"Gwóźdź do trumny Republiki". Medioznawcy po ustaleniach WP i TVN24
"To jak z tą współpracą?" - pytał w marcu szefa Zondacrypto Przemysława Krala Marcin Dobski, współautor śledczego magazynu Republiki "Ściśle jawne". Potem zaproponował "fundusz wsparcia dla utalentowanych dziennikarzy". Kral odpisał: "Znajdzie się". To jedno z ustaleń Szymona Jadczaka z WP i Michała Fui z TVN24. Dziennikarze opisali też, jak Sławomir Jastrzębowski, prowadzący pasmo w Republice, trafił do grupy "zondacrypto Public Relations" na WhatsAppie, a Kral przesłał mu imienny bilet na mecz Ligi Mistrzów w Bergamo. Dobski z kolei atakował w sieci reporterów opisujących giełdę, w tym samego Fuję. Ani Jastrzębowski i Dobski, ani stacja nie odpowiedzieli na pytania reporterów.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Kilka dni wcześniej WP i TVN24 opisały bliskie relacje z Kralem najważniejszych osób w stacji, na czele z jej prezesem Tomaszem Sakiewiczem.
Czerwona linia
Maciej Myśliwiec, medioznawca i analityk mediów z firmy Space Agency, zaczyna od zastrzeżenia. - Same relacje dziennikarzy z przedstawicielami biznesu nie są czymś niedopuszczalnym - mówi.
- Problem pojawia się wtedy, gdy osoba występująca publicznie jako niezależny dziennikarz uczestniczy jednocześnie w działaniach PR-owych firmy, korzysta z finansowanych przez nią wyjazdów lub rozmawia o współpracy, a odbiorcy nie są o tym informowani. W przypadku osób związanych z Telewizją Republika i ich kontaktów z Zondacrypto mamy więc co najmniej poważne pytania o konflikt interesów i przejrzystość tych relacji - dodaje.
Tam, gdzie Myśliwiec stawia pytania, prof. Igor Borkowski, ekspert w dziedzinie dziennikarstwa i komunikacji społecznej, związany z Uniwersytetem SWPS, nie ma już wątpliwości. - Takie zachowania są absolutnie nie do obrony z etycznego punktu widzenia - stwierdza.
- Podważają same podstawy istoty dziennikarstwa, zawodu opartego, było nie było, na zaufaniu. To raczej poruszanie się na granicy między dziennikarstwem a PR-em, przy czym jeśli z kolei przyjrzeć się istocie PR-u, te osoby też nie mieszczą się w definicji tego zawodu. Polega on bowiem na tym, że prowadzi się jawne, otwarte działania na rzecz jakiejś firmy, budujące jej reputację. A w tym przypadku nie ma przecież jasnej deklaracji tych osób, że działały na rzecz Zondacrypto - tłumaczy Borkowski.
Trzeci z naszych rozmówców, prof. Maciej Mrozowski, medioznawca z Uniwersytetu SWPS, zaczyna od szerszego tła. Zwraca uwagę, że kontakty z politykami i ludźmi wielkiego biznesu zawsze były dla dziennikarzy ważnym źródłem informacji. Jego zdaniem dopóki chodzi wyłącznie o wymianę informacji, wszystko mieści się w granicach. Dziennikarz dostaje kulisy, a informator liczy w zamian na przychylność wobec siebie i krytykę swoich przeciwników.
- Gorzej, gdy wymiana informacji i życzliwości zamienia się w układ, a ten w zależność - mówi.
Ekspert rozwija tę myśl. Jak tłumaczy, właśnie wtedy zaczyna się oszustwo: ukrywanie faktów, fałszowanie informacji i świadome kłamstwo. Ofiarą padają odbiorcy mediów, zwłaszcza ci, którzy na podstawie fałszywych informacji mogli podjąć decyzje na własną szkodę. Dlatego, według prof. Mrozowskiego, podstawowym obowiązkiem uczciwych dziennikarzy jest pilnowanie czerwonej linii, która oddziela znajomość i życzliwość od powiązań i zależności. Kto przekracza ją świadomie i za pieniądze, zdradza tych, którym ma służyć, czyli swoich odbiorców. - Tu nie ma "wybacz", tylko "żegnaj". Prasa stronnicza to coś zupełnie innego niż prasa skorumpowana. Stronniczość jest legalna, korupcja jest przestępstwem - podkreśla.
Gwóźdź do trumny
Drugi wątek ustaleń WP i TVN24 to ataki ludzi Republiki na dziennikarzy i dziennikarki innych redakcji, którzy zajmowali się Zondacrypto. Maciej Myśliwiec ocenia je negatywnie. Jak zaznacza, sama krytyka cudzych materiałów jest dopuszczalna. Sytuacja zmienia się jednak, gdy krytyk pozostaje w kontakcie z firmą, której dotyczą publikacje, albo działa w jej interesie.
- Wtedy przestaje to być zwykłą polemiką między dziennikarzami. Może być odbierane jako próba podważenia wiarygodności autorów zamiast rzeczowego odniesienia się do ich ustaleń - mówi.
Prof. Mrozowski ocenia takie działania znacznie surowiej. Jak mówi, media i dziennikarze mogą, a nawet powinni krytykować się wzajemnie, jeśli wiedzą, że inni łamią zasady etyki zawodowej albo prawo lub działają wbrew interesowi społecznemu. Czym innym jest jednak atakowanie tych, którzy chcą ujawnić nieuczciwe praktyki i ostrzec przed nimi opinię publiczną.
- Wtedy dopuszczają się podwójnej niegodziwości: przeciwko odbiorcom i uczciwym dziennikarzom. I za to powinni być podwójnie ukarani. Tak powinno być w świecie względnie przyzwoitym - podkreśla.
Prof. Mrozowski nie ma jednak złudzeń co do dzisiejszego świata. Jego zdaniem moralna degeneracja części elit politycznych i mediów, i to nie tylko w Polsce, zaszła tak daleko, że wszystkie chwyty stają się dozwolone. Do tego tzw. kryptoaktywa otwierają nowe pole dla oszustw i mętnych interesów.
- To, że stacja telewizyjna, której sztandarowym hasłem miało być demaskowanie oszustw i nadużyć, sama pogrążyła się w bagnie oszustw i ciemnych interesów, powinno być gwoździem do jej trumny - mówi prof. Mrozowski.
Jak dodaje, ten gwóźdź powinni wbić uczciwi dziennikarze. Nie po to, by niszczyć konkurencję, ale by ratować wiarygodność całej branży i w imię elementarnej przyzwoitości.
Działanie w interesie konkretnego środowiska
Czwarty z ekspertów, prof. Jerzy Kopania, etyk i specjalista m.in. w tematyce mediów, związany z białostocką filią warszawskiej Akademii Teatralnej, patrzy na sprawę szerzej.
W idealnych warunkach, tłumaczy, media powinny zajmować się obiektywnym przekazywaniem wiadomości. Wyjątkiem są tygodniki opinii, ale i one mają dawać niezależne oceny, a nie promować przekaz partyjny. Zdaniem prof. Kopani w polskiej praktyce jest jednak zupełnie inaczej. Każda redakcja czy stacja jest związana z jakąś opcją polityczną: bezpośrednio albo, jak w przypadku powiązań z Zondacrypto, pośrednio, przez podmioty bliskie określonemu środowisku. W efekcie media tylko w niewielkim stopniu, a czasem prawie wcale, zajmują się informowaniem. Skupiają się raczej na wpisywaniu w konkretne stanowisko polityczne.
- W tym konkretnym przypadku widać wyraźnie, że osoby związane z Telewizją Republika działały bardzo jednoznacznie nie w imię przekazywania obiektywnej prawdy, ale w interesie konkretnego środowiska polityczno-biznesowego - mówi.
Prof. Kopania nie ma wątpliwości, że takie praktyki są niezdrowe dla mediów, dla polityki i dla samego społeczeństwa. Optymistą przy tym nie jest. - Niestety, raczej nie można mieć nadziei, że w najbliższym czasie ta sytuacja zmieni się na lepsze - mówi.
Na koniec Maciej Myśliwiec wskazuje, od czego można zacząć. Jego zdaniem zarówno opisane przez WP i TVN24 osoby, jak i sama Telewizja Republika powinny dokładnie wyjaśnić charakter swoich kontaktów z Zondacrypto.
- Jest to potrzebne nie tylko ze względu na ocenę ich działań, ale również dla zachowania zaufania odbiorców do mediów - mówi.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.