Romanowski w Naddniestrzu. Dwie hipotezy mołdawskich analityków
Były wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski, podejrzany ws. nadużyć w związku z wydatkowaniem środków z Funduszu Sprawiedliwości, wysłał do polskiego sądu pismo z Tyraspola - stolicy Naddniestrza, nieuznawanej republiki leżącej w granicach Mołdawii. Naddniestrze jest regionem silnie uzależnionym od Rosji.
"Według oficjalnych danych obywatel Polski Marcin Romanowski nie wjechał na terytorium Republiki Mołdawii przez przejścia graniczne kontrolowane przez władze konstytucyjne" - przekazało Wirtualnej Polsce Ministerstwo Spraw Zagranicznych Mołdawii. Dodano, że "trwają dodatkowe kontrole".
"Pierwszy raz mamy do czynienia z taką sytuacją"
Nie jest to jednak pierwszy raz, gdy Naddniestrze staje się schronieniem dla osób mających problemy z prawem. Ale sytuacja Romanowskiego jest wyjątkowa - wskazuje mołdawski analityk.
- Mieliśmy już wcześniej przypadki dotyczące byłych mołdawskich urzędników, wobec których toczyły się postępowania, w tym członków parlamentu, którym stawiano zarzuty korupcji politycznej. Uciekali oni na lewy brzeg Dniestru z pomocą rosyjskiej ambasady; w niektórych przypadkach byli tam przewożeni autobusem. Od czasu do czasu zdarzają się również przypadki drobnych przestępców, którzy próbują uniknąć mołdawskiego wymiaru sprawiedliwości, uciekając na lewy brzeg. Mieliśmy też kilka przypadków Ukraińców, którzy robili to samo - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Andrei Curăraru, analityk mołdawskiego think-tanku WatchDog.md.
- Ale wydaje mi się, że po raz pierwszy mamy do czynienia z sytuacją, w której robi to wysoki rangą urzędnik kraju UE - zaznacza. - To jest dla nas coś nowego, ale zarazem coś, czego się spodziewaliśmy. Rosja w coraz większym stopniu wykorzystuje Naddniestrze jako bezpieczne schronienie dla swoich aktywów - dodaje.
Dwie drogi Romanowskiego
Jak jednak Romanowski dostał się do Naddniestrza? - Mamy dwie robocze hipotezy. Pierwsza zakłada, że może posługiwać się inną tożsamością i podróżować pod innym nazwiskiem. W takim przypadku dane biometryczne przekazane przez polskie władze mogłyby pomóc nam ustalić więcej informacji - mówi Curăraru.
- Druga możliwość jest taka, że nielegalnie przekroczył granicę z Ukrainą. Zdarzało się wiele przypadków, gdy osoby uciekające przed służbą wojskową wykorzystywały łodzie lub inne pojazdy, aby nielegalnie przedostać się do Mołdawii, a w niektórych przypadkach kontynuowały później podróż do Europy. Liczba możliwości przedostania się z Ukrainy do Mołdawii jest jednak ograniczona, a kontrole graniczne są zazwyczaj bardzo dokładne - zaznacza.
- Nie wykluczałbym możliwości, że były wiceminister po prostu miał inny paszport, bezpiecznie przeszedł kontrolę na lotnisku w Kiszyniowie, a następnie udał się do Naddniestrza - wskazał.
Współpraca z Tyraspolem jest trudna
Jakie są możliwości dotarcia do osób, które mają problem z prawem i uciekły na teren poza wpływem konstytucyjnych władz Mołdawii? Ekspert przyznaje, że sytuacja jest trudna.
- Znamy trzy przypadki dotyczące przestępców wysokiego szczebla. Były przewodniczący parlamentu regionalnego Gagauzji Dmitri Constantinov uciekł do Naddniestrza, a później został zauważony w Rosji. Jeśli chodzi o pozostałych dwóch deputowanych, sytuacja jest mniej jasna, ale zakładamy, że oni również znaleźli sposób, by dostać się do Rosji, najprawdopodobniej przez Ukrainę. Wielu z tych ludzi posiada kilka paszportów i czasami wykorzystuje je, aby uniknąć kontroli ze strony policji na prawym brzegu - mówi.
- W kwestii zwrotu więźniów współpraca z władzami Naddniestrza de facto jest bardzo ograniczona. W lutym osiągnęliśmy z nimi porozumienie w sprawie uwolnienia więźniów politycznych, ale do dziś nie wywiązali się z tego porozumienia. W efekcie terytorium kontrolowane przez Rosję stało się swego rodzaju bezpieczną przystanią dla osób ze świata polityki oraz przestępców ściganych w Mołdawii - dodaje.
- Zwykle sytuacja wygląda w ten sposób, że mołdawskie władze są w stanie zatrzymać te osoby, zwłaszcza drobnych przestępców, kiedy próbują wrócić na terytorium kontrolowane przez konstytucyjne władze Mołdawii - mówi.
- Z punktu widzenia prawa międzynarodowego jest to w zasadzie ziemia niczyja. Nie podporządkowaliby się żądaniom Europolu ani Interpolu - przyznaje.
Ekspert zauważa jednak, że Naddniestrze może być tylko etapem w podróży Romanowskiego. - Może to być droga, która pozwoli mu później udać się do Rosji, a Naddniestrze może być dla niego jedynie przystankiem po drodze - mówi.
- Uważam, że Europol oraz rządy poszczególnych państw powinny wywierać większą presję, aby zapobiec wykorzystywaniu tego terytorium w taki sposób — jako miejsca, w którym ludzie mogą się ukrywać i unikać wymiaru sprawiedliwości. Władze Mołdawii są w pełni gotowe do identyfikowania tych osób. Ale raz jeszcze: jeżeli posługują się one inną tożsamością, ustalenie, kim naprawdę są, staje się bardzo trudne - zauważa Curăraru.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.