The Jerusalem PostIran-backed militias trample US flag, exposing Iraq’s sovereignty problem - analysisESPN15 predictions for this weekend's games: Upsets, sleepers, TD scorers and moreInquirerWoman killed, 2 injured in Pangasinan tricycle crashESPN DeportesVerstappen está de vuelta, ganó en Malasia con autoridadPunchZamfara begins road project to boost farming, security한겨레“국외 영화제 초청 받은 ‘암살자(들)’ 상영 막겠다” 국힘, 도 넘은 정치공세ZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFSouth China Morning PostOn-site staff, hotline deployed as Kai Tak Hospital starts phased operationsThe South AfricanSpringbok Women beat Spain in WXV as Ireland home Tests loomSportstarMohun Bagan vs Punjab FC LIVE score: MBSG 0-0 PFC; Chhangte, Liston start in IFA Shield semifinal
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, October 4, 2026

Prof. Stankomir Nicieja: miękka siła Chin [OPINIA]

Translate

Trudno bowiem o bardziej spektakularny przykład kraju, który tak wiele osiągnął, tak dużo wydaje na promocję, a zarazem ma tak potężne trudności z przekuciem sukcesów w międzynarodowe zaufanie i prestiż.

Pekin ma się czym chwalić i nie marnuje żadnej okazji, by to robić. Metropolie z supernowoczesną infrastrukturą, największa na świecie sieć kolei dużych prędkości, awans technologiczny i wydobycie z ubóstwa setek milionów obywateli składają się na obraz bezprecedensowej w historii ludzkości przemiany.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jednak powszechne uznanie dla tych osiągnięć nie przekłada się automatycznie na sympatię do państwa, które ich dokonało, ani na poparcie dla jego polityki. Można podziwiać chińską infrastrukturę i korzystać z chińskich technologii, a jednocześnie odnosić się do tamtejszych władz z głęboką nieufnością. Właśnie ten rozdźwięk między potęgą materialną a ograniczoną atrakcyjnością od lat pozostaje jednym z największych wyzwań dla chińskiej obecności w świecie.

Problem ten nie wynika z braku rozmachu promocyjnego i pieniędzy. Chiny od lat rozwijają międzynarodową sieć medialną, finansują ośrodki języka i kultury, organizują wymiany akademickie oraz prowadzą kolejne kampanie wizerunkowe. Szacuje się, że chiński rząd przeznacza na budowanie miękkiej siły co najmniej 10 mld dol. rocznie. Efekty tych działań pozostają jednak skromne w stosunku do ponoszonych nakładów. Wybitni znawcy Chin, jak choćby David Shambaugh czy Susan Shirk, piszą o "niepełnym mocarstwie" lub "kruchym supermocarstwie", potężnym na zewnątrz, lecz obciążonym słabościami wewnętrznymi.

Potęga, która nie potrafi zafascynować

Koncepcję miękkiej siły (soft power) sformułował pod koniec XX w. amerykański politolog Joseph Nye. Rozumiał ją jako zdolność państwa do osiągania celów nie poprzez groźby militarne czy nacisk ekonomiczny, ale dzięki atrakcyjności własnej kultury, wyznawanych wartości, modelu społecznego i polityki zagranicznej.

W Chinach koncepcja soft power zyskała rozgłos z co najmniej trzech powodów. Pierwszym był wspomniany bolesny dla chińskich decydentów rozdźwięk między materialnymi osiągnięciami kraju a jego prestiżem międzynarodowym. Drugim — lekcja wyciągnięta z upadku Związku Radzieckiego.

Chińscy przywódcy uważnie analizowali rozpad ZSRR i utratę władzy przez tamtejszą partię komunistyczną. Za jedną z naczelnych przyczyn tej klęski uznali erozję wiarygodności ideologicznej państwa i atrakcyjności jego systemu, a więc słabość tego, co można określić mianem miękkiej siły.

Trzecim źródłem popularności tej koncepcji była rodzima tradycja polityczna. Chociaż soft power ma wyraźnie amerykański rodowód, dobrze wpisuje się w konfucjańskie przekonanie, że najdoskonalsza forma rządzenia opiera się na autorytecie moralnym i sile przykładu.

Najistotniejszym powodem nieufności wobec Chin pozostaje ich model polityczny. Dla społeczeństw demokratycznych jest on nie tylko nieatrakcyjny, ale wręcz postrzegany jako zaprzeczenie naszych wartości. Silne skojarzenia z cenzurą, inwigilacją, ograniczeniami wolności i represjami wobec niepokornych obywateli sprawiają, że nawet najbardziej spektakularne osiągnięcia gospodarcze i infrastrukturalne tracą na wizerunkowym blasku.

Tradycyjna kultura chińska cieszy się szacunkiem, ale współczesna kultura popularna nadal nie ma globalnego zasięgu. Odstaje nie tylko od amerykańskiej, ale też od japońskiej czy południowokoreańskiej. Chińskie hity kinowe mogą osiągać imponujące wyniki na rynku krajowym, lecz pozostają zupełnie nieznane poza ChRL. Oficjalna propaganda jest mało przekonująca, a polityka Pekinu wobec sąsiadów i własnych obywateli nadal wywołuje sprzeciw.

