Generał Mieczysław Bieniek o działaniach Rosji: ta drabina eskalacji jest coraz większa
Gen. Bieniek: Rosjanie prowokują, ta drabina eskalacji jest coraz większa
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: X/DSNS.GOV.UA
W związku z atakiem Rosji na Ukrainę w sobotę rano w Polsce poderwane zostało lotnictwo wojskowe. To kolejny taki przypadek w ostatnich dniach.
- Niewątpliwie Rosjanie eskalują ataki na cele w zachodniej Ukrainie, na infrastrukturę krytyczną, czyli energetyczną, transportową, kolejową - mówił na antenie TVN24 generał Mieczysław Bieniek, doradca ministra obrony narodowej ds. bezpieczeństwa i były zastępca dowódcy NATO do spraw transformacji.
Jak dodał, jednocześnie Rosja eskaluje również prowokacje wobec państw NATO. - To nie tylko Polska, ale i Litwa, Łotwa, Estonia, ale również Niemcy - wymieniał, przypominając incydent na lotnisku w Lipsku. Jak ocenił, "to jest eskalacja tego napięcia podprogowego", w związku z czym Polska musi utrzymywać swoje systemy przeciwlotnicze i lotnictwo "w stanie gotowości bojowej". - Rosjanie prowokują. Ta drabina eskalacji jest coraz większa - mówił.
- To operowanie w cyberprzestrzeni, próby destabilizacji naszych systemów energetycznych, próby wtargnięcia do przestrzeni powietrznej, jak również niszczenia kabli, flota cieni. To wszystko wpisuje się w to, co nazywają Rosjanie wojną hybrydową - wymieniał. Przyznał, że "dosyć dobrze im ona wychodzi".
Dodał do tego aspekt dezinformacji i "akty wpływania na świadomość społeczną". - Nie ukrywajmy, że ludzie, szczególnie ci w rejonach blisko granicy, są w stanie napięcia. Dlatego też państwo polskie, siły zbrojne i wszystkie służby dokładają wszelkich możliwych starań, aby to bezpieczeństwo zapewnić i napięcie zmniejszyć - ocenił
Jak dodał, Rosjanie "nigdy nie zdecydują na atak konwencjonalny", ponieważ taka wojna skończyłaby się dla nich "dramatycznie". - Niemniej jednak tego rodzaju działania wpływają na nastroje - przyznał.
Bieniek o jedności politycznej w kwestii bezpieczeństwa
Bieniek przekonywał też, że w obliczu rosyjskiego zagrożenia ważne jest, aby polska klasa polityczna zachowała jednomyślność w kwestii bezpieczeństwa kraju. - To jest chyba jak w małżeństwie. Jeśli się kłócimy, jeśli się rozwodzimy, to traci na tym rodzina. My jesteśmy jedną wielką rodziną jako Polska. Nie ma sensu, żebyśmy przedstawiali różne argumenty na rzecz słupków, które nam mogą rosnąć bądź maleć - apelował.
Jak mówił, wypowiadać się ze szkodą dla bezpieczeństwa Polski w imię partykularnych interesów partyjnych mogą tylko politycy, którzy "nigdy nie widzieli okrucieństwa wojen, nie widzieli zabitych, rannych, nie widzieli przemocy, bólu i męczeństwa". - My byliśmy na tych wojnach, my widzieliśmy to - powiedział.
Przytoczył przykład krajów, "które się całkiem dobrze rozwijały, na przykład była Jugosławia". - Wojna cofnęła ten kraj o 10-15 lat - wskazał. - To jest coś takiego, co chyba najlepiej przemówi do rozumu, jak się to zobaczy - powiedział.
"Wtedy Rosja będzie 80 kilometrów od nas"
Krytycznie odniósł się też do głosów części polskiej sceny politycznej nawołujących do zmniejszenia lub zaprzestania wspierania Ukrainy. Podkreślił, że Ukraina nie broni tylko siebie, ale całą Europę. - Jeśli przegra, to nie będziemy mieli 1200 kilometrów do wojsk rosyjskich, tylko 100. A mieszkańcy Przemyśla i Rzeszowa będą mieli około 80 - mówił.
Jak dodał, "najbardziej dramatyczne" jest to, że "ci ludzie, którzy tak krzyczą z mównicy sejmowej, nigdy do tej Ukrainy nie pojechali". - Nie zobaczyli, jak oni walczą, jak chronią swoich mieszkańców, jak chronią również nas i Europejczyków. Bo ten walec rosyjski może się potoczyć dalej - mówił.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.