Rosja dociska, Europa ćwiczy. "Użycie broni atomowej nie jest niewyobrażalne"
W nocy z poniedziałku na wtorek w Kijowie i innych regionach Ukrainy ogłoszono alarm powietrzny. W stronę Kijowa poleciały m.in. pociski balistyczne. A Ukraina ma potężny problem z ich zestrzeliwaniem, dlatego po całej Europie szuka pocisków do wyrzutni Patriot.
Z powodu ataków Rosjan wobec Ukrainy Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ) przekazało po godz. 3 w nocy we wtorek, że "w związku z aktywnością lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej, wykonującego uderzenia na terytorium Ukrainy, rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej".
Ataki dzieją się bezpośrednio po zakończeniu krótkiego rozejmu. W Moskwie przebywali Steve Witkoff i Jared Kushner. Specjalny wysłannik i zięć Donalda Trumpa odwiedzili rosyjską stolicę w celu odbycia rozmów pokojowych. Ale z Moskwy wyjechali z niczym. Według ustaleń agencji Bloomberg, Władimir Putin chce dalej prowadzić wojnę przeciw Ukrainie i nie zamierza rezygnować z obranych wcześniej celów militarnych.
Europa rusza na ćwiczenia. Polska, Holandia i nie tylko
Na to nakłada się obraz powtarzających się i nasilających się aktów sabotażu i dywersji. W kolejnych krajach wybuchają zagadkowe pożary. W Polsce spłonął magazyn firmy dronowej, a w zakładach należących do Grupy WB wybuchł pożar. Straty szły w dziesiątki milionów zł.
Sytuacja jest napięta. Do ćwiczeń wojskowych ruszyły więc siły NATO. W Holandii odbywa się kolejna edycja ćwiczeń Falcon Leap. Do 18 września będą trwały manewry wojsk powietrznodesantowych, w których udział bierze także Polska. Ćwiczone mają być zrzuty żołnierzy i ciężkiego sprzętu wojskowego.
Warto w tym miejscu dodać, że niemal równo rok temu polscy spadochroniarze brali udział w ćwiczeniach Gotland Sentry, gdzie ćwiczyli desantowanie się na Gotlandię. Obecne ćwiczenia w Holandii także kładą nacisk na zgranie wojsk powietrznodesantowych. To nie przypadek. To właśnie spadochroniarze – także polscy – jako pierwsi mieliby ruszyć do działań w razie konfliktu zbrojnego i agresji na kraje NATO.
Ale to zaledwie początek. Trwają ćwiczenia Arctic Shield. Pod auspicjami duńskimi ćwiczą jednostki nordyckie, piechota z Francji i drony z Belgii, kanadyjscy specjaliści ds. działań w Arktyce oraz siły specjalne z Finlandii i Danii. Ale nie tylko. Są także zespoły łącznikowe z Polski i Słowenii. Niemcy zapewniają obserwatorów i wsparcie logistyczne. Manewry mają dowodzić, że Sojusz Północnoatlantycki poważnie traktuje daleką Północ jako pole ewentualnego starcia z Rosją i rywalizacji z Chinami.
Francuzi w tym czasie prowadzą swoje ćwiczenia pod kryptonimem PEGASE 26. To lotnicze ćwiczenia, mające być projekcją siły Francuzów w zakresie transportu. A zakres jest szeroki – od Grenlandii na północy, przez Bliski Wschód do rejonu Indo-Pacyfiku.
Czarny Obrońca – ćwiczy Czarna Dywizja z Żagania
Osobna kwestia to polskie ćwiczenia pod kryptonimem Czarny Obrońca. Te ruszą za tydzień – 14 września i będą toczyły się na terenie trzech województw: lubuskiego, pomorskiego i zachodniopomorskiego.
Ale nie tylko. Ćwiczenia będą odbywały się także w przestrzeni powietrznej i na Bałtyku.
"Za organizację odpowiada Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych, a głównym ćwiczącym jest 11 Dywizja Kawalerii Pancernej. Federacja ćwiczeń obejmie działania w powietrzu, na lądzie i morzu. Wezmą w nich udział żołnierze Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych oraz Marynarki Wojennej" – podało w komunikacie na X Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych.
DG RSZ poinformowało także o możliwych ćwiczeniach na drogach.