W ten sposób powstał swoisty trójkąt ograniczeń chińskiej miękkiej siły. Produkcje kulturowe akceptowane i wspierane przez państwo są zwyczajnie zbyt zachowawcze i natrętnie dydaktyczne, aby porwać zagraniczną publiczność. Twórcy zdolni do przedstawienia bardziej oryginalnego, krytycznego lub prowokacyjnego obrazu rzeczywistości nie mają szans przejść przez sito cenzury. Z kolei oficjalne instytucje promocji kultury, od mediów po Instytuty Konfucjusza, budzą nieufność właśnie dlatego, że ich działalność jest tak wyraźnie związana z państwem.

Hollywood, od dekad podziwiane przez Chińczyków, stanowi pod tym względem znamienny kontrast. Jego siła rażenia nie wynika jedynie z prostego afirmowania amerykańskiego stylu życia. Filmy amerykańskie nierzadko krytykują własne państwo, administrację, dowódców wojskowych, korporacje i normy społeczne. Bohaterami hollywoodzkich produkcji są zwykle samotnicy występujący przeciw niewydolnym instytucjom, skorumpowanym urzędnikom albo społecznej hipokryzji. Możliwość opowiadania historii niejednoznacznych i krytycznych zwiększała ich wiarygodność.

Tymczasem w Chinach narkotyki, seksualność, przestępczość, konflikty społeczne czy niewydolność instytucji to tabu i jeżeli ich pokazywanie jest możliwe, wymaga odpowiedniego moralnego lub politycznego ujęcia. Nie oznacza to całkowitego braku interesujących produkcji, ale ogranicza swobodę tworzenia niejednoznacznych bohaterów i konfliktów, które mogłyby przemawiać do międzynarodowej publiczności.

Ameryka traci, Chiny zyskują

Dzisiejsze Chiny najwyraźniej pożegnały się już z ambicją stworzenia przemysłu filmowego zdolnego zagrozić globalnej pozycji amerykańskiej fabryki snów. Swój prestiż budują poprzez osiągnięcia technologiczne, ekspansję marek konsumenckich, sprawność organizacyjną, turystykę i stopniowo umacniającą się kulturę cyfrową.

Ale chyba największym sojusznikiem w misji poprawy chińskiego wizerunku na świecie okazał się nieoceniony Donald Trump. Chiny nie stały się nagle państwem liberalnym (wręcz przeciwnie) ani nie rozwiązały swoich problemów wizerunkowych. Zaczęły jednak korzystać na tym, że Stany Zjednoczone coraz częściej podważają wiarygodność własnej opowieści o świecie.

Polityka administracji Donalda Trumpa wyraźnie wzmocniła transakcyjny charakter amerykańskiej dyplomacji. Presja celna, publiczne upokarzanie sojuszników, groźby pod adresem partnerów oraz instrumentalne traktowanie zobowiązań międzynarodowych podważyły obraz Stanów Zjednoczonych jako przewidywalnego przywódcy zachodniego świata. Dla miękkiej siły USA to katastrofa. Chiny mogą tylko na tym korzystać, prezentując się jako aktor bardziej przewidywalny, stabilny i zainteresowany długoterminową współpracą gospodarczą.

Potwierdzają to najnowsze badania opinii publicznej. W sondażach Instytutu Gallupa mediana aprobaty dla światowego przywództwa Chin wzrosła w 2025 r. do 36 proc., natomiast ocena przywództwa USA spadła do 31 proc. Była to jedna z największych przewag Chin nad Stanami Zjednoczonymi w historii tych badań. Według innego ważnego wskaźnika, Global Soft Power Index 2026, Stany Zjednoczone nadal zajmują pierwsze miejsce z wynikiem 74,9 pkt, a Chiny z wynikiem 73,5 pkt pozostają na drugim miejscu, jednak różnica jest niewielka. W dodatku Chiny wyprzedzają już USA pod względem ogólnej reputacji. Jeszcze kilka lat temu taki rezultat byłby trudny do wyobrażenia.

Badanie Pew Research Center przeprowadzone w tym roku w 36 państwach pokazuje podobną tendencję. W większości analizowanych krajów Chiny były oceniane korzystniej niż Stany Zjednoczone. Nadal nie oznacza to powszechnego zaufania do Pekinu, a w wielu społeczeństwach oceny obu mocarstw pozostają negatywne, lecz zmieniła się proporcja nieufności. Chiny przestały być automatycznie postrzegane jako mniej atrakcyjna strona rywalizacji, ale niemal wszystko wskazuje na zmniejszanie się dotychczasowej przewagi Stanów Zjednoczonych.

Innym wymiarem zachodzącej obecnie zmiany w naszym podejściu do Chin jest rosnąca widoczność tamtejszej technologii. Przez lata Chiny kojarzono z tandetą i kopiowaniem zachodnich rozwiązań. Dzisiaj coraz częściej występują jako źródło własnych marek, technologii i wzorców konsumpcyjnych.

