Zmiana w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Pole walki znacznie bardziej przejrzyste
W zasadzie artykuł nie przekazuje niczego odkrywczego. Informacja, że ukraińskie wojska niemal całkowicie przestały wykorzystywać zachodnie czołgi w bezpośrednich działaniach na froncie, dobrze pokazuje zmianę, jaka zaszła w wojnie rosyjsko-ukraińskiej.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o Leopardy, Abramsy czy Challengery. Podobny problem mają Rosjanie z własnymi T-72, T-80 i T-90. Różnica polega przede wszystkim na tym, jak obie strony próbują znaleźć dla ciężkich pojazdów miejsce na polu walki, na którym niemal każdy ruch może zostać wykryty z powietrza.
Amerykański dziennik opisał sytuację 33. Brygady Zmechanizowanej, której Leopardy 2 zamiast regularnie pojawiać się na pierwszej linii, stoją ukryte w lasach, są remontowane albo wykorzystywane do zadań pomocniczych. Według cytowanych przez gazetę ukraińskich wojskowych wykorzystanie ciężkich pojazdów pancernych jest obecnie bardzo ograniczone.
Czołgi nadal są utrzymywane i załogi nadal szkolą się do ich obsługi, ale znalezienie dla nich bezpiecznego sposobu użycia stało się jednym z problemów ukraińskiego dowództwa. Co w zasadzie oczywiste, natychmiast wątek podchwyciła rosyjska propaganda, twierdząc, że zachodni sprzęt to złom, który rosyjskie czołgi rozjadą, kiedy tylko Rosja postanowi odzyskać swoje ziemie w krajach bałtyckich. Nie zwracają przy tym uwagi na to, że powód ograniczenia użycia czołgów przez obie strony jest taki sam.
Zagrożenie z powietrza
Najważniejszym powodem są bezzałogowce. W ciągu kilku lat zmieniły one sposób prowadzenia ognia na całej głębokości pola walki. Dron nie musi być wyposażony w głowicę zdolną do przebicia pancerza czołgu. Wystarczy, że wykryje pojazd i w czasie rzeczywistym przekaże jego położenie innemu środkowi rażenia. Czołg może zostać zaatakowany przez FPV, ale może również zostać zniszczony przez artylerię, która otrzymała współrzędne celu od operatora drona.
I można to zrobić, nim pojazd dotrze na front. Rozpoznanie prowadzone przez bezzałogowce pozwala wykrywać pojazdy podczas przemieszczania się na stanowisko, w rejonie koncentracji, podczas uzupełniania amunicji, a nawet w czasie prób wycofania. Artyleria może wtedy zaatakować pojazd zanim ten znajdzie się na pozycjach wyjściowych.
Pole walki stało się więc znacznie bardziej przejrzyste, a ciężki pojazd znacznie trudniejszy do ukrycia. Analizy dotyczące działań w Ukrainie wskazują, że połączenie rozpoznania dronowego, minowania, artylerii i środków przeciwpancernych znacząco zwiększyło ryzyko użycia wojsk pancernych. Jest to cały system, który jest spinany przez system kierowania polem walki, a środki rozpoznania obrazowego odgrywają w nim główną rolę.
Wojna okopowa
Drugim powodem jest sposób prowadzenia obecnych działań lądowych. Ukraina znajduje się przede wszystkim w defensywie. W dodatku prowadzona jest obrona pozycyjna na głęboko urzutowanych liniach. Jeżeli oddziały piechoty utrzymują przygotowane stanowiska, umocnienia i pasy terenu, potrzeba szybkiego przemieszczania dużych grup czołgów jest znacznie mniejsza niż podczas ofensywy czy obrony manewrowej. Czołg nadal może zapewniać bardzo silne wsparcie ogniowe, ale jego podstawowa zaleta, czyli połączenie siły ognia, ochrony i mobilności, jest w tym przypadku zbędna.
W takiej sytuacji bardziej opłaca się trzymać czołg w ukryciu w lesie i wykorzystywać go wtedy, kiedy pojawia się konkretne zadanie ogniowe, niż wysyłać go regularnie w pobliże pierwszej linii. Dlatego ukraińskie czołgi mogą być używane w roli artylerii samobieżnej, do krótkich wypadów, niszczenia wykrytych stanowisk czy ewakuacji uszkodzonych pojazdów.
"NYT" zwraca uwagę, że część zachodnich czołgów jest obecnie wykorzystywana między innymi do holowania uszkodzonego sprzętu. Jest to bardzo dobre rozwiązanie w przypadku, kiedy front jest nasycony środkami przeciwpancernymi. Tam, gdzie Ukraina ma możliwość wykorzystania przewagi w działaniach manewrowych, tam faktycznie czołgi i transportery opancerzone są używane. I radzą sobie bardzo dobrze, co było widać podczas lutowego kontruderzenia na południowym froncie. Tam kolumny zmechanizowane prowadziły czołgi. W tym zachodnie.
