2027 rokiem Szuchewycza? Ministra: Zrujnował wszystko, co było zbudowane

- Uchwała w sprawie Szuchewycza spowolniła rozmowy z Kijowem. Wiceministra Magdalena Sobkowiak-Czarnecka powiedziała w Teraz WP, że jeszcze przed decyzją lwowskiej rady obwodowej umowa "migi za drony" była bliska finału. Teraz tempo rozmów jest "dużo wolniejsze", a powrót do dobrego klimatu wymaga wycofania się Ukrainy z uchwały.
- Chińska technologia to według niej "ogromne zagrożenie". Wiceministra chwaliła mechanizm SAFE za eliminowanie chińskich komponentów z zakupów dla wojska. Gdy zapytano ją, czy do jednostek można wnosić chińskie smartfony, odpowiedziała, że nie wie.
- Wiele pytań zostało bez odpowiedzi, kilka wypowiedzi rozgrzało sieć. Sobkowiak-Czarnecka nie mówiła o liczbie nowych schronów, rosyjskim satelicie, ofensywnych zdolnościach cyber ani lokalizacji stałej bazy USA. Najwięcej emocji wywołała jej deklaracja, że chce końca anonimowości w internecie.
DLA CIEBIE
Fiat na targach - przegląd modeli i nowości
DLA CIEBIE
"To jest znowu wykorzystywanie historii do podziału"
Rok 2027 ma być w obwodzie lwowskim rokiem Romana Szuchewycza, dowódcy UPA odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków na Wołyniu. Uchwałę przyjęła rada obwodowa, a nie miejska. Prowadzący program Zbigniew Parafianowicz podkreślał to, bo część komentatorów przypisała decyzję merowi Lwowa Andrijowi Sadowemu. Za inicjatywą stoi Światosław Szeremeta, polityk Europejskiej Solidarności Petra Poroszenki, który ma zakaz wjazdu do Polski.
— Ta decyzja jest dla mnie zupełnie niezrozumiała i ona faktycznie przyszła w takim momencie, gdzie te relacje stały się już z powrotem bardzo dobre — mówiła w Teraz WP Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Przypomniała, że uchwała zapadła tuż po spotkaniu prezydenta Wołodymyra Zełenskiego z premierem Donaldem Tuskiem. — To jest znowu wykorzystywanie historii do podziału, a nie do współpracy — dodała.
Wiceministra wpisała sprawę w szerszy kontekst działań Rosji, której celem jest jej zdaniem zniechęcenie świata do pomocy Ukrainie. Parafianowicz dopytywał więc, czy Szeremeta odgrywa rolę "quasi-agenturalną". — To na pewno nie jest działanie, które ma polepszyć sytuację Ukrainy — odpowiedziała. Jej zdaniem uchwała "tylko i wyłącznie zrujnowała wszystko to, co było dotychczas zbudowane". Dobrym sygnałem nazwała reakcję ukraińskiego MSZ, które zapowiedziało, że decyzja nie wejdzie w życie.
Parafianowicz się z nią nie zgodził. Zwracał uwagę, że relacje polsko-ukraińskie schładzają nie anonimowe "trolle Putina", tylko politycy z nazwiskiem, z głównego nurtu ukraińskiej polityki.
Migi za drony. "Gdybyśmy rozmawiali wczoraj przed 16:00…"
Uchwała uderzyła w konkretne negocjacje. Polska od miesięcy rozmawia z Kijowem o przekazaniu migów w zamian za ukraińskie drony. – Gdybyśmy rozmawiali wczoraj przed godziną 16:00, to powiedziałabym panu, że ta sprawa idzie bardzo dobrze – przyznała wiceministra. Od tego momentu, jak mówiła, "tempo rozmów nad różnymi projektami jest dużo wolniejsze".
Co musiałoby się stać, żeby wróciły na dawne tory? – W poniedziałek definitywne ucięcie i zakończenie sprawy. Powiedzenie: to był błąd, nie ma tego, wycofujemy się – wyliczała. Nie chciała jednak powiedzieć, jakie drony Ukraina miałaby przekazać. Nie odpowiedziała też, czy Polska mogłaby uzależnić dalsze dostawy pocisków do Patriotów od rezygnacji z roku Szuchewycza.
