Dwaj strażacy nie żyją. Generałowie wskazują, co będzie dalej
To, że zginęli dwaj strażacy, sprawia, że sprawa będzie musiała być dokładnie zbadana. Wszczęte zostanie najprawdopodobniej prokuratorskie śledztwo. Tym bardziej że w związku ze zdarzeniem pojawia się wiele pytań.
Według słów komendanta głównego PSP, nadbryg. Wojciecha Kruczka, sygnał o pożarze trafił do miejscowej PSP po godzinie ósmej rano. Na miejsce ruszyły zastępy straży pożarnej. Teraz wszystkie etapy akcji będą musiały zostać dokładnie zbadane przez śledczych.
Gen. Leszek Suski: Jestem mocno zdziwiony
O zdarzeniu rozmawiamy m.in. z byłym komendantem głównym PSP, generałem brygadierem Leszkiem Suskim. Mówi on Wirtualnej Polsce, że "jest mocno zdziwiony" wejściem strażaków do pomieszczenia, jeżeli nie było zagrożenia ludzkiego zdrowia i życia. Rozpoczyna od słów, że sam wiele razy brał udział w działaniach ratowniczych i strażacy zawsze starają się uniknąć najgorszego.
– Śmierć naszego kolegi to dla strażaków wielka tragedia. Wchodzenie do takiego obiektu zawsze jest dużym ryzykiem i zagrożeniem własnego życia strażaka – mówi Wirtualnej Polsce gen. Suski.
Jak tłumaczy były komendant główny, rota (dwóch strażaków) zawsze wchodzi z nawodnioną linią gaśniczą, czyli z tym, co potocznie nazywa się "wężem" podającym wodę. Albo z linką ratowniczą, przy pomocy której strażacy mogą wyjść z zagrożonej strefy lub można wyciągnąć członków roty.
"Przyczyn mogło być wiele"
Przed pomieszczeniem powinna także czekać rota zabezpieczająca (asekurująca). Strażacy wchodzą do pomieszczenia w aparatach ochronnych dróg oddechowych (ODO). Aparat pozwala na zabezpieczenie przez 18 minut przy ciężkiej pracy, przez 30 minut przy średniej i do 40 minut przy lekkiej. ODO ma wskaźnik/manometr pozwalający kontrolować zapas powietrza oraz sygnał akustyczny ostrzegający o kończącym się powietrzu w butli.
– Jeśli rota weszła i strażacy nie mogli wyjść, to przyczyn mogło być wiele. Od zawalenia części pomieszczenia lub sprzętu nagromadzonego w magazynie, przez gwałtowne rozgorzenie, które zablokowało im drogę odwrotu. Mogło dojść do zasłabnięcia jednego ze strażaków, a drugi próbował go ratować i niestety nie udało się uratować obu – wyjaśnia były komendant główny.
PSP, jak tłumaczy, przeprowadzi analizę zdarzenia i działań ratowniczych, która musi zostać przedyskutowana na każdej zmianie służbowej we własnej jednostce ratowniczej, a w tym przypadku w każdej jednostce ratowniczo-gaśniczej PSP.
– Nie wiemy, co było tam składowane. To wszystko będzie musiało być zbadane i wyjaśnione. Tak samo jak musi zostać sprawdzone, jak było prowadzone kierowanie tym działaniem ratowniczym. Np. to, czy strażacy na pewno musieli wchodzić do budynku, czy były zachowane zasady bezpieczeństwa i prowadzenia działań ratowniczych w tego typu obiektach – wskazuje generał.
Co będzie badane? Praktycznie wszystko, od początku akcji
Na miejscu akcji działali policjanci zabezpieczający miejsce zdarzenia i działania PSP. Kiedy akcja zostanie zakończona, na miejsce wejdzie zespół prokuratorski. Sprawdzone będzie wszystko, co pozwoli na odtworzenie przebiegu feralnej akcji: od samego alarmu, przez zadysponowane na miejsce zdarzenia siły i środki, aż do przebiegu akcji gaśniczej.
– Odbędzie się sekcja zwłok, na miejsce wejdzie prokurator – mówi Wirtualnej Polsce były komendant główny PSP, nadbrygadier Andrzej Bartkowiak.
Jak tłumaczy, na pewno przesłuchany zostanie kierujący działaniami ratowniczymi. Będzie musiał przedstawić przebieg działań "minuta po minucie".
Jak wyjaśnia dalej nadbryg. Bartkowiak, konieczne będzie ustalenie, kto skierował strażaków do pomieszczenia i w jaki sposób byli zabezpieczani przez pozostałych strażaków, obecnych na miejscu, a także to, kto kontrolował monitoring i dlaczego dopuszczono do utraty kontaktu z członkami roty.
Śledczy będą musieli odpowiedzieć na pytania, dlaczego dwaj strażacy weszli do środka, kto ich tam wysłał oraz w jaki sposób byli zabezpieczeni. Zmarli strażacy byli doświadczonymi funkcjonariuszami: mowa o młodszym kapitanie i aspirancie; obaj byli wyszkoleni i winni być przygotowani do działań w tego rodzaju zdarzeniach.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.