"Kwas czy młotek?". Jak międzynarodowy kartel skorumpował ukraińskie służby
Ciąg dalszy operacji "Kartagina", który opublikowały organy antykorupcyjne, zszokował Ukrainę. To nie jest historia tylko o korupcji na wyższych szczeblach władzy, ale o służbach, które pracowały dla międzynarodowego kartelu założonego przez Rosjan.
- Grupa skorumpowanych funkcjonariuszy SBU zapewniała "kryszę" (parasol ochronny) dla sieci ponad 50 nielegalnych call center kontrolowanych przez rosyjską organizację przestępczą.
- Centra na masową skalę okradały mieszkańców Ukrainy oraz państw Unii, podszywając się pod banki, policję czy brokerów inwestycyjnych.
- W zamian za umarzanie śledztw i ostrzeżenia przed nalotami, właściciele "biur" płacili skorumpowanym urzędnikom i funkcjonariuszom stałe miesięczne stawki.
- Z ustaleń NABU wynika, że parasol ochronny służb chronił zorganizowaną przestępczość narkotykową, m.in. powiązaną z rosyjskim kartelem Chimprom.
- Jedną z kluczowych postaci w grupie był rosyjski boss narkotykowy o pseudonimie "Meksykanin".
Po tym, jak we wrześniu prokurator generalny Rusłan Krawczenko uciekł z Ukrainy pod osłoną nocy, dla wielu było jasne, że to dopiero początek wielkiej afery.
Przypomnijmy, że wówczas Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) oraz Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) opublikowały wyniki operacji "Kartagina". W zamian za stałe wpłaty biuro prokuratora generalnego zapewniało "kryszę", czyli ochronę sieci call center, w których oszuści, podszywając się pod skarbówkę czy policję, wyłudzali miliony. Ofiarami padali głównie Rosjanie, ale również Ukraińcy oraz obywatele UE i USA.
Część podejrzanych trafiła do aresztu, ale Krawczenko – choć do dziś nie usłyszał zarzutów – w dość dziwnych okolicznościach wyjechał z kraju i obecnie ukrywa się w Wiedniu.
WIDEO
Akcja w laboratorium narkotyków na Litwie. Pomogli polscy policjanci
WIDEO
– Już wtedy można było się domyślić, że to tylko kwestia czasu, kiedy NABU i SAP przyjdą do Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) oraz policji – mówi Julia Zabelina, komentatorka polityczna.
Dlaczego akurat tam? Odpowiedź jest prosta – zbudowanie rozległej sieci call center bez udziału służb byłoby niemożliwe. Spodziewano się więc, że posypią się kolejne zarzuty, ale opublikowany właśnie dalszy ciąg śledztwa zszokował i sprawił, że wielu w Ukrainie poczuło "powiew" lat 90.
Według NABU i SAP za siecią stał Chimprom, międzynarodowy kartel założony przez Rosjanina. Oprócz scamu kartel sprzedawał narkotyki, podrabiał pieniądze, porywał oraz katował ludzi na zlecenie. Tę przestępczą działalność zabezpieczały wtyki w kierownictwie SBU oraz policji.
Operacja "Kartagina" już została okrzyknięta jednym z największych i najbardziej niebezpiecznych śledztw, które do tej pory przeprowadziły NABU i SAP. I choć operacja nie dotyczy stricte korupcji, jej skutki mogą być większe niż dotychczasowe afery polityczne.
Rosyjski Pablo Escobar
Pod koniec 2023 r. SBU chwali się sukcesami. Od początku pełnoskalowej inwazji zlikwidowała ponad 60 ugrupowań, które "planowały przekształcić Ukrainę w bramę tranzytową narkotyków do UE".
Na liście łupów SBU są również komórki należące do kartelu Chimprom.
Nazwa tej organizacji przestępczej jest dobrze znana w całej Europie. Chimprom jest jednym z największych klanów w Rosji, słynącym z zamiłowania do obcinania palców swoim współpracownikom za każde przewinienie. Kontrolował dużą część produkcji i zbytu syntetycznych narkotyków, w tym bardzo niebezpiecznej i silnie uzależniającej substancji Alfa-PVP. Potocznie jest nazywana kryształem, flakką lub solą. Nie jest tajemnicą, że działalność kartelu od początku była nadzorowana przez rosyjskie służby, co też potwierdziły właśnie opublikowane taśmy NABU i SAP.
