„Śmierdzące inwestycje” pod Oławą? Mieszkańcy protestują

W gminie Oława na Dolnym Śląsku trwa spór o przyszłe zagospodarowanie terenów rolnych. Mieszkańcy obawiają się, że zapisy projektu planu ogólnego umożliwią powstawanie dużych ferm, chlewni, obór czy biogazowni w pobliżu ich domów. Do urzędu trafiły już setki uwag. Samorząd przekonuje, że dokument nie oznacza automatycznej zgody na takie inwestycje.
Na zdjęciu Adam Żmuda, inicjator protestu i referendum, fot. Martyna Czerwińska /RMF FM
Do 24 września mieszkańcy gminy Oława mogli zgłaszać uwagi do projektu planu ogólnego. Dokument, który ma w przyszłości określać ramy rozwoju przestrzennego gminy, wywołał duże emocje. Zakłada bowiem, że na ponad 50 proc. terenach gminy powstaną strefy produkcji rolniczej, które stanowią otwartą drogę dla wielkich ferm, czy chlewni. Obawy dotyczą przede wszystkim rozmiaru potencjalnych inwestycji oraz ich odległości od istniejących domów.
W Polsce nie ma ustawy, która określałaby minimalną odległość uciążliwych inwestycji od zabudowy mieszkaniowej. W tym momencie nic mieszkańców nie chroni. Przeznaczenie 10 tys. ha pod tego typu działalność, to są tysiące potencjalnych lokalizacji. Ta skala jest porażająca - mówi RMF FM Adam Żmuda, inicjator protestu.
Fermy, chlewnie i biogazownie
Wśród mieszkańców pojawia się określenie „śmierdzące inwestycje”. Chodzi przede wszystkim o wielkie fermy drobiu, chlewnie z trzodą liczoną w dziesiątkach tysięcy, obory czy biogazownie. Nie jesteśmy przeciwko rozwojowi, inwestycjom, technologiom. Nie jesteśmy też tak zwanymi „foliarzami”. Ale kupiliśmy domy, które nie były tanie, mamy rodziny, małe dzieci i nie wyobrażamy sobie za płotem takich kurników. Mam dwie maleńkie córki. Zapach, muchy nie pozwolą nam korzystać z podwórka, chodzić na spacery, iść na boisko - mówi RMF FM Pan Maciej z Marcinkowic, który obawia się także spadku wartości swojej nieruchomości. Mieszkańcy wskazują także na zwiększony ruch pojazdów czy inne konsekwencje związane z funkcjonowaniem wielkich gospodarstw.
Ponad pół tysiąca uwag już trafiło do urzędu
Skala protestu jest widoczna w liczbie składanych dokumentów. Do Urzędu Gminy Oława przekazano ponad 500 uwag. Inicjatorzy akcji podkreślają, że potrzebne są dokładniejsze analizy dotyczące lokalizacji i skali przyszłych inwestycji oraz większa ochrona terenów zamieszkanych. Mieszkańcy przeanalizowali wiele planów ogólnych w regionie i Polsce i nigdzie nie trafili na taką skalę jak pod Oławą. W sąsiednim Jelczu-Laskowicach plan zakłada 2 proc. terenów pod takie inwestycje, w Domaniowie niecały 1 proc. Jeszcze mniej w Siechnicach czy Czernicy. A tu mówimy o 50 proc. - tłumaczy Żmuda.
Wójt zapowiada zmiany
Wójt - Artur Piotrowski nie znalazł czasu, aby spotkać się w tym tygodniu z naszą reporterką. W rozmowie telefonicznej jednak przekazał, że przeanalizuje dokładnie każdą złożoną uwagę, a projekt planu jest dopiero propozycją i każdy ma prawo się do niej odnieść. Na pytanie, czy jest zwolennikiem tak mocno rozszerzonych stref produkcji rolnej, przekonywał, że nie ma na ten temat zdania. Ja jestem od wykonywania tego, co chcą ludzie. Na pewno wsłucham się w ich głos - powiedział naszej reporterce Martynie Czerwińskiej.
Zapewnił też, że samorząd chce pozostawić możliwość funkcjonowania gospodarstw rolnych tylko tam, gdzie będzie to uzasadnione. Sam plan nie jest pozwoleniem na budowę konkretnej fermy czy biogazowni. Wszelkie inwestycje mogą zostać jeszcze zablokowane przez miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego - uspakaja Piotrowski. Protestujący podkreślają jednak, że nie mają żadnej gwarancji, że radni przyjmą później chroniący ich MPZP, a wyznaczenie odpowiedniej strefy zagwarantowałoby im spokój.
Konsultacje społeczne dobiegły końca. Teraz samorząd będzie musiał przeanalizować zgłoszone propozycje i zdecydować, które z nich zostaną uwzględnione w dalszych pracach nad dokumentem.
Spór przeniósł się także na referendum
Konflikt wokół planu ogólnego ma już również wymiar polityczny. Stowarzyszenie Przyjaciół Maszkowa zawiadomiło Komisarza Wyborczego we Wrocławiu o zamiarze rozpoczęcia procedury referendalnej dotyczącej odwołania wójta Artura Piotrowskiego przed końcem kadencji. Do przeprowadzenia referendum konieczne jest zebranie odpowiedniej liczby podpisów. Nie należymy do żadnej partii, nie mamy żadnych celów politycznych, kampanię referendalną i protestacyjną organizujemy z własnych funduszy - zapewnia Adam Żmuda.
Ostateczny kształt planu pokaże, jak te dwa interesy zostaną ze sobą pogodzone.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.