Media: mimo zapewnień Donalda Trumpa USA nadal atakują cele w Iranie
Trump: nie żałuję wojny z Iranem
Źródło wideo: TVN24, FOX News Channel's The Ingraham Angle
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/ANNABELLE GORDON / POOL
Do ataku na wyspę Keszm w cieśninie Ormuz doszło w poniedziałek. Jak podkreślił "Wall Street Journal", atak nastąpił bezpośrednio po zapewnieniach prezydenta Donalda Trumpa, że USA zaprzestały uderzeń na Iran. - Mieliśmy wojnę z Iranem. Wygraliśmy - powiedział Trump dziennikarzom w poniedziałek. - Nie wiem nawet, czy można to nazwać wojną, ponieważ od miesięcy nie prowadzimy żadnych działań bojowych - dodał.
Trump zadeklarował też, że "nie rozważa" przeprowadzenia ataków na Iran po wyborach połówkowych. Przekonywał, że Irańczycy chcą jak najszybciej zawrzeć porozumienie i być może tak się wydarzy.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:
Atak na wyspę Keszm
Jednak, mimo zapewnień Trumpa, Stany Zjednoczone od kilku tygodni prowadzą przeciwko Iranowi uderzenia na mniejszą skalę - mówią cytowani przez "Wall Stret Journal" amerykańscy urzędnicy.
W poniedziałek w mediach społecznościowych pojawiły się doniesienia o eksplozjach w rejonie wyspy Keszm. Informowała o nich również irańska agencja IRNA. Wyspa Keszm była atakowana przez siły amerykańskie w przeszłości. Informację o ataku na wyspę potwierdziło stacji CBS trzech amerykańskich urzędników. Jak przekazali, były to "działania obronne" po tym, jak Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzelał amerykański samolot.
W przeciwieństwie do wcześniejszego etapu wojny, Stany Zjednoczone nie informowały ostatnio publicznie o przeprowadzanych atakach. USA celowo utrzymują te działania w tajemnicy, aby nie sugerować zamiaru wznowienia zakrojonych na szeroką skalę operacji zbrojnych - powiedział dziennikowi jeden z urzędników.
Media: Trump szuka "kozła ofiarnego" wojny z Iranem
Również w poniedziałek amerykańskie media poinformowały, że Donald Trump jest sfrustrowany przebiegiem wojny z Iranem i szuka osoby w swoim otoczeniu, którą mógłby obarczyć o to winą. Kozłami ofiarnymi mogą stać się dowódcy wojskowi i szef departamentu wojny Pete Hegseth - przekazał w poniedziałek magazyn "The Atlantic". Jak zaznacza, przed podjęciem decyzji personalnych prezydent często zasięga opinii w swoim nieformalnym kręgu doradców, złożonym z przyjaciół spoza administracji.
Tym razem prezydent pyta ich o Hegsetha, a także przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów generała Dana Caine'a - przekazały "The Atlantic" dwa źródła bliskie Trumpa. Obaj należeli do grona głównych doradców Trumpa ds. wojskowych, a w początkach konfliktu wypowiadali się również w bardzo optymistycznym tonie na temat jego przebiegu.
Szczególnie Hegseth nie cieszy się w Białym Domu zbytnią popularnością. "Niektóre osoby z otoczenia Trumpa sugerowały nam, że sekretarz obrony nie przedstawia rzetelnego obrazu sytuacji na froncie, opisując ją w sposób przesadnie optymistyczny, by zadowolić prezydenta. (...) Hegseth potrafi mówić prezydentowi dokładnie to, co ten chce usłyszeć" - przekonują dwaj doradcy Trumpa spoza jego administracji cytowani przez "The Atlantic".
Doniesieniom tym zaprzeczył rzecznik Pentagonu Sean Parnell. "Sekretarz Hegseth zawsze przedstawia prezydentowi oraz wyższym rangą urzędnikom Białego Domu pełny obraz sytuacji operacyjnej" - przekazał w oświadczeniu. Zapewnił, że wszelkie sugestie, jakoby było inaczej, są "całkowicie błędne".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.