Kłęby czarnego dymu nad miastem w Rosji. Płoną ważne zakłady [WIDEO]
Informacje te przekazały ukraińskie media, powołując się na rosyjskie kanały monitorujące. Celem ataku były zakłady Togliattikauczuk — dużego rosyjskiego przedsiębiorstwa petrochemicznego, które produkuje kauczuk syntetyczny, surowce chemiczne oraz dodatki do benzyny.
"Nad ranem w serwisach społecznościowych zaczęły pojawiać się nagrania rozległego pożaru zakładu w Togliatti, na których widać gęste słupy czarnego dymu. W obwodzie samarskim ogłoszono zagrożenie atakiem dronów, a miejscowe lotnisko wstrzymało działalność" — napisał serwis RBK-Ukraina.
Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google
Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania
Redakcja wyjaśniła, że kombinat w Togliatti ma ważne znaczenie dla przemysłu cywilnego, jednak jego produkty mogą być również wykorzystywane w łańcuchach produkcyjnych rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego.
Jak podkreśla, wytwarzane przez zakład kauczuki syntetyczne są bowiem stosowane m.in. do produkcji stałego paliwa rakietowego do rakiet taktycznych i balistycznych. To nie pierwszy przypadek ataku Ukrainy na zakłady w Togliatti. Do poprzednich doszło we wrześniu oraz w czerwcu. Wówczas Ukraina również użyła dronów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Atak ukraińskich dronów. Płonie ważny zakład w Rosji [WIDEO]
W piątek po południu zaś Ukraina uderzyła natomiast w zakłady wojskowe Proton, znajdujące się w mieście Orzeł (zachód Rosji) i produkujące m.in. komponenty elektroniczne do pocisków Iskander-M, systemów obrony powietrznej Pantsir-S1 oraz czołgów.
Produkty tej firmy wykorzystywane są również w systemach związanych z bronią jądrową. W mieście Orzeł ogłoszono alarm rakietowy. Według wstępnych ustaleń rejon ten został zaatakowany z wykorzystaniem pocisków manewrujących Storm Shadow. Jak na razie rosyjskie władze nie potwierdziły celu ataku.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.