„Ruska onuca” traci impet. Dlaczego straszenie Putinem przestaje działać?

Określenia sugerujące prorosyjskie sympatie politycznych przeciwników regularnie powracają w wypowiedziach polskich polityków. W poniedziałek poseł Prawa i Sprawiedliwości Artur Szałabawka, komentując spór dotyczący Trybunału Konstytucyjnego, retorycznie zapytał, czy Donald Tusk jest „tylko namiestnikiem niemieckim, czy przypadkiem nie jest także ruską onucą”.
To nie pierwszy taki przypadek. W czerwcu tego roku posłanka PiS Małgorzata Wassermann, zapytana, czy Grzegorz Braun jest „ruską onucą”, odpowiedziała: „Niestety tak”.
W maju 2024 roku prezes PiS Jarosław Kaczyński, odpowiadając na zarzuty Donalda Tuska dotyczące rosyjskich wpływów w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości, oskarżył obecną koalicję o realizowanie „agendy rosyjskiej”. Polskę pod jej rządami określił natomiast mianem „kondominium niemiecko-rosyjskiego”.
Podobna retoryka pojawia się również po stronie obecnej koalicji rządzącej. W październiku tego roku szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, odnosząc się do zaproszenia przedstawicieli Konfederacji Korony Polskiej na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, stwierdził: „Ja przy ruskich onucach o sprawach bezpieczeństwa Polski rozmawiać nie będę”.
W lutym ubiegłego roku posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska, komentując wypowiedź ówczesnego kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącą sytuacji Ukraińców w Polsce, napisała na platformie X: „Ruska onuca nadaje!”. Z kolei europoseł Koalicji Obywatelskiej Michał Szczerba skomentował słowa Nawrockiego: „Tonący brzytwy się chwyta. Szczuje. Kłamie. Mówi Ławrowem”.
Prof. Karwat: To insynuacja, a nie argument
Zdaniem prof. Mirosława Karwata, kierownika Katedry Teorii Polityki i Myśli Politycznej Uniwersytetu Warszawskiego, wykorzystywanie oskarżeń o prorosyjskie sympatie jako narzędzia walki politycznej nie jest nowym zjawiskiem. Występuje ono co najmniej od 2014 roku, czyli od aneksji Krymu przez Rosję i rozpoczęcia działań zbrojnych w Donbasie. Sam mechanizm jest jednak znacznie starszy i nawiązuje do historycznych sporów o polską orientację wobec Rosji.
Ekspert zajmujący się socjotechniką i mechanizmami manipulacji politycznej ocenia, że przypisywanie przeciwnikom działania na rzecz Kremla oraz określanie ich mianem „ruskich onuc” czy „pożytecznych idiotów Putina” nie świadczy dobrze o politykach stosujących takie zabiegi.
Jak wskazuje, może to pokazywać, że nie potrafią oni pokonać przeciwnika za pomocą merytorycznych argumentów ani zapanować nad własnymi emocjami.
To insynuacja, a więc przypisywanie komuś intencji, które ten ktoś niekoniecznie ma. A nawet jeśli je ma, to przecież tego nie udowodniliśmy. Po prostu wydajemy werdykt, przyklejamy etykietkę, jak na słoiku. I jesteśmy zadowoleni, bo uciekliśmy w ten sposób od odpowiedzi czy od analizy - wskazał prof. Karwat w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Według naukowca takie wypowiedzi są formą szantażu emocjonalnego, moralnego i ideologicznego. Ich celem jest postawienie przeciwnika w sytuacji, w której każda jego reakcja może zostać wykorzystana przeciwko niemu.
Stawiamy przeciwnika pod ścianą: jeśli głosisz poglądy, których nie akceptuję, albo podejmujesz działalność, którą potępiam, to nie jesteś Polakiem, tylko ruskim agentem. Albo się wycofasz, żeby uniknąć napiętnowania, albo potwierdzasz, że nim jesteś - wyjaśnił ekspert.
Polityczne bańki wzmacniają takie oskarżenia
Prof. Karwat zaznacza, że tego rodzaju retoryka może być skuteczna, ale przede wszystkim w obrębie jednej bańki informacyjnej. W spolaryzowanym społeczeństwie poszczególne środowiska często zamykają się we własnym kręgu i unikają kontaktu z odmiennymi poglądami.
