Prezydent zaskoczył. Mówił o TVP. Ale inaczej niż politycy prawicy

Nie da się ukryć: posunięta do skrajności polityczna polaryzacja rodzi w Polsce pełną przewidywalność debaty, opartej niemal wyłącznie na powtarzanych stereotypach. One są powtarzalne nie tylko co do formy, ale i co do treści. Dotyczy to polityków, a coraz częściej także obsługujących emocje obu stron dziennikarzy. Za jednymi i drugimi powtarza z kolei większość tzw. internetowego ludu.
Kto upartyjnia telewizję?
Gdy pojawiają się w tych starciach media publiczne, każda ze stron wykonuje zawsze tę samą śpiewkę. Ta prawicowa opowiada o przejęciu ich siłą przez obóz rządowy z naruszeniem prawa, co skądinąd jest prawdą. Ale czy prawdą jest także teza, że w grudniu 2023 roku zmieniono instytucje służące narodowi w narzędzie propagandy?
Ludzie, którzy sympatyzowali z dawną opozycją (dziś koalicją Donalda Tuska), czuli się wcześniej obrażani i osaczani jednostronną propagandą przede wszystkim telewizji publicznej kierowanej, poza ostatnimi kilkoma miesiącami prawicowych rządów, przez Jacka Kurskiego.
Z kolei dziś rządzący oznajmiają, że TVP i publiczne radio zostało w grudniu 2023 roku odpolitycznione i teraz jest niezależne. Choć wszyscy wiemy, że na przykład ekipę programów informacyjnych telewizji kompletowali po części sami politycy. Nawet Szymon Hołownia czy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, pozostający w tej koalicji, przyznają, że te programy obsługują interesy obecnie rządzących "na telefon".
Ale dla większości polityków obecnej koalicji "niezależny" to taki, który zgadza się z ich poglądami. Dokładnie tak samo reagowali politycy PiS pytani przed grudniem 2023 roku o media publiczne przejęte przez nich.
Karol Nawrocki zaskakuje swoją wypowiedzią
Jedna i druga strona ma więc swoją mantrę. Aż tu nagle zaskoczenie. Myślę o prezydencie Karolu Nawrockim i jego przemówieniu z okazji kolejnej rocznicy zakończenia strajku w Stoczni Gdańskiej. To zarazem rocznica powstania niezależnego związku zawodowego, nazwanego potem Solidarnością, w totalitarnym czy autorytarnym państwie PZPR. Prezydent poruszył wiele tematów, ale między innymi ten dotyczący mediów.
- Spójrzmy na postulat trzeci i przyjrzyjmy się temu, co dzieje się dzisiaj w telewizji publicznej. Co my, naród musimy znosić, oglądając telewizję publiczną - pytał prezydent. Trzeci postulat z 21 postulatów MKS z sierpnia 1980 r. dotyczył przestrzegania wolności słowa, druku i publikacji.
To jeszcze było zgodne z mantrą prawicy. Ale już dalej… - Odnoszę wrażenie, że od wielu lat trwa rywalizacja o to, kto bardziej upartyjni telewizję publiczną. Naród nie może się na to godzić, bo to nasza telewizja, tu jest zapisany trzeci postulat Solidarności, który w kolejnych latach musimy wszyscy wspólnie zrealizować - mówił. - Media muszą być wolne, media należą do narodu, a nie do partii politycznej. Ten postulat wciąż jest niezrealizowany - podsumował.
Prezydent nie ograniczył się do krytyki tego, co jest obecnie. Media prawicowe były zmuszone do przyznania, że piętnuje samą zasadę przejmowania mediów publicznych przez kolejnych rządzących, więc przez PiS także. Dla dziennikarzy prawicowych telewizji było to tym trudniejsze, że znaczna ich część to ludzie wypchnięci z TVP Kurskiego.
Odpolitycznienie, czyli kwadratura koła
Co to tak naprawdę oznacza? Jak na razie trudno mówić o praktycznych konsekwencjach. Nawrocki wyraźnie buduje swoją pozycję, pozyskując nie tylko twarde partyjne elektoraty. Chce pokazać własną niezależność od partyjnych dyrektyw i przekazów, i robi to coraz zręczniej, choć dla liberałów i lewicy pozostaje prawicowym zakapiorem. Kurskiego skądinąd podgryzał już wcześniej. Jego już sławny wpis na platformie X "Po moim trupie" dotyczył pytania, czy dawny prezes mógłby ponownie stanąć na czele publicznej telewizji.
