Ataki rebeliantów uderzają w nasze portfele. Kluczowa mogłaby być pomoc jednego kraju
Obecnie Arabia Saudyjska — jak zresztą od kilku lat — boryka się z problemem mobilnych wyrzutni rakiet Huti, które przeprowadzają ataki na cele lub statki w południowej części Morza Czerwonego, po czym błyskawicznie znikają, uniemożliwiając kontratak.
Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google
Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania
Nie jest to wyłącznie problem Saudów. Jednym z powodów, dla których dotąd nie doszło do globalnego kryzysu gospodarczego, jest fakt, że ropa może wypływać z Zatoki Perskiej z pominięciem cieśniny Ormuz. Dzieje się tak dzięki saudyjskiemu rurociągowi wschód-zachód do portu Janbu nad północną częścią Morza Czerwonego — o ile oczywiście rurociąg nie zostanie trafiony. Z Janbu ropa może dalej tankowcem trafić na światowe rynki.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jednak jeśli tankowiec ma płynąć na północ, przez Kanał Sueski do Morza Śródziemnego, musi to być jednostka typu Suezmax, czyli mieszcząca się w kanale. Suezmaxy przewożą około miliona baryłek ropy. Pełnowymiarowe VLCC (Very Large Crude Carrier, czyli supertankowce) mieszczą ponad dwa razy tyle. Suezmaxy nie są tak wydajne jak VLCC. Jeśli chcemy zabrać ładunek supertankowca przez rurociąg Janbu, taki statek musi przemknąć pod nosem Huti na południowym krańcu Morza Czerwonego.
Podsumowując: kontrola Huti nad cieśniną Bab al-Mandab, zwaną "Bramą Łez", czyli południowym wyjściem z Morza Czerwonego, napędza wzrost cen ropy oraz inflację i powiązane problemy gospodarcze na całym świecie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.