Daily MaverickFIREWORKS RISKS: Guy Fawkes fireworks drive Delft dog Max to a horrific deathPunchPrayers are answered most in prison — Actor Baba IjeshaThe Jerusalem PostDozens reported injured in Egypt after passenger train derails south of Cairo - reportInquirerSuspected fake dentist busted in Agusan del NorteSky TG24Israele, oggi l'incarico a Eisenkot: ecco quali sono i passi verso il nuovo governoZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDF20 MinutenKaty Perry will über «dunkle Ehe» mit Russell Brand auspackenIl Sole 24 OreAttacchi informatici, Piantedosi convoca il comitato nazionale per la sicurezzaCBS NewsThis week on "Sunday Morning" (Nov. 8)ХабрГлубоководье ИИ инженерииSRF NewsWahlen Kanton Freiburg – Erfolg für Bürgerliche: Sie holen drei Sitze im StaatsratDeadlineTom Rob Smith Writing Fiction Book Based On West Memphis Three Murder Case
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, November 8, 2026

Między dziennikarzem a trybunem ludu lub propagandystą [OPINIA]

Translate

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Żyjemy w świecie płynnych granic. Media – także te tradycyjne, ale w znacznie większym stopniu te oparte na algorytmach sieci społecznościowych (czy po prawdzie antyspołecznościowe) – zatrudniają z jednej strony dziennikarzy i publicystów, ale z drugiej (a i granica między obiema grupami wcale nie jest zawsze oczywista) rozmaitej maści trybunów ludowych, którzy przyciągają widzów jasnymi narracjami. A w mediach tożsamościowych (a tych jest – po wszystkich stronach medialnej rzeczywistości coraz więcej) obok zwykłych dziennikarzy występują dziennikarze tożsamościowi (co jeszcze zbrodnią nie jest, jeśli umie się zachować granice) i zwyczajni propagandyści, a czasem wręcz radykalni politycy udający tylko dziennikarzy.

Sytuacja normalnej naparzanki politycznej niekiedy (szczególnie biorąc pod uwagę polaryzację, w jakiej żyjemy) uniemożliwia trafne rozpoznanie, kto jest kim. I dopiero tragedie, zamachy terrorystyczne ujawniają, kto pozostał jeszcze (przy rozmaitych strategiach medialnej obecności, jakie przyjął) dziennikarzem, a kto już przeszedł na zupełnie inną stronę.

Jakie to strony? Zacznijmy może od rozmaitej maści trybunów ludowych. Oni zawsze byli obecni, szczególnie w mediach zwanych popularnie brukowymi, ale ich specyficzną rolę ograniczał system prawny, w którym zawsze za pewne sformułowania można było odpowiedzieć, co sprawiało, że redaktorzy naczelni (sami często obsadzający się w takiej roli) wiedzieli, kiedy odpuścić. Współczesne media są inne, tu rządzi algorytm, a do tego spora grupa pracowników mediów poza zaangażowaniem w tradycyjnych mediach tworzy własny kontent. Ten zaś, aby był atrakcyjny, musi być emocjonalnie radykalny i dostosowany do gustu odbiorców.

WIDEO

Była na Rynku z dziećmi, gdy padły strzały. "Leżały ciała przy ciałach"

Co to oznacza? W największym skrócie musi jasno wskazywać winnych, a ci muszą być jasno zdefiniowani i ostatecznie odpowiedzialni, narracje muszą być proste i oczywiste, a temat podany natychmiast (bo za kilkanaście godzin będziemy już żyć czym innym, a stary temat przestanie "grzać") i to w formie ostatecznej. Kłopot zaczyna się, gdy o sprawie – która niewątpliwie jest numerem jeden – wciąż niewiele wiemy, gdy się ona dopiero rozgrywa, a medialny twórca ma potrzebę obecności medialnej i podgrzania tematu, by pokazać, że nie tylko trzyma rękę na pulsie, ale i – co nie mniej ważne – jest emocjonalnie ze swoimi odbiorcami. Efektem takiej twórczości jest niezmiennie medialny dramat.

Jeśli zaś ktoś chce zobaczyć, o czym mówię, niech obejrzy rolki z nagraniami Grzegorza Jankowskiego (obecnie dziennikarza Polsat News, ale wcześniej choćby naczelnego "Faktu"). Tam znajdzie wszystko: jasne wskazanie winnych (to oczywiście politycy, którzy nie przygotowali Polski na ataki terrorystyczne), sugestię, że służby sobie nie poradziły (bo rzecz jasna były pod TK), a także zapowiedzi, że będzie tylko gorzej. Z tej roli, choć była ona oczywiście sformułowana z dużą inteligencją, przebijała sugestia, kto stoi za zamachami i mocne straszenie, że będą następne. Wszystko to zaś w sytuacji, gdy wciąż wiadomo było bardzo niewiele, gdy ostatnią rzeczą, jaka była potrzebna, była panika, i gdy tego rodzaju nagranie stanowiło poważny element dezinformacji, która mogła być wykorzystana przez obce służby.

