Wielki spór o unijny budżet. Trzy kraje nie chcą pomagać Ukrainie
Planowana dodatkowa pomoc finansowa dla Ukrainy powoduje spór wewnątrz Unii Europejskiej. Według Politico Węgry, Czechy i Słowacja nie chcą uczestniczyć w finansowym zabezpieczeniu nowego kredytu UE. Żądanie to spotkało się z ostrą krytyką w niemieckich kręgach dyplomatycznych — m.in. dlatego, że te trzy kraje jednocześnie domagają się znacznego finansowania z unijnego budżetu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Ta absurdalna sytuacja po raz kolejny pokazuje, jak bardzo niektórzy są oderwani od rzeczywistości, jeśli chodzi o budżet UE — powiedział niemiecki dyplomata w rozmowie z Politico. Jego zdaniem żądanie wyłączenia z pomocy dla Ukrainy nie da się pogodzić z żądaniem większych środków na wsparcie regionalne.
— Jak ktoś może poważnie myśleć, że nasi podatnicy będą gotowi przekazać choćby jedno euro więcej na fundusze spójności tym, którzy odmawiają udziału w odpieraniu największego zagrożenia dla bezpieczeństwa nas wszystkich? — pytał dyplomata.
Chodzi o dodatkowe potrzeby finansowe Ukrainy na przyszły rok. Łącznie Kijów ma otrzymać kolejne 70 mld euro. Z tej sumy partnerzy, tacy jak Kanada i Japonia, mogliby pokryć około 25 mld euro, a Europejczycy mają udzielić kredytu do 45 mld euro.
Bułgaria również odmawia udziału
W ubiegłym tygodniu premier Bułgarii Rumen Radew odrzucił udział swojego kraju w nowej pomocy finansowej: — Bułgaria w żaden sposób nie może być zaangażowana w te 70 mld — powiedział dziennikarzom, cytowany przez bułgarską agencję prasową BTA.
Radew podkreślił, że w przeciwieństwie do Węgier, Czech i Słowacji, Bułgaria uczestniczyła w zatwierdzonej w ubiegłym roku pożyczce unijnej na 90 mld euro na lata 2026 i 2027. Wyjaśnił, że wojna wyczerpuje europejskie gospodarki i prowadzi do napięć społecznych oraz politycznej niestabilności. Jednocześnie zaapelował o jak najszybsze zakończenie wojny. — Rozstrzygnięcie nie zostanie osiągnięte środkami militarnymi — powiedział.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.