Węglarczyk: Brak prawdziwych liderów to dziś największy problem Europy
Translate
Wyobraźmy sobie, że wsiadamy w wehikuł czasu i przenosimy się do Niemiec wiosną roku 1932. Niemieccy wyborcy zmęczeni nieustającym kryzysem gospodarczym zastanawiają się nad oddaniem władzy nowej, prężnej partii nazistowskiej. No tak, myśli wielu ludzi, to są awanturnicy, może i są czasem chamscy, może i czasem sięgają po przemoc, może nawet są zbyt radykalni, gdy mówią o Żydach, ale faktem jest, że dotychczasowe elity polityczne nie wiedzą, jak pomóc zwykłym ludziom i jak wyprowadzić kraj z zapaści.
Wiele z postulatów nowej europejskiej prawicy nie odbiega od tych z lat 70. i 80.: stosunkowo silna rola państwa, wspieranie krajowego biznesu, konserwatyzm społeczny. Tym, co nowe, jest ostrzejszy ton wobec takich problemów współczesności jak migracja, europejska tożsamość czy kondycja cywilizacji (...).
Europejski establishment nie odpowiada na te argumenty merytoryczną debatą, lecz próbuje je tłumić. Niemiecki "mur" [czyli zasada niewchodzenia przez tradycyjne niemieckie partie w sojusze z AfD] jest tu dobrym przykładem w skali mikro. Od początku sygnalizował, że niemieckie elity nie ufają swoim wyborcom. Teraz jest już całkiem przeciwskuteczny. Zmuszając umiarkowaną prawicę do ciągłych koalicji z lewicą, pozostawia wyborcom, którzy chcą naprawdę prawicowych rządów, tylko jedną opcję — głosowanie na AfD.
Populizm w polityce
Ale to nie znaczy, że lord Frost i, ogólnie rzecz biorąc, brytyjscy konserwatyści nie mają w ogóle racji, gdy krytykują Unię Europejską. Tak, europejscy urzędnicy są zbyt rozpasani — ich pensje są zbyt wysokie, ich uprawnienia są niejasne, a ich tempo pracy jest żółwie. Ich tłumaczenia, że Unia jest skomplikowanym mechanizmem, bo mieszają się tu rozbieżne interesy wszystkich członków, a większość decyzji wymaga konsensusu, jest oczywiście prawdą, ale warto pamiętać, że po pierwsze to sami politycy i urzędnicy tak ustawili tę maszynę, a po drugie nikt nie robi nic, by ją usprawnić, bo żadna biurokracja nigdy nie dąży do zmniejszenia i uproszczenia samej siebie.
Winston Churchill, polityk, którego najbardziej cenię w historii XX-wiecznej Europy, przez lata 30. niemal samotnie ostrzegał brytyjską klasę polityczną przed zagrożeniem ze strony niemieckiej skrajnej prawicy. Wielu mu nie wierzyło, wielu go wyśmiewało, ale mówił o tym, w co wierzył. Merytorycznie, krok po kroku, wykuwał drogę do zmiany brytyjskiej polityki, bo wierzył, że tego wymaga interes narodowy. I to dzięki niemu niemieccy żołnierze nigdy nie weszli do Londynu. Był prawdziwym liderem.
Dziś liderzy polityczni w większości po prostu podążają za tym, co przeczytają w sondażach. Najlepiej to widać na przykładzie nastrojów antyukraińskich w Polsce. Rosyjskie trolle cierpliwie nakręcały te nastroje, a malutka, ale głośna grupka polityków antyukraińskich stale waliła w ten antyukraiński bęben. Gdy sondaże zaczęły pokazywać, że wahadło poparcla dla Ukrainy zaczyna iść w drugą stronę, wyczuleni na to politycy natychmiast ruszyli w tę samą stronę, doprowadzając do coraz szybszego ruchu tego wahadła. W konsekwencji zgarnęli po drodze polityków, którzy temu trendowi, z powodu osobistych przekonań, dotąd się opierali. Symbolicznym momentem obrazującym ten mechanizm była chwila, gdy premier polskiego rządu uznał, że musi zabrać głos w sprawie młodego głupca, który wjechał za szlaban. Z powodu sondaży coś, co powinno zostać załatwione na poziomie kierownika posterunku policji, stało się sprawą wagi państwowej.
Data utworzenia:
To jest materiałPremium
Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium: