"Zagrywka pod radykalny elektorat". Żukowska o decyzji Tuska

Maciej Berek jest kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego zgłoszonym przez grupę posłów klubu Koalicji Obywatelskiej.
Kilka dni temu premier Donald Tusk poinformował, że wyraził warunkową zgodę na odejście Berka z Rady Ministrów i jego kandydowanie na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
"Mieliśmy być inni niż PiS". Żukowska o decyzji Tuska
Z takiego wyboru szefa rządu nie do końca zadowoleni są koalicjanci Koalicji Obywatelskiej. Posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska przypomniała w programie "Gość Wydarzeń" o uchwalonej przez koalicję rządzącej ustawie o TK, w której znalazł się zapis, że posłowie oraz członkowie Rady Ministrów muszą odczekać minimum cztery lata od zakończenia sprawowania urzędu do momentu, w którym mogą zostać powołani na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
- To było prawo, które nie weszło w życie, bo prezydent Andrzej Duda go nie podpisał, ale jednak zostało uchwalone. To była ustawa za którą wszyscy głosowaliśmy, również Donald Tusk - podkreśliła.
Wyjaśniła, że gdyby prezydent Duda podjął inną decyzję i te przepisy weszłyby w życie, to Maciej Berek nie mógłby być kandydatem do Trybunału Konstytucyjnego.
Pytana o to, czy Lewica poprze tę kandydaturę, stwierdziła, że na decyzję w tej sprawie trzeba poczekać do września, kiedy odbędzie się posiedzenie klubu.
- Prezydium naszego klubu jest jednak bardzo mocno sceptyczne wobec tej kandydatury, z uwagi na to, że sami chcieliśmy żeby sądy były niezależne od polityków z każdej opcji - stwierdziła. Jak dodała, jej zdaniem "Maciej Berek jest politykiem".
- Rozmawiałam z szefami klubu Polski 2050, klubu Centrum i również tam są bardzo silne głosy mówiące o tym, że nie jest to do zaakceptowania - powiedziała.
- Mieliśmy być inni niż PiS, mieliśmy robić to inaczej, a nie dokładnie tak samo - podkreśliła.
Jej zdaniem w nominacji Berka chodzi o to, żeby uzyskać większość w TK, która będzie mogła odwołać obecnego prezesa tej instytucji Bogdana Święczkowskiego.
Według niej decyzja premiera może również wynikać z chęci przypodoba się najbardziej radykalnemu elektoratowi. - Mi się wydaje, że jest jakiś elektorat, taki najbardziej radykalny, który domaga się czegoś, ale sam chyba do końca nie wie czego. Domaga się, żeby się działo, żeby był Ziobro za kratkami, żeby PiS był rozliczony, ale nie rozumie, że to nie politycy rozliczają i to nie politycy wsadzają za kratki. Robią to sądy, a jeżeli chcemy, żeby to było zgodnie z procedurami i bez wpływania politycznie na te sądy, to ta procedura nie dzieje się w dwa tygodnie, jak obiecywał kiedyś premier w kampanii wyborczej - stwierdziła.
- To jest taka chęć pokazania, kto tu rządzi, i kto bierze za mordę inne ugrupowania koalicyjne. Pan premier chce nam pokazać miejsce w szeregu - dodała.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.