Zmiana ta ma oparcie także w rosnącym potencjale naukowym Chin. Według najnowszej edycji Critical Technology Tracker, zestawienia opracowywanego przez Australian Strategic Policy Institute, Chiny zajmują pierwsze miejsce pod względem udziału w najbardziej wpływowych publikacjach naukowych w 66 spośród 74 analizowanych technologii krytycznych. Nie oznacza to jeszcze bezwarunkowej dominacji technologicznej, ale pokazuje skalę przesunięcia dokonanego w światowych badaniach i innowacjach.

Najlepiej widać to na rynku motoryzacyjnym. Do niedawna chińskie samochody były w Polsce niemal nieobecne i kojarzyły się z produktami niskiej jakości. Jeszcze w listopadzie 2024 r. stanowiły zaledwie 1,48 proc. nowych rejestracji. W sierpniu 2026 r. ich udział w polskim rynku nowych samochodów osobowych osiągnął już 15,9 proc. W ciągu kilkunastu miesięcy pojazdy takich marek jak MG, BYD, Omoda, Jaecoo czy Geely przestały być egzotyczną ciekawostką.

Podobne procesy możemy obserwować w przypadku elektroniki, sprzętu gospodarstwa domowego, dronów, robotów sprzątających i platform cyfrowych. Huawei, Xiaomi, DJI, Temu czy AliExpress sprawiają, że kontakt z Chinami nie odbywa się już wyłącznie poprzez wiadomości polityczne. Chiny stają się elementem codzienności.

Nie możemy jednak automatycznie utożsamiać popularności produktów z miękką siłą. Konsument może kupić chiński samochód albo telefon ze względu na korzystną cenę i jednocześnie nie ufać chińskiemu państwu. Widoczność marek ma natomiast znaczenie pośrednie — oswaja z chińskim pochodzeniem produktów i podważa stereotyp kraju zdolnego wyłącznie do wytwarzania tanich imitacji. Kompetencja technologiczna może z czasem przekształcać się w prestiż — i chyba to zaczynamy obserwować.

W akceptacji kultury popularnej zza Wielkiego Muru też rysuje się nieśmiały przełom. Największy chyba potencjał widać w grach komputerowych. Również globalna popularność lalek Labubu dowodzi, że chińskie firmy mają coraz większą zdolność tworzenia rozpoznawalnych marek, a nie wytwarzania produktów według zagranicznych projektów.

Atrakcyjność kraju budują jednak nie tylko eksportowane produkty kultury, lecz także możliwość jego bezpośredniego poznania. Rozszerzenie ruchu bezwizowego na obywateli kilkudziesięciu państw, w tym Polski, pomaga przekraczać barierę. Nie jest to wyłącznie ułatwienie administracyjne. Bezpośrednie doświadczenie może osłabiać stereotypy, choć nie musi prowadzić do bardziej pozytywnej oceny chińskiego systemu politycznego.

Polska jest interesującym przykładem współistnienia politycznej nieufności i konsumpcyjnej normalizacji Chin. W badaniu Pew Research Center z 2023 r. 67 proc. Polaków deklarowało nieprzychylny stosunek do tego państwa. Jednocześnie polscy konsumenci coraz chętniej kupują chińskie samochody, telefony i sprzęt elektroniczny. Bez większych oporów robią zakupy na platformach Temu i AliExpress. Jakoś udaje się nam godzić otwarcie deklarowane obawy przed inwigilacją czy zależnością technologiczną z przekonaniem, że chińskie produkty są funkcjonalne, innowacyjne i konkurencyjne cenowo.

Nie obserwujemy zatem prostego triumfu chińskiej miękkiej siły. Jesteśmy raczej świadkami przejścia od świata zdominowanego przez atrakcyjność USA do takiego, w którym źródeł prestiżu, fascynacji i zaufania można szukać w kilku ośrodkach. Największym sukcesem Chin nie jest jeszcze to, że świat chce je naśladować. Jest nim to, że coraz większa część świata przestaje uważać je za państwo, które z definicji nie może być atrakcyjne.

Przypadek Chin przypomina zarazem, że wizerunku kraju nie da się zbudować samymi kampaniami promocyjnymi. Miękka siła powstaje wtedy, gdy atrakcyjna opowieść znajduje oparcie w rzeczywistych osiągnięciach, wiarygodnych instytucjach i polityce, która nie przeczy deklarowanym wartościom. To lekcja, o której warto pamiętać również w polskiej dyskusji o promocji kraju.

Prof. Stankomir Nicieja. Doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu Opolskiego, językoznawca i kulturoznawca. Zajmuje się wielokulturowością, dialogiem międzykulturowym oraz tym, jak różne kultury postrzegają siebie nawzajem i na siebie oddziałują. Szczególne miejsce w jego badaniach zajmują Chiny oraz ich relacje z Europą.

View the original on Onet →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.