Ten sam problem
To samo zjawisko widać po rosyjskiej stronie. Rosja ma znacznie większy zasób czołgów, ale nie widać tego na froncie. W ostatnich dwóch latach uderzali przede wszystkim siłami plutonu pancernego, czyli maksymalnie trzech czołgów. Użycie większych sił pancernych można było policzyć na palcach jednej ręki i nie zdarzyło się, żeby wykorzystano większy pododdział niż kompania. Mimo tego, że prowadzą uderzenia, starając się zdobyć teren, po doświadczeniach z pierwszych lat wojny Rosjanie zaczęli stosować czołgi bardziej selektywnie, a w wielu przypadkach wykorzystują je do prowadzenia ognia z większej odległości. Zupełnie jak to robią obecnie Ukraińcy.
Rosjanie co prawda nadal używają czołgów podczas natarć, ale ich sposób działania także się zmienił. Zamiast dużych kolumn pancernych częściej pojawiają się pojedyncze pojazdy albo niewielkie grupy pojazdów opancerzonych zbudowanych wokół plutonu czołgów, wspierające piechotę. Czołg ma dotrzeć do określonego punktu, zapewnić wsparcie ogniowe, a następnie możliwie szybko wycofać się spod obserwacji dronów. Zwłaszcza że Rosjanie mają jeszcze większy problem z systemami antydronowymi, które chroniłyby pojedynczy pojazd, niż Ukraińcy.
Rosyjski przemysł nie jest w stanie skonstruować i masowo produkować urządzenie, które potrafiłoby skutecznie zagłuszyć łączność z bezzałogowcem. Stąd na rosyjskich pojazdach pojawiają się coraz bardziej wyrafinowane konstrukcje z siatki.
Koniec czołgu?
Nie oznacza to jednak końca czołgu na froncie, choć cały czas pojawiają się takie głosy. Dzieje się to regularnie, odkąd czołg się pojawił na polu walki. Czołg nadal posiada cechy, które są niezbędne podczas wojny – odpowiednią ochronę załogi, dużą siłę ognia, możliwość prowadzenia ognia bezpośredniego i zdolność do działania w najtrudniejszym terenie, w którym lekkie pojazdy mają ograniczone możliwości. Problem polega na tym, że obecnie jego użycie wymaga znacznie większego zabezpieczenia rozpoznawczego, walki radioelektronicznej, obrony przeciw dronom, maskowania i współdziałania z innymi środkami.
Ukraińcy zresztą sami próbują znaleźć odpowiedź na ten problem. Siły Zbrojne Ukrainy rozwijają system łączący bezzałogowce, sztuczną inteligencję, systemy rozpoznania i systemy dowodzenia polem walki. Podpisane w sierpniu porozumienie z Wielką Brytanią dotyczące wykorzystania ukraińskich danych z pola walki pokazuje skalę tego projektu.
Jak widać, nikt nie chce czołgów wywalać z armii. Zmieniły się po prostu warunki ich użycia. Czołg, który przez dziesięciolecia był przede wszystkim narzędziem przełamania i prowadzenia działań manewrowych, na Ukrainie znalazł się w nowej sytuacji i musi znaleźć sobie nowe miejsce do działania.
To nie pierwszy taki przypadek w historii wojen. Podczas II wojny światowej Niemcy po kolejnych porażkach nad Wielką Brytanią wycofali Messerschmitty Me-110, wykorzystywane jako ciężkie myśliwce, ale znaleźli im miejsce jako samoloty szturmowe i przede wszystkim nocne myśliwce. Brytyjczycy z kolei po wycofaniu przestarzałych Fairey Swordfish z roli bombowców torpedowych, uczynili z nich znakomite samoloty zwalczania okrętów podwodnych.
Dlatego historia zachodnich Leopardów pozostających w ukryciu nie jest w żaden sposób zadziwiająca. Dotychczas czołgi nie spotkały się z takim polem walki. Obie strony nadal nie mogą znaleźć odpowiednich systemów obrony przed nowym zagrożeniem.
Obie armie mają czołgi, ale obie muszą bardzo ostrożnie decydować, kiedy warto je wysłać do walki i jaką rolę im przydzielić. Bo jak widać, tam, gdzie jest możliwość wykorzystania ich w sprawdzony sposób, nadal się to dzieje. Ogłaszanie śmierci czołgów jest przedwczesne.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.