Po roku 2017, kiedy w Rosji doszło do fali aresztowań, główni bossowie kartelu przenieśli się do Ukrainy. Jak podkreślała sama SBU, od 2014 r. na polecenie rosyjskiej FSB Chimprom rozwijał swoją sieć w Ukrainie. W listopadzie tegoż roku Jehor Burkin, prawdopodobny założyciel Chimpromu, znany w kręgach kryminalnych jako "Meksykanin", otrzymał ukraińskie obywatelstwo.
Już wtedy krążyły plotki, że Rosjanie budują w Ukrainie imperium narkotykowe dzięki "kryszowaniu" na najwyższych szczeblach.
– Kiedy była mowa o Chimpromie, każdy wiedział, że to zbyt poważna struktura, by ją ruszać – mówi Julia Zabelina.
Według NABU i SAP dopiero po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji kartel osiągnął szczyt, ponieważ zyskał pełną bezkarność przy wsparciu służb.
Scam na policjanta
O tym, że Dnipro stało się stolicą call center, było wiadomo już po 2014 r. To wtedy w Ukrainie pojawiły się pierwsze scam-centra. Ale dopiero inwazja spowodowała, że rozprzestrzeniły się po całym kraju.
Początkowo oszukiwano głównie Rosjan. Jak opowiada w rozmowie z Wirtualną Polską 18-letni Artem, pracownik jednego z kijowskich call center, zanim zaczął wykonywać telefony, musiał ćwiczyć z lektorem.
– Uczyli nas, jak wyeliminować ukraiński akcent, by Rosjanie nie zorientowali się, że to oszustwo – opisuje chłopak.
Później, podając się za pracownika skarbówki lub przedstawiciela FSB, wyłudzał dane albo przelewy w kryptowalutach. – Jedna kobieta przelała nam dwa miliony rubli (ok. 100 tys. zł – red.) – mówi Artem.
W czasach, gdy średnia pensja w Ukrainie wynosiła 3 tys. zł, Artem zarabiał około 10–12 tys. zł miesięcznie. W dodatku dostał bezpłatne mieszkanie "służbowe" na nowo wybudowanym osiedlu. Pozostałe mieszkania w jego klatce schodowej były zajmowane przez innych pracowników call center.
– Atmosfera przypominała sceny z filmu "Wilk z Wall Street". To były łatwe, duże pieniądze, adrenalina oraz szalone imprezy z alkoholem i narkotykami – mówi Artem.
Kiedy ostatecznie wylądował na odwyku, szefowie "biura" wydzwaniali do jego matki, by dowiedzieć się, dlaczego nie przychodzi do pracy.
Z czasem biura zaczęły oszukiwać również Ukraińców oraz obywateli UE i USA. Co jakiś czas policja i służby informowały o rozbiciu lub zatrzymaniu grupy oszustów. Z materiałów śledztwa NABU i SAP wynika jednak, że pod lupę śledczych trafiały "biura" konkurencji lub tych, którzy odmawiali płacenia haraczu.
Matematyka była prosta. Kartel Chimprom koordynował działalność co najmniej 52 call center, zatrudniał 2700 osób. Od każdego biura SBU pobierała siedem tysięcy dolarów miesięcznie. Pieniądze wpływały w kryptowalucie do piątego dnia każdego miesiąca.
Łatwo policzyć, że co miesiąc do kieszeni generałów SBU wpływało co najmniej 360 tys. dolarów w kryptowalucie.
Kwasem i młotkiem
Żeby rozwinąć działalność kartelu na Ukrainie, "Meksykanin" potrzebował kogoś, kto umożliwiłby mu dostęp do urzędników na najwyższych szczeblach. Tak w tej historii pojawia się Andrij Osipow, ps. "Kryminał".
Jest to postać dobrze znana w półświatku. Miał trzy wyroki skazujące za rozbój, kradzież samochodu oraz chuligaństwo. "Kryminał" miał więc barwną kartotekę, ale miał coś cenniejszego – kontakty w służbach.
Według NABU Andrij Osipow pochodzi z Korostyszewa w obwodzie żytomierskim, podobnie jak Wasyl Maluk, który od 2023 r. do stycznia 2026 r. był szefem SBU. Sam "Kryminał" określał Maluka "korostyszewskim chuliganem, który wiele osiągnął".
Wykorzystując swoje powiązania, "Kryminał" szybko wybudował kanały przekazywania łapówek. Mechanizm działał jak w zegarku: przelew, potwierdzenie, lista adresów, pod którymi SBU się nie pojawi.
