Zamieszki we Francji. Władze wprowadzają godzinę policyjną
Szef rządu polecił prefektom wprowadzenie godziny policyjnej w związku z przypadkami grabieży. Jak podaje Franceinfo, środki te będą miały charakter lokalny i dotkną konkretnych dzielnic Paryża oraz innych dotkniętych zamieszkami miast.
Rząd przedstawi w ciągu dnia oficjalną mapę departamentów, których dotknie godzina policyjna. "Mamy do czynienia z bardzo zróżnicowaną sytuacją pod względem geograficznym" — wyjaśnił Lecornu. Premier określił sytuację we Francji jako "bezprecedensowe, zorganizowane zamieszki". Za chaos na ulicach obwinił "skrajnie lewicowych radykałów". Według niego rząd przeznaczy środki na odbudowę dotkniętych dzielnic, przy czym koszty te zostaną pokryte przez tych, którzy sprowokowali zamieszki.
Czytaj nas częściej w Google
Minister spraw wewnętrznych Laurent Nunez obiecał z kolei wzmocnić siły policji i żandarmerii w celu "zapobiegania aktom wandalizmu i grabieży". Nunez zaznaczył osobno, że przyszła godzina policyjna nie będzie miała wpływu na zaplanowane na ten tydzień mecze lig piłkarskich. Wcześniej szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych złożył rezygnację po masowych zamieszkach, ale prezydent kraju Emmanuel Macron jej nie przyjął.
Głowa państwa w przemówieniu do narodu 18 października stwierdziła, że władze powinny wysłuchać niezadowolonych obywateli i wyeliminować pierwotne przyczyny kryzysu, ale zasada nadrzędności prawa jest niepodważalna. "Nie wolno nam mylić uzasadnionych postulatów z przemocą i nie możemy pozwolić, by przemoc uniemożliwiła wysłuchanie tych postulatów" — oświadczył Macron.
Na tle rosnących kosztów życia i niezadowolenia z polityki społecznej władz, w tym niedofinansowania sektora edukacji, w dniach 17–18 października we Francji odbyły się zakrojone na szeroką skalę akcje protestacyjne.
Według danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych tylko 17 października rannych zostało około 1000 policjantów, z czego siedmiu odniosło poważne obrażenia. W odpowiedzi policja użyła gazu łzawiącego, pałek i armatek wodnych. Wiadomo o co najmniej 2400 zatrzymanych uczestnikach zamieszek, informuje "BBC".
Jednocześnie podobne akcje protestacyjne wybuchły już na północy Włoch. W Mediolanie, Turynie i innych miastach odbyły się demonstracje przeciwko wzrostowi kosztów życia. Protestujący również wdali się w starcia z policją, która w odpowiedzi użyła środków specjalnych. Tylko w Mediolanie odnotowano co najmniej 200 zatrzymanych.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.