Tyle że jak na razie niewiele to znaczy w praktyce. Chociaż… Mamy innego, otwartego krytyka TVP Kurskiego. To były premier Mateusz Morawiecki, który na każdym kroku podkreśla, że nie podobała mu się telewizyjna propaganda z lat 2016-2023. Głoszenie takich tez ułatwia jego współczesna wojna z Kurskim, który przedstawia go jako agenta wroga.
Dziś jego poglądy nie mają żadnego wpływu na agendę PiS, trwa przecież między nimi absurdalna wojna na twitty i memy. Ale gdyby Rozwój Plus był po parlamentarnych wyborach języczkiem u wagi, bez którego nie można by stworzyć prawicowej koalicji, być może pytanie, co począć z mediami publicznymi także stanęłoby na porządku dziennym.
Telewizji Kurskiego nie broni także Konfederacja. Jej politycy byli w jej programach informacyjnych i publicystycznych atakowani albo pomijani. Tyle że po formacji Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka spodziewam się raczej pomysłu na likwidację lub istotną redukcję molocha z ulicy Woronicza.
PiS ma z kolei słuszne intuicje, że warto by zachować misję związaną z historią czy kulturą wysoką. Niestety sąsiaduje to z poglądem Jarosława Kaczyńskiego, że wobec ogólnego przechyłu mediów w antyprawicową stronę, trzeba przejmować media publiczne bez żadnych skrupułów, ręcznie nimi sterować i uprawiać propagandę. Prezes zerkał czasem na programy TVP Kurskiego i był zachwycony, bo przecież "mówiła prawdę".
Morawiecki twierdzi z kolei, że tamta propaganda była przeciwskuteczna. Tak natrętna, że to między innymi z jej powodu PiS nie zdołał utrzymać władzy w roku 2023. O ile on nie ma wielkich szans na narzucenie swojego zdania rywalom, w przyszłości być może sojusznikom, prezydent Nawrocki może miałby. Jest on jedynym niekwestionowanym autorytetem po prawej stronie - ponad podziałami.
Prezydent musiałby jednak wyjść poza zdawkowe oceny i przygotować jakiś plan przynajmniej częściowego odpolitycznienia mediów publicznych. Od razu trzeba powiedzieć, że jest to piekielnie trudne.
Kiedy w roku 2004 uwolniono TVP na chwilę z gorsetu wieloletnich rządów ludzi SLD na Woronicza, szukano jakichś konstrukcji mających zabezpieczyć jej neutralność. Jarosław Sellin, wtedy członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, proponował na przykład, aby jej władze wyłaniali rektorzy wyższych uczelni. A potem przyszły wybory roku 2005, PiS stoczył wojnę z PO, z którą dopiero co miał reformować Polskę. I nasunęło się rozwiązanie najprostsze: przejęcie mediów przez partię rządzącą.
Zadanie dla przyszłego rządu: uniknąć błędów Kurskiego
Zarazem trzeba też zauważyć, że prezesi TVP z czasów pierwszej dominacji PiS: Bronisław Wildstein, potem Andrzej Urbański, tak toksycznej propagandy jak potem Kurski do telewizji nie wpuścili. Była ona lekko nachylona w prawą stronę, potem wręcz otwarta na przeciwników (programy Tomasza Lisa). Może więc kluczem jest postawienie na odpowiednich ludzi, umiejących się samoograniczyć.
Lech Kaczyński powiedział podobno o Kurskim (w każdym razie taki komentarz mu się przypisuje), że późniejszy prezes TVP to człowiek "o mentalności krokodyla". Jego rządy w telewizji raczej to potwierdziły. Czy Nawrocki mógłby pomóc, gdyby prawica przejęła władzę i miała znowu pokusy zastąpienia propagandy Tuska swoją własną?
Na jego miejscu już dziś zacząłbym szukać takich rozwiązań. Jego samego uczyniłoby to jeszcze bardziej popularnym, ale możliwe, że przy okazji uczyniłoby rządy prawicowej koalicji czymś bardziej strawnym. Można więc twierdzić, że byłoby to nie tylko uczciwsze, ale bardziej opłacalne.
Bo jeśli ponownie wygra koalicja Tuska, od stylu gwiazdy obecnej TVP Doroty Wysockiej-Sznepf, słusznie nazywanej przez Krzysztofa Stanowskiego "arcykapłanką propagandy", raczej się nie uwolnimy. Lider KO uzna pewnie: jeszcze więcej tego samego. Tak uznał Jarosław Kaczyński w roku 2019, kiedy PiS wygrał - jego zdaniem dzięki, a zdaniem co przenikliwszych prawicowców mimo - propagandy Kurskiego.
"Polityczny WF": Gorący czas w koalicji. Czy szykuje się przewrót? INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.