Oprócz call center kartel Jehora Burkina "Meksykanina" otwiera w marcu 2025 r. sieć sklepów z upominkami – U420. Pod tą przykrywką sprzedaje jednak narkotyki zawierające syntetyczne kannabinoidy. Żeby obejść prawo, kartel miesza różne składniki i w końcu otrzymuje substancję, która formalnie nie podlega zakazowi.
Żeby nie dopuścić do zmiany w prawie, która zamknęłaby "okienko" i wiązałaby się ze zniszczeniem całego towaru oraz koniecznością zmiany receptury, "Meksykanin" prosi "Kryminała" o podkupienie ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Ihora Kłymenko.
Innym razem chce, by umówiono mu spotkanie z Dawidem Arachamią, szefem frakcji Sługa Narodu, złośliwie nazywanym z powodu dużych wpływów "dyrektorem parlamentu". Tematem rozmowy ma być legalizacja marihuany w Ukrainie.
Plany jednak biorą w łeb, gdy wiosną 2026 r. znany ukraiński serwis Bihus.Info publikuje własne śledztwo o sklepach U420. "Kryminał" i "Meksykanin" wiedzą o publikacji z wyprzedzeniem. Zastanawiają się, czy zaproponować redaktorowi naczelnemu Denysowi Bihusowi pieniądze, czy potraktować go kwasem.
"Ja to porządnie załatwię, bo ten szczur, jeśli dzisiaj nic o nas nie nakręci, to znaczy, że nakręci za pół roku. A jak oblejemy mu mordę kwasem, niech sobie ze swoim strasznym wyglądem kręci filmy dla swoich dzieci" – mówi na nagraniu jeden z członków kartelu.
Kiedy śledztwo zostaje opublikowane, wybuchają skandal oraz protesty, na czele których staje weteran. Jeden z członków kartelu ze wściekłością pyta szefa, co będzie lepsze: "Młotki czy kwas? Kwas spowoduje niepotrzebny rezonans, ale z chęcią bym go użył".
W końcu zostawiają w spokoju dziennikarzy i aktywistów, ale katowanie oraz porwania dla okupu są stałą składową dochodów kartelu. NABU i SAP publikują dwa wstrząsające nagrania. Na jednym ofiara wychodzi z siłowni, kiedy zostaje napadnięta przez zamaskowanych mężczyzn. Na drugim leży już ze związanymi rękoma, a napastnicy tłuką ją młotami.
Później "Meksykanin" zapyta jednego z wykonawców:
– Martwię się, czy nie za mało oberwał?
Tamten uspokaja szefa, że nie wszystko trafiło na wideo, ale ofiara miała "nogi jak szmatki".
Polityczna ręka
Według NABU i SAP kartel czuł się absolutnie bezkarny. Miał wsparcie biura prokuratora generalnego, SBU oraz policji.
Ludzie "Meksykanina" mieli dostęp do baz danych oraz do kamer systemu "Bezpieczne Miasto", co pozwalało im zbierać wszystkie informacje o swoich ofiarach oraz planować napaści. Co więcej, "Konsultant", czyli zastępca naczelnika wydziału kryminalnego w obwodzie kijowskim, osobiście nadzorował ewakuację przestępców z miejsc zbrodni, uprzedzał o ewentualnych przeszukaniach oraz o tym, kiedy ofiary składały zawiadomienia na policji.
Najbardziej jednak zastanawiające są kontakty kartelu oraz SBU. Bezpośredni kontakt z Chimpromem utrzymywał Serhij Duka, pierwszy zastępca szefa departamentu ds. ochrony państwowości narodowej SBU. Głos jego szefa Antona Krawczuka nie jest zarejestrowany na taśmach, ale prawdopodobnie również i on jest uwikłany w ten układ.
Obaj kiedyś znajdowali się w najbliższej orbicie byłego już szefa SBU Wasyla Maluka.
– Duka zawdzięcza swoją błyskotliwą karierę właśnie Malukowi – mówi Julia Zabelina.
Wiadomo też, że Duka i jego przełożony Krawczuk osobiście odpowiadali za atak na NABU i SAP w lipcu 2025 r. Wtedy SBU przeprowadziła 50 przeszukań w domach detektywów, a część nawet aresztowano. Krążą pogłoski, że właśnie za to Duka miał dostać stopień generała.
Ale po zwolnieniu Maluka, Duki i Krawczuka "przysięgli" na wierność nowemu p.o. szefa SBU – Ołeksandrowi Pokładowi, którego namaścił osobiście Wołodymyr Zełenski.