Mówimy przecież o społeczeństwie spolaryzowanym, a nawet pluralistycznym. Składającym się ze środowisk i grup światopoglądowych, które zamykają się we własnym obrębie i nie chcą stykać się z informacjami ani poglądami przeciwnymi. Pielęgnują w ten sposób samozadowolenie i nagradzają wypowiedzi potwierdzające własne uprzedzenia - wskazał.
Jak dodaje, w takich grupach ludzie powielają opinie pozostałych członków wspólnoty również po to, by nie narazić się na podejrzenie o brak lojalności wobec własnego środowiska.
Nie oznacza to jednak, że obraźliwe określenia nadal mają taką samą siłę oddziaływania jak wcześniej.
Coraz więcej osób śmieszy powtarzany raz po raz epitet „ruska onuca” i będzie ich przybywać. Nawet jeśli ktoś cieszy się, że jego przeciwnik został w ten sposób poniżony, to ma przecież świadomość, że takie określenie nie zastępuje argumentów i niczego nie wyjaśnia - zwrócił uwagę prof. Karwat.
Ekspert ostrzega również przed długofalowymi konsekwencjami takiego sposobu prowadzenia sporu. Jego zdaniem wyrasta pokolenie obywateli, które nie miało okazji zetknąć się z godną, merytoryczną debatą, polemiką i rzeczową odpowiedzią na argumenty przeciwnika. Zamiast tego młodzi ludzie obserwują polityczne awantury, pomówienia i mowę nienawiści.
Dlaczego Polacy tak często odwołują się do Rosji?
Zdaniem prof. Karwata częstsze niż w innych państwach europejskich sięganie przez polskich polityków po oskarżenia o prorosyjskość ma również podłoże historyczne.
Wciąż jest w nas żywy kompleks zaborów, rusyfikacji pod zaborem rosyjskim i wojny polsko-radzieckiej. Polityka historyczna kolejnych rządów III RP uczyniła z Bitwy Warszawskiej, z Cudu nad Wisłą, jeden z koronnych elementów edukacji patriotycznej obywateli - zwrócił uwagę naukowiec.
Jak zaznaczył, znaczenie miały również doświadczenia okresu Polski Ludowej. Dominacja radziecka stopniowo słabła, ale przez lata pozostawała odczuwalna. Choć dla młodszych pokoleń są to już przede wszystkim informacje poznawane z książek, historyczne doświadczenia nadal wpływają na sposób postrzegania Rosji.
Nie tylko Polska. Oskarżenia o związki z Kremlem w całej Europie
Specjalistka w dziedzinie systemów politycznych państw europejskich dr hab. Małgorzata Myśliwiec z Uniwersytetu Śląskiego przyznaje, że podobne zabiegi retoryczne występują także w innych państwach, choć - jej zdaniem - rzadziej niż w Polsce.
Ekspertka podkreśla, że Rosja próbuje ingerować w sprawy wewnętrzne różnych europejskich państw, wykorzystując istniejące konflikty i napięcia społeczne.
Polska nie jest jedynym państwem europejskim, w którego sprawy wewnętrzne Rosja próbuje się wmieszać i doprowadzić do destabilizacji. Obserwując to, co dzieje się w Hiszpanii, Francji czy we Włoszech, nie ma wątpliwości, że wygląda to bardzo podobnie. Proces niepodległościowy w Katalonii był świetnym przykładem pokazującym, w jaki sposób Rosja pomagała w pewnych działaniach destabilizacyjnych - wskazała.
Oskarżenia o sprzyjanie Moskwie pojawiały się między innymi podczas kampanii prezydenckiej we Francji. Jak informował Reuters, w trakcie debaty przed drugą turą wyborów w kwietniu 2022 roku Emmanuel Macron zarzucił Marine Le Pen zależność od rosyjskiego prezydenta. Wskazywał przy tym na pożyczkę, którą jej ugrupowanie zaciągnęło w rosyjskim banku. Le Pen odrzuciła te oskarżenia.
