50 pracowników głoduje, kilka osób na kroplówkach, jedna straciła przytomność. Protest w szpitalu
Piąty dzień protestu głodowego w Sanoku - już 50 osób nie przyjmuje pokarmów, ich liczba rośnie
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Piotr Olechniewicz
Protest głodowy w sanockim szpitalu rozpoczął się w czwartek, 8 października o godzinie 16.30. Przystąpiły do niego cztery osoby. W poniedziałek protestujących było już 50.
Uczestnicy protestu nie jedzą, piją wyłącznie wodę. Osoby, które głodują od początku, są już bardzo osłabione i wymagają podawania kroplówek.
Protest głodowy w sanockim szpitalu trwa od czwartku, 8 października
Źródło zdjęcia: Martyna Sokołowska/tvn24.pl
Stracił przytomność, trafił na SOR
W niedzielę na Szpitalny Oddział Ratunkowy na noszach przetransportowano Grzegorza Pasztyłę, pielęgniarza i związkowca, który protestuje od czwartku. Z wycieńczenia stracił przytomność. Po otrzymaniu kroplówek wrócił do protestu.
- Bierzemy udział w proteście dlatego, bo nie doszliśmy do porozumienia z panią dyrektor. Postawiliśmy jasny i klarowny wniosek o odwołanie tej pani z pełnionego stanowiska. To jest mój piąty dzień głodówki, z przerwą na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, gdyż straciłem przytomność z wycieńczenia - powiedział nam w poniedziałek Pasztyła.
W poniedziałek kroplówkę podawano także jednej z pielęgniarek, która głoduje od początku protestu. - Kręci mi się w głowie i jest mi słabo - powiedziała nam. Była blada, leżała na materacu rozłożonym na podłodze. - Ta cała sytuacja, to jest nieprawdopodobne, do czego doszło - dodała.
Pod kroplówką była również Małgorzata Sawicka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w sanockim szpitalu. Jak przekazała, protest rozpoczęły cztery osoby, a w poniedziałek uczestniczyło w nim już ponad 50. Jak zaznaczyła, liczba protestujących stale rośnie, ale - w ocenie związkowców - nie skłania to osób decyzyjnych do uwzględnienia ich postulatu.
- Protest rozpoczęliśmy od picia wody i soków. Zradykalizowaliśmy tę formę. Pijemy w tej chwili tylko wodę. Następnym etapem będzie odmówienie picia wody - powiedziała nam Sawicka.
Związkowcy nie zamierzają podejmować rozmów z dyrekcją szpitala. Jak wyjaśniła przewodnicząca związku, ich jedynym postulatem jest odwołanie dyrektorki Wioletty Kacperskiej.
- Niemożliwa jest współpraca z poszanowaniem praw pracowniczych, zasad dialogu i współżycia społecznego. Nie da się funkcjonować w tak dużej jednostce, pomijając najistotniejsze elementy, które budują załogę - argumentowała Sawicka.
"My chcemy tylko spokojnie pracować"
Nie wszyscy pracownicy popierający protest decydują się na głodówkę. Część z nich przypina do fartuchów czarne plakietki z napisem: "Prowadzę protest głodowy i pracuję". W poniedziałek rozmawialiśmy z salowymi, które w ten sposób wyrażają solidarność z protestującymi.
- Pracuję tutaj od 40 lat. Nigdy jeszcze nie było tak źle jak teraz. Człowiek przychodzi rano do pracy ze strachem, czy to nie będzie jego ostatni dzień. Nie wiadomo, co się wydarzy. Atmosfera jest bardzo zła, a my chcemy po prostu dopracować do emerytury. Kto nas w naszym wieku zatrudni? - mówiła jedna z salowych.
- My chcemy tylko spokojnie pracować, nic więcej - dodała kolejna.
Zarząd powiatu nie podjął decyzji
W poniedziałek Zarząd Powiatu Sanockiego omawiał sytuację szpitala i wniosek związków zawodowych o odwołanie dyrektorki Wioletty Kacperskiej. Przedstawiciele związków nie stawili się na posiedzeniu.
Starosta sanocki Robert Pieszczoch powiedział dziennikarzom, że zarząd nie wyklucza spełnienia postulatu protestujących. Jak wyjaśnił, zależało mu na tym, by podczas jednego spotkania zarówno związkowcy, jak i dyrektorka przedstawili swoje stanowiska.
Związkowcy uważają jednak, że kolejne spotkanie jedynie odwleka decyzję o odwołaniu Kacperskiej. Argumentują, że zarząd powiatu spotykał się już wcześniej zarówno z kierownictwem szpitala, jak i przedstawicielami związków, ale rozmowy nie przyniosły przełomu.
W poniedziałkowym posiedzeniu uczestniczyli wszyscy członkowie zarządu powiatu, dyrektorka szpitala, trzech prawników reprezentujących placówkę, prawnik starostwa, przedstawicielka działu kadr oraz naczelna pielęgniarka.
Jak poinformował starosta, kolejne posiedzenie zarządu poświęcone sytuacji szpitala zaplanowano na środę.
Szpital nad przepaścią
Związki zawodowe domagają się od zarządu powiatu sanockiego odwołania dyrektorki szpitala Wioletty Kacperskiej, która kieruje placówką od 25 sierpnia. Zarzucają jej między innymi brak doświadczenia w zarządzaniu placówką ochrony zdrowia, błędne decyzje menedżerskie, naruszanie praw pracowniczych oraz prowadzenie polityki kadrowej bez dialogu ze stroną związkową. Kacperska przez ostatnie osiem lat kierowała SPA w Hotelu Arłamów.
Dyrektorka odpiera zarzuty. Przekonuje, że jest otwarta na dialog, ale - w jej ocenie - to związki zawodowe unikają rozmów. Zapewnia również, że redukcja zatrudnienia jest prowadzona w porozumieniu z kierownikami poszczególnych oddziałów. Twierdzi, że przedstawiła zarządowi powiatu plan naprawczy, który ma pozwolić wyprowadzić sanocki szpital z kryzysu do końca 2027 roku.
Sanocki szpital jest w dramatycznej sytuacji finansowej. Zadłużenie szpitala przekracza 220 milionów złotych. W 2025 roku lecznica odnotowała najwyższą w swojej historii stratę - ponad 45 milionów złotych. Po pierwszym półroczu tego roku wynosiła ona już ponad 22,5 miliona złotych. Szpital ma zobowiązania między innymi wobec ZUS, instytucji finansowych i dostawców.
Problemy z płynnością finansową odbijają się również na pracownikach. Od sierpnia wypłaty wynagrodzeń ograniczono do 70 procent należnych kwot. Zmiany nie objęły osób otrzymujących minimalne wynagrodzenie.
W planie są też zwolnienia. - Jesteśmy szpitalem w Polsce, który ma największą proporcję pracowników do liczby łóżek. Średnia krajowa jest 2,2 pracownika na jedno łóżko u nas było pięciu w pewnym momencie - powiedziała Wioletta Kacperska przed kamerą TVN24.
Szpital chce też zarabiać, m.in. na nowo otwieranych laryngologii i POZ.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.