InquirerLaguna businessman shot deadPunch2027: Scholars’ group backs Tinubu for second termDaily MaverickENVIRONMENTAL CHAMPION: Farewell to Desmond D’Sa, the ‘bulldozer’ who brought hope to polluted communitiesThe Jerusalem PostLiberman defends haredi compromise amid coalition talks, vows not to abandon IDF draft principlesInquirer EntertainmentKelsey Merritt brings Victoria’s Secret model friends to PH한겨레‘AI 쇼크’ 한파 맞은 금융시장…반등할까ZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDF20 Minuten«Ich möchte so gut sein wie Schauspieler ohne Downsyndrom»Wirtualna PolskaSzef BBN o motywach sprawcy zamachu. "Niewiele wiadomo"ХабрНикогда не задавайте ИИ вопросы на которые не знаете ответаObservador DesportoMessi revalida título de goleador da MLS pela 2ª vezESPN'Remarkable' Curry passes LeBron with 16th late-career 40-piece
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, November 8, 2026

Była na Rynku z dziećmi, gdy padły strzały. "Leżały ciała przy ciałach"

Translate

- Wyszliśmy z restauracji, weszliśmy na ten rynek. Leżały ciała przy ciałach, kogoś reanimowali - relacjonuje w rozmowie z Wirtualną Polską pani Klaudia, turystka z Łodzi. W momencie ataku w Krakowie przebywała z mężem i dziećmi w podziemnym lokalu. Od tragedii dzieliło ich zaledwie dziesięć minut.

Najważniejsze informacje:

  • Reporter WP Mateusz Urban rozmawiał z turystką, która przyjechała do Krakowa na krótki, rodzinny wypoczynek.
  • Kobieta wraz z bliskimi przebywała w podziemnej restauracji w trakcie ataku 24-latka na Rynku Głównym, więc nie słyszała strzałów.
  • Świadkini opowiada o wstrząsającym widoku po wyjściu z lokalu oraz o próbie chronienia dzieci przed drastycznymi obrazami ze środka miasta.

Reporter Wirtualnej Polski Mateusz Urban dotarł do kobiety, która przyjechała z Łodzi na weekend do Krakowa razem z mężem, znajomymi oraz grupą dzieci. Rodzina spędzała w sobotę czas w ścisłym centrum miasta.

- Zwiedziliśmy cały ten rynek w kółko z dziećmi i o godzinie 14 poszliśmy do restauracji zjeść obiad. Ta restauracja akurat była pod ziemią, więc my nic nie słyszeliśmy - relacjonuje pani Klaudia.

O godzinie 15:10, tuż po zakończeniu masakry dokonanej przez 24-latka z Ostrowca Świętokrzyskiego, rodzina opuściła lokal i wyszła na Rynek Główny, natrafiając na widok wprost z miejsca zbrodni. - Leżały ciała przy ciałach, była straż miejska i karetka. Widziałam, że kogoś reanimowali. Ktoś leżał przykryty foliami - opisuje straszne sceny turystka.

W okolicy zapanował chaos. Ludzie przekazywali sobie szczątkowe informacje i plotki o oddawaniu strzałów z jadącego samochodu, jednak nikt nie wiedział dokładnie, co się stało.

Chronienie dzieci i ucieczka do hotelu

W obliczu przerażających widoków głównym celem rodziców było jak najszybsze oddalenie się z miejsca tragedii, by chronić najmłodszych. - Chcieliśmy po prostu odejść jak najdalej, żeby dzieci nie widziały takich rzeczy - podkreśla rozmówczyni WP.

- Powiedzieliśmy, że jest policja i karetka i że ratują ludzi. Młodsze dzieci jeszcze nie rozumieją, co się dzieje. Starsze, siedmioletnie dziewczynki rozumiały już troszkę więcej. Chodzą do szkoły, a ostatnio były tam omawiane wydarzenia związane z tym, co robić, gdy ktoś strzela - wyjaśnia pani Klaudia.

Turystka dodała, że ze względu na potężne zdezorientowanie i narastające doniesienia o zamachu, rodzina zdecydowała się niezwłocznie wrócić do swojego hotelu.

Dziesięć minut od tragedii

Dopiero w bezpiecznym miejscu, po zapoznaniu się z oficjalnymi doniesieniami i relacjami telewizyjnymi, turyści z Łodzi w pełni zrozumieli skalę zagrożenia. Od uzbrojonego napastnika dzieliły ich minuty.

- Byliśmy przerażeni. Tak naprawdę dziesięć minut wcześniej, jakbyśmy wyszli z tej restauracji, to moglibyśmy tam być z dziećmi. Szczerze nie wyobrażam sobie jako matka biec i uciekać z dziećmi przed strzałami. To po prostu straszne - podsumowuje wstrząśnięta turystka.

Kobieta przyznaje, że ta rodzinna wycieczka była starannie planowana od kilku tygodni, a Kraków dotychczas uchodził w ich oczach za bezpieczne i spokojne miasto.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.