Zamieszki w Paryżu. Korespondentka TVP musiała przerwać relację
Zanim rozpylono gaz łzawiący, reporterka, mimo przeszkód, długo próbowała kontynuować relację.
- Od kilku godzin, tutaj, na Placu Republiki, dochodzi do starć z policją. Jak państwo widzą, sytuacja jest wybuchowa - mówiła w otoczeniu zamaskowanych uczestników manifestacji, którzy co chwila próbowali zaistnieć przed kamerą TVP.
- W zasadzie jeszcze przed rozpoczęciem tej manifestacji, przed godziną 14, już od południa dochodziło tutaj do starć z policją. Widzimy ogień, widzimy gaz łzawiący, który właśnie na nowo został użyty przez francuską policję - kontynuowała Kowalska.
W dalszej części relacji reporterka ma wyraźnie zaczerwienione i załzawione oczy. – Przepraszam, jeżeli płaczę, ale to gaz łzawiący – wyjaśniła po chwili.
W kolejnym ujęciu widać, jak jeden z demonstrantów chwyta bezradną Polskę za ramię i wraz z innymi krzyczy do kamery. Mimo to Kowalska kontynuuje relacje. – Widzimy podpalenia, widzimy zniszczone banki, zniszczone komisariaty czy zniszczone przystanki autobusowe. Tej przemocy jest bardzo dużo, więcej chyba niż spodziewały się służby - podsumowuje.
Burdy we Francji. Wielu zatrzymanych
Szef MSW Laurent Nunez poinformował w niedzielę, że po sobotnich zamieszkach zatrzymano we Francji ponad 1800 osób. Prokuratura Paryża przekazała, że w stolicy zatrzymanych pozostaje 517 osób.
Większość zatrzymanych w Paryżu - 346 osób - stanowią osoby pełnoletnie, a 171 osób to niepełnoletni. Zatrzymania trwały całą noc, aż do godz. 6 rano - podała prokuratura. Zapewniła, że powodem zatrzymań są głównie akty wandalizmu i paserstwa.
Choć demonstracje we Francji odbywają się pod hasłami protestu przeciwko rosnącym kosztom życia, to zostały przyćmione przez ataki na budynki publiczne i akty grabieży, do których doszło w większych miastach, w tym w Paryżu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.