"Trzeba podjąć działania". Ekspert o atakach w szkołach
Ekspert w rozmowie z Polsat News przyznał, że w ostatnich dniach myślał o bezpieczeństwie swojego dziecka. - W kontekście, czy jemu coś w głowie nie zaświta, ale także czy będzie bezpieczne, jeśli komuś innemu zaświta - wskazywał.
Uspokoił jednak rodziców wskazując, że "w polskich szkołach nie jest tak, że każdy może tam wejść".
ZOBACZ: Nie żyje 37-latka. Szczegóły ataku w szkole pod Wyszkowem
- Szkoły od bardzo dawna ograniczają możliwość wejścia na jej teren. Dzieci wchodzące do szkoły najczęściej są wpuszczane w obecności woźnej. Niektóre są w obecności jeszcze nauczyciela, co już ma pewien czynnik prewencyjny dla wchodzących - wskazywał Dariusz Lorany.
Leszczydół-Nowiny. 15-latek zaatakował w szkole. Nie żyje woźna
Podkreślił, że w przypadku śmierci woźnej w szkole w Leszczydole-Nowinach można mówić o tym, że to ona była prawdopodobnie pierwszą osobą, która stanęła na drodze 15-latka.
- Kiedyś pani woźna to był ktoś. Ktoś, kto zwracał uwagę na obuwie, ubranie, głośne zachowanie. Niestety, dzisiaj wiele w szkolnictwie się zmienia, według mnie na niekorzyść. Z drugiej strony społeczeństwo oczekuje reakcji, oczekuje działania władz. Podkreślmy, że nikomu nie udało się szybkimi ruchami przeciwdziałać pewnym zachowaniom młodych ludzi - wskazał były policjant.
ZOBACZ: "Bardzo obawiamy się naśladownictwa". Premier ws. ataków w szkołach
Ekspert ocenił, że "młody człowiek nie ma dalekosiężnych konsekwencji, nie ma zdolności do analizy krytycznej", a ich brak jest ujęty w polskim kodeksie karnym". - A z drugiej strony chcemy ich jakoś przewertować, sprawdzić, skonfrontować ich myśli z rzeczywistością. Oczywiście trzeba podjąć działania proceduralne, zwiększające bezpieczeństwo - dodał.
- Jednak dotarcie do młodego człowieka rozporządzeniem kuratorskim, czy Ministerstwem Edukacji Narodowej lub decyzją minister oświaty jest niemożliwe - oznajmił policyjny negocjator.
Ekspert o atakach w szkole: Nie dotrzemy do dziecka rozporządzeniem
Zapytany czy działania władz Ostrołęki, w której w środę także doszło to ataku nożownika w szkole, mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa, m.in. zwiększonej ilości patroli policji oraz weryfikacji wchodzących i wychodzących ze szkoły, zostaną na dłużej Lorenty wskazał, że "trzeba pokazać, że przeciwdziałamy jak również uspokoić mieszkańców".
- Oczywiście sztab kryzysowy Ostrołęki zastosował najprostszą formułę PR-ową. Co najmniej od pięciu lat jest we wszystkich polskich szkołach procedura zamykania szkoły w określonych godzinach. Sztab powtórzył, że "dwa razy dwa równa się cztery". Ci którzy nie mają dzieci pomyślą, że jest jakieś rozwiązane, ale ono jest już od lat - mówił były policjant.
ZOBACZ: Atak w szkole pod Wyszkowem. Policja sprawdza informacje o "internetowym wyzwaniu"
Zwrócił także uwagę na braki kadrowe w polskiej policji. - Nie mamy tyle policji, żeby szkoły obstawiać. Te radiowozy są absolutnie potrzebne w przestrzeni publicznej, zarówno przy szkole, jak i gdzieś indziej. Dlatego, że działania prewencyjne mają także charakter odstraszający. Potencjalny sprawca widząc radiowozy podda ten czynnik analizie - wskazał.
- Mam nadzieję, że oprócz działań administracyjnych, które słyszeliśmy na konferencji, nasi posłowie nie wpadną na pomysł, jaki miał miejsce z 'ustawą Kamilkową'. Trzeba przeanalizować te sytuacje, które prawdopodobnie nie mają ze sobą związku, ale mają zbliżone uwarunkowanie psychologiczne i dopiero wtedy można podejmować szersze działania - podkreślił Loranty.
Jak wskazał w szkołach występują "dodatkowe napięcia, duże grupy mniejszościowe, które nie do końca trzymają się razem". - Suma tych napięć powoduje, że osoby o pewnych cechach prędzej czy później jakoś agresywnie zareagują - wskazał ekspert.
W środę 19-letni uczeń ranił nożem dziewięć osób w zespole Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce. Ranni trafili do szpitali, ich życiu nie grozi niebezpieczeństwo.
Z kolei czwartek rano 15-letni nożownik wtargnął do Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w miejscowości Leszczydół-Nowiny pod Wyszkowem.
Były uczeń placówki zranił trzy osoby - woźną, dyrektora oraz nauczycielkę. Po kilkudziesięciu minutach mazowiecka policja poinformowała o śmierci 37-letniej pracownicy szkoły.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.