W Hiszpanii podobne zarzuty formułował lider prawicowej partii Vox Santiago Abascal. W lutym 2022 roku oświadczył, że w rządzie Pedra Sancheza znajdują się „sojusznicy Putina”. Jego wypowiedź dotyczyła polityków lewicowego ugrupowania Unidas Podemos i ich związków z Grupo de Puebla – nieformalnym forum współpracy polityków lewicy i centrolewicy z Ameryki Łacińskiej i Europy. Informację tę relacjonowała hiszpańska agencja Europa Press.
We wrześniu 2022 roku ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk nazwał szefa AfD w Saksonii-Anhalt Martina Reichardta „piątą kolumną Putina”. Jak podał „The Guardian”, słowa te były reakcją na wyjazd grupy polityków AfD do Rosji oraz planowaną wizytę na okupowanym Donbasie.
Także w Wielkiej Brytanii wybuchł spór o stosunek polityków do Kremla. W czerwcu 2024 roku lider Reform UK Nigel Farage został oskarżony o usprawiedliwianie polityki Władimira Putina. Powodem był jego wywiad dla BBC, w którym stwierdził, że rozszerzanie NATO i Unii Europejskiej na wschód sprowokowało Rosję do inwazji na Ukrainę.
Ówczesny premier Rishi Sunak zarzucił mu prowadzenie polityki ustępstw wobec Moskwy, a były lider Partii Pracy Keir Starmer ocenił, że wypowiedzi Farage'a służą Putinowi. Polityk Reform UK odpowiedział, że nie jest apologetą rosyjskiego prezydenta.
Dr hab. Myśliwiec zwraca uwagę, że Polska znajduje się w szczególnej sytuacji ze względu na swoje położenie geopolityczne. Nie oznacza to jednak, że inne państwa europejskie nie mają doświadczeń współpracy politycznej z Rosją.
Wystarczy przypomnieć działania Marine Le Pen czy fakt, że w Hiszpanii separatyzmy terytorialne na peryferiach kraju mają w dużej mierze skrajnie lewicowe podłoże ideologiczne. Ich relacje z Rosją utrzymywane były przez lata, dlatego wskazywanie dziś na intencjonalne działania nie jest pozbawione podstaw - wyjaśniła.
Rosja wspiera tych, którzy dzielą społeczeństwa
Na mechanizmy wykorzystywane przez Moskwę zwraca uwagę również dr Jakub Olchowski z Katedry Bezpieczeństwa Międzynarodowego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, analityk Zespołu Wschodniego Instytutu Europy Środkowej.
Jego zdaniem rosyjskie działania informacyjne nie ograniczają się do wspierania określonego nurtu ideologicznego. Najważniejsze jest podsycanie konfliktów i pogłębianie podziałów społecznych.
Rosyjska machina kognitywna wspiera wszystko, co może spolaryzować europejskie społeczeństwa. Wszystko jej jedno, czy będzie wspierać siły określające się jako patriotyczna prawica jak w Polsce np. środowisko Grzegorza Brauna czy Konrada Berkowicza, czy skrajna lewica, komuniści lub środowiska ekologiczne, o ile te są dostatecznie ekstremistyczne. Te u nas może nie są zbyt silne, ale w Grecji, Francji czy Niemczech wygląda to już inaczej - powiedział ekspert.
Dr Olchowski zauważa również, że choć wciąż można mówić o ogólnej zasadzie, zgodnie z którą nieufność wobec Rosji jest większa w państwach położonych bliżej jej granic, to nastawienie Polaków do Moskwy nie jest już tak jednoznacznie negatywne jak kilka lat temu.
W jego ocenie osłabia to skuteczność oskarżeń o agenturalność i prorosyjskie sympatie.
Caryca Katarzyna Wielka miała podobno powiedzieć, że „Polaków nie trzeba podbijać, wystarczy ich skłócić”. Mam wrażenie, że „argumentum ad Putinum”, czyli stwierdzenie, że jest się agentem Putina jeszcze kilka lat temu było terminalne. Teraz już nie ma takiej siły oddziaływania. Wynika to z faktu, że mamy dziś w Polsce otwarcie prorosyjskie środowiska, które wcale się tego nie wstydzą i których narracje sprzedają się całkiem nieźle - podsumował dr Olchowski.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.