Bez zaskoczenia

Czy mnie to zaskoczyło? Odpowiedź brzmi: nie. A nie zaskoczyło, bo niestety pewien model uprawiania publicystyki, pewien model budowania zasięgów, niezmiennie prowadzi w takim właśnie kierunku. Jeśli ktoś chce być (i to nie od dzisiaj) trybunem ludu, to niezmiennie będzie wchodził w takie właśnie narracje. Jeśli coś mnie martwi, to co najwyżej fakt, że – ale i to jest jakoś zrozumiałe emocjonalnie i zasięgowo – nawet wielka tragedia nie jest w stanie zatrzymać logiki tego działania.

Trybun ludu to wcale nie jest jednak rola najgorsza w mediach. Istnieją jeszcze gorsze, a są nimi zwyczajni polityczni propagandziści, którzy ubierają się w szaty bezstronnych, niezależnych dziennikarzy. I także świadectwo tego mieliśmy w ostatnich godzinach. I Tomasz Sakiewicz, i Filip Rdesiński (a znaleźlibyśmy analogicznie postawy i u innych – choć zdecydowanie nie wszystkich – tożsamościowych dziennikarzy) zdecydowali się wykorzystać do budowania absolutnie skandalicznych narracji politycznych.

W moim przekonaniu ten zamach był obliczony na to, żeby wywołać zamieszanie polityczne. Był związany z sytuacją polityczną, z jaką mamy do czynienia w tej chwili w kraju, czyli bardzo napiętą sytuacją wewnętrzną wokół Trybunału Konstytucyjnego. Według mnie do tego uderzenia doszło celowo. Co więcej, w moim przekonaniu jest to także obliczone na wywołanie awantury być może politycznej post factum np. związanej z tym, że rząd w takiej sytuacji może chcieć wprowadzić jakiś rodzaj stanu wyjątkowego, co musi zatwierdzić prezydent

- przekonywał Filip Rdesiński w Telewizji Republika.

Ostrożniejszy – ale też bardzo jednoznaczny – był Tomasz Sakiewicz. On nie oskarżał rządu Tuska o przygotowanie tego zamachu terrorystycznego, a jedynie przekonywał (i to gdy dwaj ciężko ranni policjanci, którzy unieszkodliwili napastnika, prawdopodobnie nie dotarli jeszcze nawet do szpitala), że do zamachu doszło, bo cała policja przeniosła się przed TK. – Strzelanina, w której zginęło pięć osób i nie wiadomo, ilu jest rannych, wywołała ogromny chaos na ulicach Krakowa. Od dłuższego czasu w akcji zabezpieczającej bierze udział tylko Straż Miejska, na miejscu nie ma ani jednego policjanta – mówił Sakiewicz w relacji na żywo na antenie swojej telewizji. – Prawdopodobnie wszystkie rezerwy policji zostały wywiezione do Warszawy – dodał.

I tu nie mamy już do czynienia z byciem trybunem ludowym, ale z jawną polityczną propagandą. Grzegorz Jankowski – i to go różni od Sakiewicza czy Rdesińskiego – oskarżał całą klasę polityczną, wszystkim zarzucał zaniedbania i nawalankę, a ci dwaj ostatni (i rzesza ich naśladowców) postanowili zrzucić winę na przeciwników politycznych. To nie miało nic wspólnego ani z dziennikarstwem, ani z publicystyką, ani z elementarną odpowiedzialnością za Polskę. Jest bowiem jasne, że takie narracje zostaną przeciwko nam wykorzystane.

Dlaczego warto o tym pisać? Dlaczego analizuję dość w gruncie rzeczy żenujące, choć biorąc pod uwagę logikę algorytmów oczywiste, zachowania? Bo one doskonale pokazują, dlaczego wszyscy potrzebujemy tradycyjnych mediów, tradycyjnego dziennikarstwa i publicystyki. Dziennikarz (czy publicysta) nie jest od tego, by epatować nas swoimi emocjami (choć one są i będą, szczególnie w nowych mediach, się ujawniać), ale od tego, by informować i interpretować informacje.

Jego odpowiedzialnością jest powiedzieć uczciwie, że czegoś nie wie, czegoś nie wiadomo, a coś zostanie dopiero ustalone. Odpowiedzialnością zaś mediów jest nie tylko czytelnictwo czy oglądalność (choć one są ważne), ale także odpowiedzialność społeczna, czyli – choćby świadomość – że nie zawsze i nie wszystko, co wydaje nam się, że ustaliliśmy, musimy wypuścić. Dlaczego? Otóż nie dlatego, że chcemy coś zataić, ale dlatego, że czasem musimy mieć czas, by coś potwierdzić, a czasem z odpowiedzialności za państwo i społeczeństwo. W sytuacjach tragicznych zaś najlepiej ujawnia się, kto próbuje tę rolę pełnić, a kto wychodzi w zupełnie nowe sfery, które z dziennikarstwem nie mają już wiele wspólnego.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.