Ropa znów płynie, cena baryłki spada. To dlaczego jest tak drogo
Piotr Woźniak o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Olej napędowy jest jednym z fundamentów gospodarki - napędza transport, rolnictwo, budownictwo i część kolei. Jego ceny na stacjach rosną jednak znacznie szybciej niż ceny benzyny. Nie odpowiada za to jeden czynnik, lecz ich splot.
Na sytuację na światowym rynku diesla wpływają obecnie przede wszystkim:
- wojna na Bliskim Wschodzie i w rejonie Zatoki Perskiej - działania zbrojne doprowadziły do uszkodzeń infrastruktury rafineryjnej oraz zakłóceń na kluczowych szlakach morskich, między innymi na Morzu Czerwonym. Według rynkowych szacunków z globalnego rynku mogło zniknąć nawet 250 mln litrów oleju napędowego dziennie;
- niskie zapasy - komercyjne magazyny są słabiej zapełnione niż zwykle o tej porze roku, a część rezerw strategicznych została wcześniej uszczuplona;
- rafinerie pracujące na granicy możliwości - wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych sprawia, że zakłady nie są w stanie szybko zwiększyć podaży. W niektórych regionach ceny hurtowe diesla wzrosły w ciągu zaledwie trzech tygodni o kilkanaście procent;
- ataki na rosyjskie rafinerie - Ukraina, odpierając rosyjską inwazję, regularnie uderza dronami w infrastrukturę paliwową Rosji. Uszkodzenia ograniczają możliwości produkcji i eksportu gotowych paliw;
- rosyjskie ograniczenia eksportowe - Rosja okresowo wstrzymuje lub ogranicza wywóz oleju napędowego, zmniejszając ilość paliwa dostępnego na globalnym rynku;
- przekierowywanie dostaw do regionów najbardziej dotkniętych niedoborami - paliwo z USA i innych części świata trafia przede wszystkim tam, gdzie deficyt jest największy. Pomaga to jednemu rynkowi, ale może pogłębiać niedobory i podnosić ceny na innych.
Ropa jest dostępna, ale brakuje gotowego paliwa
Kluczowym problemem nie jest obecnie sama dostępność ropy naftowej, lecz możliwość przerobienia jej na gotowe paliwa. Ograniczone moce rafineryjne sprawiają, że ceny oleju napędowego mogą rosnąć szybciej niż notowania surowca.
Ignacy Morawski z "Pulsu Biznesu" zwrócił w "Faktach po Faktach" uwagę, że transport ropy przez cieśninę Ormuz został w dużej mierze przywrócony mimo trwającego konfliktu.
- Pozytywne jest to, że dostawy ropy z Bliskiego Wschodu wróciły do poziomów sprzed wojny. Dość zaskakujące jest to, jak skutecznie udało się odblokować cieśninę Ormuz. Statki ponownie tamtędy przepływają, a dodatkowo część ropy transportowana jest z pominięciem cieśniny - stwierdził Morawski.
Samo przywrócenie dostaw surowca nie oznacza jednak, że sytuacja na rynku paliw szybko wróci do normy. Ropa musi jeszcze zostać przetworzona, tymczasem możliwości produkcyjne światowych rafinerii są ograniczone.
- Ropa jest dostępna, ale na świecie brakuje wystarczających mocy rafineryjnych. To właśnie dlatego olej napędowy zdrożał bardziej niż popularna benzyna 95 - wyjaśnił ekspert.
Zdaniem Morawskiego ceny ropy mogą być już blisko maksymalnego poziomu możliwego do osiągnięcia przy obecnej skali zakłóceń. Notowania surowca kilkukrotnie zatrzymywały się w okolicach 110 dolarów za baryłkę. Nie musi to jednak oznaczać końca podwyżek na stacjach, ponieważ o cenie paliwa decydują również koszty jego produkcji, dostępność gotowych produktów i sytuacja na lokalnych rynkach.
>>> Ropa znów płynie z Zatoki Perskiej. Iran pod ścianą
Ignacy Morawski: dostawy ropy naftowej z Bliskiego Wschodu wróciły do poziomów sprzed wojny
Źródło: TVN24
Nie tylko rosyjskie rafinerie
Grażyna Piotrowska-Oliwa, była prezeska PGNiG, podkreśliła w "Faktach po Faktach", że za obecną sytuację na rynku paliw odpowiada przede wszystkim konflikt z Iranem i jego konsekwencje dla dostaw z Bliskiego Wschodu. Za nieuzasadnione uznała twierdzenia, że główną przyczyną podwyżek są ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie.
Jej zdaniem ceny na stacjach zależą nie tylko od notowań ropy i kursów walut, ale przede wszystkim od dostępności gotowych produktów paliwowych. Dlatego nawet mocny złoty, tani dolar lub spadek cen surowca nie muszą automatycznie prowadzić do równie dużych obniżek cen benzyny i oleju napędowego.
- Cenę paliw kształtują z jednej strony podaż gotowego produktu, uzależniona od możliwości przerobowych rafinerii, a z drugiej - zapotrzebowanie na paliwo - powiedziała Piotrowska-Oliwa.
Polska jest uzależniona od importu diesla
Sytuację na polskim rynku dodatkowo komplikuje fakt, że krajowe rafinerie nie pokrywają całego zapotrzebowania na olej napędowy. Oznacza to, że Polska jest szczególnie narażona na skutki globalnych niedoborów, wzrost cen hurtowych i problemy z transportem morskim.
- Jedna trzecia oleju napędowego sprzedawanego w Polsce pochodzi z importu. Nie jesteśmy pod tym względem samowystarczalni, tak jak Stany Zjednoczone - zaznaczyła była prezeska PGNiG.
W praktyce polskie ceny diesla zależą więc nie tylko od kosztu baryłki ropy i kursu dolara. Znaczenie mają również marże rafineryjne, dostępność gotowego paliwa w Europie, koszty transportu oraz konkurencja o dostawy z innymi państwami.
Olej napędowy jest szczególnie podatny na niedobory, ponieważ ma kluczowe znaczenie dla transportu i przemysłu. Korzystają z niego firmy przewozowe, rolnictwo, budownictwo i część kolei. Zapotrzebowanie na diesel trudno więc szybko ograniczyć, nawet gdy jego cena gwałtownie rośnie.
Jednocześnie światowe rafinerie nie mogą w krótkim czasie dowolnie zwiększyć produkcji wybranego rodzaju paliwa. Jeżeli część zakładów zostaje uszkodzona lub wyłączona, a pozostałe pracują niemal na pełnych obrotach, na rynku pojawia się deficyt. To właśnie połączenie wysokiego popytu, ograniczonej produkcji i niskich zapasów sprawia, że olej napędowy drożeje dziś mocniej niż benzyna.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.