sytuację do zakończenia śledztwa. Jeśli Romanowski wróci do Polski, śledczy będą mogli przeprowadzić z nim czynności, a następnie skierować sprawę do sądu.

– Jeżeli list żelazny rzeczywiście doprowadzi do powrotu Romanowskiego i umożliwi przeprowadzenie czynności z jego udziałem, prokuratura powinna wykorzystać tę sytuację przede wszystkim do możliwie szybkiego zakończenia śledztwa i – jeżeli materiał dowodowy na to pozwala – skierowania aktu oskarżenia do sądu – podkreśla Rapacki.

W praktyce oznacza to: można zaskarżyć decyzję sądu, ale jednocześnie nie należy pozwolić, by kolejny spór proceduralny przesłonił najważniejszy cel – doprowadzenie sprawy do sądu.

Czy ucieczka może się opłacać?

Jest jeszcze wątek sprawy problem. Czy sprawa Romanowskiego nie wysyła innym podejrzanym sygnału, że ucieczka za granicę może być skuteczną strategią? Michał Rapacki nie uważa, aby sam list żelazny był takim sygnałem. Podkreśla, że jego sens jest odwrotny: ma stworzyć warunki do powrotu podejrzanego do kraju i przeprowadzenia postępowania.

– List żelazny nie daje bezkarności. Ma doprowadzić do sytuacji dokładnie odwrotnej: podejrzany wraca do Polski, pozostaje do dyspozycji organów i może zostać osądzony – wskazuje były policjant.

Problem pojawiłby się dopiero wtedy, gdyby wyjazd z Polski rzeczywiście pozwalał podejrzanym przez lata blokować postępowania i odkładać moment, w którym staną przed sądem. Dlatego, zdaniem Rapackiego, odpowiedzią prokuratury nie powinien być wieloletni pojedynek o to, czy Romanowski zostanie osadzony w areszcie.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.