Chiński robot i chińskie smartfony
Rozmowa zaczęła się od żartu. Po stole studia wędrowała biedronka, a prowadzący wyrazili nadzieję, że to nie "chiński nanorobot podsłuchujący". Do Chin wrócił później Marek Magierowski. Pytał o drony z chińskimi komponentami, robota wprowadzonego do jednej z baz Marynarki Wojennej i zakaz wjazdu chińskich aut do jednostek wojskowych.
Wiceministra przyznała, że zalew chińskiej technologii jest "ogromny". Jak mówiła, wielu użytkowników nie zdaje sobie sprawy, ile informacji o swoim życiu udostępnia Chińczykom. Życie cywilne zostawiła jednak na boku, bo nie ma na nie wpływu. W wojsku pomaga, jak to ujęła, "tak znienawidzony przez wszystkich mechanizm SAFE", który wymaga, by w kupowanym sprzęcie nie było chińskich części. – Pamiętam, jak dyskutowaliśmy nad niektórymi produktami. Nie, bo jest za duży komponent chiński – opowiadała.
Skoro chińskimi autami nie można wjechać do jednostki, to czy można tam wnieść chiński smartfon? – Nie odpowiem panu na to pytanie, bo nie wiem – przyznała. – Na pewno jest decyzja o tym, że nie można wjeżdżać z żadnymi pojazdami.
"Pozdrawiam wszystkich moich hejterów"
Sobkowiak-Czarnecka kilka razy sama odnosiła się do tego, co piszą o niej w sieci. Zapowiadając poniedziałkowy wyjazd do Berlina, rzuciła: – Pozdrawiam wszystkich moich hejterów. Ironizowała też, że gdy ktoś mówi o "sejfie" zamiast o SAFE, to ona "już wie, jaką telewizję ogląda". Krytykowała internautów, którzy, "siedząc przy swoim tablecie" wiedzą lepiej od dowódcy operacyjnego, czy zestrzeliwać obiekty nad Polską.
Najmocniej wybrzmiała deklaracja, którą, jak zaznaczyła, złożyła publicznie po raz pierwszy. – Absolutnie jestem za zakończeniem anonimowości w sieci – powiedziała. Uzasadniała to groźbami karalnymi, które dostają osoby pełniące najwyższe funkcje w państwie, oraz rosyjską dezinformacją. Parafianowicz oponował. Przypomniał, że autora gróźb wobec premiera i ministra Władysława Kosiniaka-Kamysza udało się namierzyć i zatrzymać, a więc państwo ma już do tego narzędzia.
"Nie odpowiem panu na to pytanie"
Takich zastrzeżeń było w rozmowie więcej. Na pytanie, ile schronów wybudowano w Polsce w ostatnich trzech latach, odpowiedziała, że to kompetencja MSWiA. O rosyjskiego satelitę, który zbliżał się do satelity wykorzystywanego przez Polskę, odesłała do wiceministra Cezarego Tomczyka. – Powiem tak, co może politycy rzadko mówią: nie wiem – przyznała.
Nie potwierdziła, czy polskie wojska cyber mają zdolności ofensywne ani czy na krótkiej liście lokalizacji stałej bazy USA są Powidz i Poznań. Nie chciała spekulować o dronie, który przeleciał nad Polską i spadł na Litwie, choć mieszkańcy nie dostali wtedy alertu. Nie powiedziała też, czy Polska szuka pocisków balistycznych w Turcji, dlaczego nie podjęto współpracy z ukraińskim Fire Pointem ani jak układa się współpraca z Izraelem. W tej ostatniej sprawie odesłała do ministra Radosława Sikorskiego.
Kilka konkretów jednak padło. Gwarancja, że USA uzupełnią przekazane Ukrainie pociski do Patriotów, jest według wiceministry "na piśmie". Strategia bezpieczeństwa narodowego ma zostać przyjęta jeszcze w tym roku. Polska nie ma ani jednego bojowego drona morskiego. Wiceministra ujawniła też, że w Waszyngtonie zaproponowała budowę fabryki pocisków do Patriotów w Polsce zamiast na Ukrainie.
— Są informacje, które mam, ale którymi nie mogę się dzielić — tłumaczyła. Gdy Parafianowicz po raz kolejny dopytywał o kulisy, skwitowała: — Nic pan się nie poddaje z zadawaniem pytań, na które wie pan, że nie mogę panu odpowiedzieć.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.