ESPNRice bests Boone's belief by slugging homers 40, 41ESPN DeportesPortugal y CR7 debutan en la Nations LeagueBollywood HungamaSajid Nadiadwala’s Nadiadwala Grandson seals 11-month Andheri office space deal; pays Rs. 55 lakhs upfrontDaily MaverickLedgers of femicide: Why SA men think they’re the exceptionDigital SpyEastEnders confirms big Ash Panesar twist - here's what she's hidingAnime News NetworkCrunchyroll Screens Dive in Wonderland Film on November 16 in U.S. as Part of Anime Nights ProgramDeadlineApple TV Comedy ‘Protective Custody’ Rounds Out Cast With Five More AdditionsBillboardHere Are the Performers & Presenters for the 2026 VMAsPinkvillaAvengers Endgame Encore India Final Advance Booking: Marvel film sells 85,000 tickets in National Chains, eyes good startSportstarPortugal vs Wales LIVE SCORE - Cristiano Ronaldo almost scores in UEFA Nations League; POR vs WAL updatesWirtualna PolskaDwulatek wypił chemię budowlaną. Interweniował LPRCollider11 Years Later, This Forgotten 8-Part Fantasy Feels Like It Was Made To Be Binged
The Daily Newsstand · Free, Always
Thursday, September 24, 2026

Błąd nie oznacza zła [OPINIA]

Translate

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Monika Horna-Cieślak, o czym pisałem dla Wirtualnej Polski, moim zdaniem nadużyła władzy i niezależnie od swojej argumentacji zachowała się ponad-standardowo wobec rodziców dziecka. Jej decyzje i działania realnie zaszkodziły dziecku i naruszyły zaufanie do instytucji państwowych, a - wiele na to wskazuje - były także złamaniem reguł prawnych. I nie zmienia tego fakt, że rodzina miała niebieską kartę czy to, że sądy - jej zdaniem - działały zbyt opieszale. Owszem to wyjaśnia jej motywy, ale wcale nie sprawia, że jej model działania stał się bardziej uzasadniony.

DLA CIEBIE

30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii

Od tej – dość jasno wyłożonej przeze mnie (i wielu innych komentatorów) tezy – do oskarżenia o to, że jest "złym człowiekiem" (o czym mówił i pisał Krzysztof Stanowski, a przed czym bronił jej Piotr Trudnowski) jest jednak dość daleka droga. Ludzie nie muszą być źli, by się mylić, popełniać błędy czy nawet nadużywać władzy; dobrzy ludzie, niekiedy kierując się dobrymi intencjami, czynią zło, a niekiedy dobrymi intencjami – jak mówi polskie przysłowie – jest piekło wybrukowane. Świat i ludzkie działania są o wiele bardziej skomplikowane, niż chcieliby internetowi populiści.

Z chrześcijańskiego punktu widzenia zaś - warto to niezmiennie przypominać, bo to jest dobra antropologiczna zasada - człowiek w ogóle nie ma takiego wglądu w innego, jego motywacje, zaangażowanie czy "serce", by to oceniać. Taką ocenę może przeprowadzić tylko Bóg, bo jedynie On ma wgląd w tajemnicę człowieka. Każdy inny tego rodzaju osąd jest niezgodny z Ewangelią, w której jasno powiedziane jest, byśmy nie sądzili innych. "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą"(Mt 7,1) - mówi Jezus do uczniów.

Ale zostawiając na boku religię, warto zauważyć, że tego rodzaju oskarżenia w istocie uniemożliwiają poważną rozmowę i debatę, a nawet zrozumienie drugiego człowieka. Jeśli po drugiej stronie jest "zły człowiek", to nie ma żadnych powodów, by słuchać jego argumentacji, by spróbować zrozumieć jego decyzje (nawet polemizując z nimi) czy spróbować zmienić jego myślenie. Obelga unieważnia nie tylko jego działania, ale i jego samego. Wyklucza go z debaty i oznacza w istocie odrzucenie wszystkiego, co za nim stoi, bo ze złem nie da się dyskutować.

Kłopot z takim rozumowaniem jest taki, że w efekcie przestajemy dostrzegać to, co w działaniu kryło w sobie nie tylko coś prawdziwego, ale i coś dobrego. Przemoc wobec dzieci jest zła i trzeba na nią reagować, co rzeczniczka zrobiła. Obojętność także nie jest dobra, a z całą pewnością Monika Horna-Cieślak nie jest obojętna. I wreszcie o tym, jak reagować w takich sytuacjach, trzeba rozmawiać, a nie unieważniać samą reakcję przez uznanie, że to czyn osoby złej.

Ale to nie wszystko, bo efektem takiego zachowania jest także, co do zasady, uniemożliwienie zmiany czegokolwiek i sprowadzenie wszystkiego nie do krytyki, ale do hejtu. Jeśli ktoś sądzi, że rzeczniczka praw dziecka zmieni cokolwiek w swoim zachowaniu po tym, jak usłyszy, że jest złą osobą, to jest w błędzie.

My albo oni

Inna rzecz, że przecież nie o zmianę tu chodzi, a o to, by maksymalnie mocno uderzyć, by zdobyć poklask i by wyrazić swoje emocje. Tego rodzaju moralizm nie służy zmianie, ale zebraniu pod sztandarem innych oburzonych i dokonaniu medialnego linczu. Linczu, po którym "dobrzy ludzie" będą się czuć jeszcze lepsi, choć ostatecznie skutkiem ich działania będzie tylko morze nienawiści wylane na ludzi, z którymi się nie zgadzają.

Medialne i moralne wzmożenia, z jakimi mamy do czynienia w przypadku rzeczniczki, nie są zresztą niczym zaskakującymi ani właściwymi tylko jednej stronie debaty. Unieważnianie poglądów poprzez uznanie ich nosicieli za "złych", "głupich", "ograniczonych" czy "niemoralnych" ma długą tradycję i właściwe jest wszystkim stronom i wszystkim debatom. I po każdej stronie nie prowadzi to do niczego dobrego, bo w istocie uniemożliwia rozmowę, spotkanie, dialog i wspólne bycie w tym samym kraju…

Jeśli po drugiej stronie są "źli", "zdrajcy" czy "Judasze" – to, jak napisał mi jeden z oburzonych jednym z moich tekstów czytelników – "nie możemy żyć w jednym kraju… My albo On" czy też szerzej "my albo oni". Tyle że troska o dzieci, przeciwdziałanie przemocy, a wreszcie Polska nie jest ich ani nasza, ale wspólna i będziemy w niej razem, czy się to komuś podoba, czy nie. I choćby dlatego warto rozmawiać, a nie okładać się obelgami.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.