Zamknięte lokale i nerwy na ulicach. Tak wygląda Kraków po ataku

Dziennikarka Wirtualnej Polski Sara Bounaoui relacjonowała na żywo sytuację w centrum Krakowa po tragicznej strzelaninie na Rynku Głównym. Miejsce ataku, w którym zginęło 6 osób, jest całkowicie odcięte przez policję. Zamknięto też wszystkie lokale znajdujące się wokół placu.
W specjalnym wydaniu programu "Teraz WP", poświęconym strzelaninie w Krakowie, dziennikarka Wirtualnej Polski Sara Bounaoui relacjonowała na żywo sytuację z centrum Krakowa, gdzie w sobotnie popołudnie zamaskowany 24-latek otworzył ogień do przechodniów na Rynku Głównym. Zginęło 6 osób, a 15 zostało rannych, w tym policjanci.
Zamach na rynku w Krakowie. Śledź relację na żywo.
Z relacji dziennikarki znajdującej się przy Placu Wszystkich Świętych wynika, że Rynek Główny jest obecnie wyłączony z użytku. Płyta jest pilnie strzeżona przez policję i straż miejską.
– Nie można przejść w zasadzie z żadnej strony – powiedziała reporterka WP.
Kordony policji i zamknięte restauracje
Służby pomagają przechodniom ominąć zablokowany obszar, wskazując alternatywne drogi. Na miejscu trwają czynności śledcze, polegające m.in. na zabezpieczaniu śladów. Blokady znajdują się na dojazdach do Rynku, a przy posterunkach stoją radiowozy i funkcjonariusze z długą bronią, między innymi od strony ulicy Grodzkiej.
Wyłączenie z ruchu samej płyty Rynku nie powoduje obecnie większych utrudnień dla kierowców, choć bezpośrednio po ataku sytuacja wyglądała inaczej. – Do niedawna były nieduże utrudnienia w komunikacji miejskiej, bo ze względu na popłoch i duży ruch wokół rynku po prostu był utrudniony ruch tramwajowy – tłumaczyła nasza dziennikarka.
Z powodu tragicznych wydarzeń życie w centrum Krakowa zamarło, a wszystkie lokale gastronomiczne na Rynku Głównym i większość w jego pobliżu zostały zamknięte.
– Rozmawiałam z pracownikami i właścicielami tych lokali. Ze względu na duży stres i intensywne emocje zdecydowali się na zamknięcie lokali i wypuszczenie swoich pracowników do domu – mówiła.
Reporterka podkreśliła, że na ulicach Krakowa wciąż dało się wyczuć napięcie. - Zdecydowanie czuć na rynku tę atmosferę – może już nie strachu, ale podenerwowania. Słychać, jak przechodnie mówią bliskim przez telefon, że dzwonią powiedzieć, że wszystko z nimi w porządku – relacjonowała.
Na zakończenie łączenia dziennikarka pokazała, jak wyglądają kordony służb zabezpieczające teren, wskazując między innymi na widok od strony ulicy Grodzkiej.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.