– Duka był "polityczną ręką" u Maluka, a potem pełnił identyczną funkcję u Pokłada. Odpowiadał za ataki na antykorupcyjne organy oraz na dziennikarzy śledczych – podkreśla Zabelina.
Generał w kajdankach
W lipcu 2026 r. Duka poinformował kartel, że rekomenduje "zwijać interes", jeśli chodzi o call center. Prezydent Zełenski wtedy osobiście wydał polecenie, by wzmocnić kontrolę nad tym procederem. Po naradzie w biurze prokuratora generalnego kartelowi przekazano, że od teraz ochrony nie będzie i prowadzą biznes na własne ryzyko.
W tym samym czasie dzieje się coś, co w mediach przechodzi bez echa. Mianowicie NABU zatrzymuje "Kryminała". Znajdują u niego legitymację SBU. Zarzuty jednak dotyczą wyłudzenia łapówki w wysokości miliona dolarów od obywatela Rosji, by uchronić go przed ekstradycją z Ukrainy.
Ci, którzy wiedzieli, jaką rolę przez lata odgrywał "Kryminał", mieli świadomość, że jeśli NABU odblokuje jego telefon, poleci niejedna głowa.
Duka też to rozumiał. Kiedy nad ranem 4 listopada NABU stanęło przed jego domem, nie zamierzał jednak współpracować. Według relacji Ołeksandra Abakumowa, szefa wydziału śledczego NABU, jeden z detektywów próbował przeskoczyć przez ogrodzenie, ale skierowano na niego broń z laserowym celownikiem.
Duka w tym czasie wybiegł na balkon i zaczął niszczyć młotkiem telefony oraz twardy dysk. Chwilę później na miejscu pojawili się inni uzbrojeni przedstawiciele SBU, którzy ewidentnie mieli zamiar "odbić" generała. Dopiero po przybyciu na miejsce adwokatów i kilku rundach negocjacji Duka został zatrzymany.
Rosyjski ślad
Do tej pory w związku z drugą częścią operacji "Kartagina" zarzuty usłyszało pięć osób. To jednak dopiero początek sprawy, która może jeszcze mocniej wstrząsnąć Ukrainą.
Komentatorzy z goryczą powtarzają, że cała sprawa jest jak flashback z lat 90. Ale też jest gorzkim przypomnieniem tego, co przez lata przedstawiała sobą SBU, a była jedną z najbardziej skorumpowanych i spenetrowanych przez Rosję struktur. Jej postrzeganie zmieniło się po wybuchu pełnoskalowej inwazji, kiedy bojowe oddziały SBU zaczęły wykonywać brawurowe zadania na froncie.
Sam Maluk zasłynął zresztą jako bohater wojenny po zuchwałej operacji "Pajęczyna" na terytorium Rosji. Jego zwolnienie zostało bardzo źle odebrane w Ukrainie.
– Opublikowane przez NABU materiały ze śledztwa rzucają zupełnie inne światło na przyczyny jego zwolnienia – mówi Julia Zabelina. – Zarówno Malukowi, jak i Pokładowi ciężko będzie się wytłumaczyć z tego, że nie widzieli, co się dzieje w ich najbliższym otoczeniu.
Na taśmach opublikowanych przez NABU "Meksykanin" wprost mówi o swojej współpracy z rosyjską FSB. Ten fragment najbardziej bulwersuje na tle ostatnich wydarzeń pod Kijowem, gdzie rosyjskie służby próbowały zorganizować za pomocą opłaconych prowokatorów zamieszki przeciwko rzekomej "komnacie tortur", gdzie mieli trzymać zmobilizowanych.
– Rosjanie planowali tę akcję z wyprzedzeniem. Proponowali wojskowym pieniądze za udział w proteście. Chciałoby się zapytać, jak służby i wywiad mogły to przegapić? – mówi Zabelina.
Czy teraz polecą głowy na najwyższym szczeblu? To nadal pozostaje pytaniem otwartym. Na razie Oleksandr Pokład zwolnił "dwie osoby uwikłane w aferę". Prawdopodobnie chodzi o Dukę i Krawczuka. Ale o zwolnieniu samego Pokłada na razie nie ma mowy.
– W biurze prezydenta takiego scenariusza nawet nie omawiają. Ławka rezerwowych jest zbyt krótka, a sam Pokład wygodny dla prezydenta. W odróżnieniu od swoich poprzedników raportuje bezpośrednio do Zełenskiego – wyjaśnia Zabelina.
Operacja jednak z pewnością będzie mieć dalszy ciąg. I należy spodziewać się, że w najbliższym czasie dojdzie do kolejnych aresztowań.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.