Niewygodna prawda o najśmielszym akcie sabotażu w historii Europy. "Nie obchodziło ich wtedy, co pomyślą Niemcy"
Zaczęło się od nocy pełnej alkoholu, a zakończyło jedną z najśmielszych operacji sabotażowych w historii Europy: zniszczeniem gazociągów Nord Stream 1 i 2.
W nocy 26 września 2022 r. ukraińska grupa nurków udających turystów na jachcie wysadziła gazociąg łączący Rosję z Niemcami przez Morze Bałtyckie w ramach wojennej akcji sabotażowej przeciwko Władimirowi Putinowi.
Dla podejrzanych i ich zwolenników był to długo oczekiwany atak na główne źródło dochodów Rosji, które umożliwiłoby Putinowi dalsze finansowanie nielegalnej inwazji na Ukrainę.
Złożony proces Serhija K., który został ekstradowany do Niemiec, by stanąć przed sądem po aresztowaniu we Włoszech w sierpniu 2025 r., grozi wprowadzeniem rozłamu między Ukrainą a jednym z jej najbliższych sojuszników.
Jeden z wycieków z gazociągu Nord Stream sfotografowany przez Szwedzką Straż Przybrzeżną, Morze Bałtyckie, 30 września 2026 r.
Szwedzka Straż Przybrzeżna/Agencja Anadolu via Getty Images / Getty Images
Chociaż Berlin zdystansował się od tego procesu, będzie to niewygodny moment w stosunkach niemiecko-ukraińskich, ponieważ może ujawnić, w jakim stopniu Kijów był zaangażowany w atak na gazociąg o wartości 20 mld dol. (ponad 87 mld zł).
Wynika to z faktu, że niemieccy prokuratorzy oskarżają K., byłego oficera kontrwywiadu w ukraińskich służbach bezpieczeństwa, o wysadzenie gazociągu "na polecenie władz państwowych".
Innymi słowy, prokuratura twierdzi, że K. i jego zespół nie byli jedynie zbuntowanymi agentami, lecz oficjalną grupą zadaniową, która zniszczyła Nord Stream w imieniu ukraińskiego rządu. Ukraina zaprzeczyła tym zarzutom.
Jeśli jednak zarzut ten zostanie udowodniony, może to stanowić ogromny problem dla niemieckiego rządu, który nadal zatwierdza miliardy euro wsparcia finansowego i wojskowego dla Ukrainy.
Będzie to wzmocnieniem propagandy dla Kremla, który zawsze utrzymywał, że nie stoi za sabotażem Nord Stream.
Może to również dodać odwagi prorosyjskim politykom w Niemczech, takim jak członkowie skrajnie prawicowej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD), którzy nasilili apele o zaprzestanie wszelkiego wsparcia dla Kijowa.
Dlaczego — mogliby zapytać — Niemcy miałyby wysłać choćby jedno euro do kraju, który wysadził kluczowy element niemieckiej infrastruktury energetycznej?
Tino Chrupalla, współprzewodniczący AfD, powiedział w lipcu, że istnieje "już wystarczająco dużo dowodów, by wstrzymać wszelką pomoc wojskową dla Ukrainy" z powodu ataku na Nord Stream. Nazwał wybuchy "ciosem dla niemieckiego przemysłu" i poparł decyzję o wszczęciu postępowania sądowego.
— Przede wszystkim oznacza to ujawnienie opinii publicznej osób, które zleciły ten atak — powiedział.
Bojan Pancevski, autor książki "Wysadzić Nord Stream", która przedstawia kulisy ataku, powiedział dziennikowi "The Telegraph": — AfD wykorzystuje Nord Stream jako centralny element swojej kampanii przeciwko niemieckiemu rządowi, przekształcając się w partię proputinowską.
Wskazał jednak, że stosunki między Berlinem a Kijowem były bardzo dalekie od obecnego bliskiego partnerstwa, gdy doszło do ataku we wrześniu 2022 r.
To częściowo wyjaśnia, dlaczego ukraińscy sabotażyści rzekomo przeprowadzili atak na własnego zachodniego sojusznika, jednocześnie odpierając egzystencjalne zagrożenie ze wschodu.
— Nie obchodziło ich wtedy, co pomyślą Niemcy — powiedział Pancevski, nawiązując do byłego kanclerza Olafa Scholza i jego centrystycznej koalicji, która początkowo bardzo niechętnie zgadzała się na udzielenie Ukrainie wsparcia wojskowego, takiego jak czołgi Leopard 2.
Plan został opracowany nieco ponad miesiąc po rozpoczęciu inwazji na pełną skalę; jego autorzy właśnie wzięli udział w bitwie o Kijów. Następnie zasiedli do planowania tych ataków w czasie, gdy Niemcy wcale nie były wielkim zwolennikiem Ukrainy — były krajem pacyfistycznym i nie cieszyły się wówczas zbytnią popularnością w Ukrainie
— wyjaśnił.