Ćwiczenia to danie sygnału przeciwnikowi
Czy zatem dzieje się coś, co mogłoby szczególnie niepokoić? Zapytaliśmy o to ekspertów. O tym, że fakty dużej liczby ćwiczeń NATO są skorelowane z ostatnimi zdarzeniami w Europie mówi prof. dr hab. Andrzej Makowski, wykładowca Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.
– Te zdarzenia – nasilenie natowskich ćwiczeń wojskowych i aktów sabotażu i dywersji – należy niestety łączyć. Z jednej strony mamy tu walor ćwiczeń i zgrania ze sobą jednostek NATO, a z drugiej oczywiście wzmocnienie gotowości i przekazanie sygnału przeciwnikowi. Bo zawsze jest w takich ćwiczeniach walor odstraszania, a NATO jest sojuszem obronnym, bazującym na odstraszaniu. Nie da się bowiem nie zauważyć, że liczba ćwiczeń wojskowych wzrosła – mówi Wirtualnej Polsce.
Stoi on na stanowisku, że obserwujemy eskalację napięcia międzynarodowego pomimo prób podejmowanych przez wysłanników USA. Z wcześniejszych wypowiedzi Putina wynika, że przegrana wojna to dla niego wyrok śmierci. Na pewno politycznej.
"Prezydent Trump nie ma mocnych argumentów"
W ocenie Makowskiego w kwestii wojny w Ukrainie, czy jej przyszłego rozstrzygnięcia, są dwa główne ośrodki decydujące: wewnętrzny, w Moskwie, i zewnętrzny, w Pekinie.
Wskazuje też na niemoc prezydenta USA: Donald Trump nie ma dziś argumentów, by powstrzymać Władimira Putina. I bombardowanie Kijowa w momencie po opuszczeniu Rosji przez amerykańskich negocjatorów jest sygnałem, że prezydent Trump nie ma tu mocnych argumentów.
Gen. Szkutnik: Wszystko odbywa się zgodnie z procedurami
Nieco inaczej mówi na ten temat gen. dywizji Arkadiusz Szkutnik. Były szef Zarządu Planowania Użycia Sił Zbrojnych i Szkolenia P3/P7 w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego na planowaniu ćwiczeń wojskowych zna się jak mało kto.
– Dziś nie ma mowy, żeby zaplanować wspólne ćwiczenia z "dnia na dzień", szczególnie że większość sprzętu wojskowego to sprzęt dużych rozmiarów – gabaryt – więc wymaga specjalnych pozwoleń – wskazuje oficer w rozmowie z Wirtualną Polską.
Dodaje przy tym, iż być może zostały doplanowane jakieś siły i środki, ale w jego ocenie wszystko odbywa się zgodnie z procedurami i jest efektem dobrej synchronizacji naszych dowództw.
– Nikt nie słyszał raczej o podnoszeniu gotowości, więc mamy do czynienia z planowanymi ćwiczeniami narodowymi i międzynarodowymi. Armia rośnie, to już ponad dwieście tysięcy dobrze wyszkolonych i wyposażonych żołnierzy. Rośniemy w siłę i staliśmy się najlepiej wyposażoną w nowoczesny sprzęt armią Europy. Stąd zainteresowanie wspólnymi ćwiczeniami z polskimi pododdziałami, bo tylko silni się liczą – mówi były dowódca 18 Dywizji zmechanizowanej.
Prof. Makowski ostrzega
Ale sytuacja międzynarodowa nie nastraja optymistycznie, o czym mówi z kolei prof. Makowski. Zdaniem wykładowcy akademii, toczy się obecnie gra o nowy podział nie świata, lecz wpływów i przepływów gospodarczych. Handlowych, ale też finansowych.
– Dlatego symptomatycznym jest dla mnie nasilenie działań wobec podwodnych kabli komunikacyjnych. Tak przesyłających energię, jak dane, głównie bankowe. Obserwujemy dziś, jak kruszy się system "pax americana", zabezpieczający dotąd porządek światowy na morzach i oceanach oraz dotychczasowy "model" globalizacji – mówi.
– Nie można, niestety, wykluczyć działań zaczepnych Rosji. Wobec państw bałtyckich, ale także wobec Polski. Mówiąc krótko i dobitnie, sytuacja jest, przepraszam za określenie, śmierdząca. Takiego tempa eskalacji nie było do tej pory – podsumowuje prof. Makowski.
I daje niepokojącą przestrogę: - Obawiam się mianowicie, że Rosjanie będą intensywnie grać kartą broni jądrowej i jej użycie – na szczeblu taktycznym – nie jest już dziś niewyobrażalne.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.