Zwrot w aferze. Jest komunikat łódzkiej prokuratury
"Obecnie w ramach postępowania sprawdzającego trwa analiza i weryfikacja zawartych tam treści" – poinformował prok. Paweł Jasiak, rzecznik łódzkiej prokuratury.
Wczoraj Kołodziejczak zorganizował konferencję, na której się nie pojawił. Zamiast niego zabrał głos reprezentujący go detektyw Krzysztof Rutkowski. To, co mówił detektyw, układa się w spójną linię obrony: nie odnosić się do zarzutów kobiet, tylko podważyć ich wiarygodność i odwrócić role. W tej wersji to nie Kołodziejczak miał krzywdzić byłe współpracownice, ale one miały go szantażować. Pierwszym elementem tej strategii jest przypisywanie kobietom złych intencji. Rutkowski mówił, że "wolontariuszki mają różne zapędy w czasie wyborów parlamentarnych", że "liczyły na coś więcej", a problemy zaczęły się, gdy poseł został wiceministrem i nie spełnił ich oczekiwań.
Zachowanie samego Kołodziejczaka Rutkowski sprowadzał do słabości: – Po prostu uległ pewnym urokom damskich wdzięków. I to się zdarzyło – stwierdził. O kobietach mówił, że "mogło im przewrócić się w głowie", bo "liczyły na coś więcej" – nazywał je "rzekomo pokrzywdzonymi" i zarzucał im, że zamiast iść na policję, rozmawiały z dziennikarką portalu.
Przekonywał też, że już od 4 września przygotowywał z łódzką policją zawiadomienie w sprawie szantażu, ale Kołodziejczak "mentalnie nie był przygotowany", by je złożyć.
Rutkowski przyznał, że zawiadomienie wobec jednej z kobiet, dotyczące jej publikacji w internecie, złożył redaktor naczelny telewizji Nasza Wielkopolska, "której jestem właścicielem". Nagrania, na których Kołodziejczak proponuje jednej z kobiet pieniądze, detektyw tłumaczył irracjonalnym zachowaniem osoby szantażowanej i tym, że poseł mógł być pod wpływem alkoholu.
Pytany o narkotyki, Rutkowski przyznał wprost, że nie wie, czy poseł ich kiedykolwiek używał. Zapewnił jedynie, że Kołodziejczak deklaruje gotowość do badania włosa. Następnie dwukrotnie podał numer telefonu swojego biura, apelując do dilerów narkotyków o kontakt i obiecując im "pełną anonimowość".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.