Później, nieświadome istnienia ukraińskiej grupy sabotażowej, Niemcy porzuciły swoje pacyfistyczne poglądy i stały się największym europejskim sojusznikiem Kijowa w dziedzinie wojskowości obok Wielkiej Brytanii.
Jednak do tego momentu szkoda w stosunkach niemiecko-ukraińskich została już wyrządzona. Obecnie jeden z podejrzanych ponosi konsekwencje przed sądem karnym.
Dobrze zaplanowana operacja
Głównym przedmiotem rozpoczynającego się procesu jest 136-stronicowy akt oskarżenia, do którego dotarł dziennikarz Welt am Sonntag.
Dokument opisuje tajne podróże, sfałszowane paszporty, fałszywe tożsamości, profesjonalnych nurków, domniemanych członków sił specjalnych oraz jacht żaglowy wykorzystywany jako pływające centrum dowodzenia.
Opierając się na licznych dowodach poszlakowych, akt kreśli obraz operacji zaplanowanej z dużym wyprzedzeniem.
Kluczową kwestią w tej sprawie jest to, czy Serhij K. zorganizował grupę i kierował misją.
Według książki Pancevskiego plan został po raz pierwszy omówiony kilka tygodni po inwazji Putina, kiedy współspiskowcy upili się do nieprzytomności i zrobili burzę mózgów, zastanawiając się, jak przeprowadzić kontratak na Rosję.
Zespół Serhija K. miał wykorzystać jacht czarterowy Andromeda do przeprowadzenia ataku na Nord Stream
Sean Gallup / Getty Images
Później, wiosną 2022 r., K. rzekomo opracował wraz z innymi członkami personelu wojskowego plan wysadzenia Nord Stream. Ich zdaniem rurociągi te pomagały finansować wojnę Rosji przeciwko Ukrainie.
Tego lata K. zaczął szukać odpowiedniej jednostki pływającej i ostatecznie skorzystał z Andromedy, jachtu czarterowego o długości nieco ponad 15 m. Zapewniał on wystarczająco dużo miejsca dla kilku osób i znacznej ilości sprzętu, nie przyciągając przy tym uwagi, jaką mogłaby wzbudzić łódź marynarki wojennej lub statek badawczy.
W akcie oskarżenia prokuratura podała, że jacht pływał między Niemcami, Bornholmem, południową Szwecją i Polską. Trasę jego podróży odtworzono na podstawie dokumentów czarterowych, zeznań świadków, kontroli granicznych, zdjęć z portów oraz dowodów cyfrowych.
Każde zawinięcie do portu, każda kontrola i każde zdjęcie pomagają odtworzyć przebieg jego podróży. Świadkowie opisują krępych mężczyzn w średnim wieku, kobietę, milczącą załogę oraz atmosferę przypominającą operację wojskową. Wspominają też sprzęt do nurkowania i ciężkie pojemniki, o których nie wiedzą, do czego mogą służyć.
Dopiero po wybuchach te obserwacje nabrały znaczenia.
Najbardziej obciążający dowód, jaki zdobyli niemieccy prokuratorzy, został odkryty po zwróceniu Andromedy firmie czarterowej: ślady materiałów wybuchowych na jachcie. Śledczy odkryli pozostałości RDX i HMX, niezwykle silnych materiałów wybuchowych klasy wojskowej.
Eksperci kryminalistyczni zidentyfikowali te same substancje na metalowych fragmentach wydobytych w pobliżu zniszczonych rurociągów. Prokuratorzy uważają, że dowody te bezpośrednio łączą jacht z miejscami ataków.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Ta wymagająca technicznie operacja musiała odbyć się na głębokości od 70 do 80 m. Na takich głębokościach nurkowie muszą zmagać się z ogromnym ciśnieniem wody, ciemnością i niskimi temperaturami. Praca na dnie morskim wymaga doświadczenia, skrupulatnego przygotowania i specjalistycznego sprzętu.
Ekspertyzy zlecone przez prokuraturę federalną wykazały, że nurkowie przymocowali sześć ładunków wybuchowych do trzech odcinków rurociągu, z których każdy zawierał co najmniej 14 kg RDX i HMX.
Ładunki zostały umieszczone w taki sposób, aby mogły przebić stalowe rury otoczone betonem. Wybuchy zostały wywołane 26 września 2022 r. o godz. 2:03 i 19:04, w odstępie około 17 godzin, unieruchamiając rurociąg.
Ostatecznie proces będzie opierał się na dwóch zasadniczo różnych poglądach na temat charakteru ataku na Nord Stream oraz tego, czy w ogóle można go zaklasyfikować jako czyn przestępczy.
Według obrony była to operacja wojskowa przeprowadzona w czasie wojny. W związku z tym 50-letni K. milczy, a jego adwokaci zaprzeczają zarzutom.
Tymczasem niemieccy prokuratorzy określili ten incydent jako przestępczy atak na infrastrukturę cywilną.
Niezależnie od wyroku sprawa ta z pewnością rzuci długi cień daleko poza salę sądową w Hamburgu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.