Papierowa potęga w ruinie. Rosyjskie bombowce strategiczne niszczone
Rosjanie utracili w ostatnich tygodniach kolejne dwa bombowce strategiczne Tu-95. Jest to cios, który znacznie ogranicza możliwości ofensywne lotnictwa dalekiego zasięgu. Od lat jest bowiem zaniedbane i samoloty coraz mniej nadają się do prowadzenia działań, które są przed nimi stawiane. Zwłaszcza ze względu na wiek i brak głębokich modernizacji.
Po rozpadzie ZSRR Ukraina i Rosja podzieliły między siebie sowieckie lotnictwo strategiczne. Część ukraińskich bombowców zezłomowano, a osiem Tu-95 i jednego Tu-160 przekazano Rosji w zamian za umorzenie części zadłużenia za gaz. Dziś rosyjskie lotnictwo dalekiego zasięgu tworzą dwie dywizje, w których skład wchodzi sześć pułków ciężkich bombowców. Najważniejsza dla wojny z Ukrainą jest 22. Gwardyjska Dywizja Ciężkich Bombowców. Jej jednostki bazują m.in. w Engels-2 i Szajkowie, gdzie znajdują się Tu-160, Tu-95MS i Tu-22M3.
Najrzadziej Rosjanie wykorzystują Tu-160, których mają niewiele. Ich gotowość bojowa od lat pozostaje ograniczona, dlatego każda utrata takiej maszyny jest dla Rosji dotkliwa i na niebie pokazują się niezbyt często. Znacznie większe znaczenie mają Tu-95MS i Tu-22M3, które stały się końmi roboczymi rosyjskich uderzeń na Ukrainę.
Tu-95MS może zabierać na zewnętrznych pylonach aż osiem pocisków manewrujących Ch-101. Natomiast Tu-22M3 zazwyczaj przenosi dwa Ch-22. Te ostatnie są jednak konstrukcjami starego typu, o dużej prędkości i zasięgu, ale niewielkiej precyzji, przez co słabo nadają się do punktowych ataków na cele naziemne.
Ukraińskie ataki
Po pierwszym ataku z grudnia 2022 r. na kolejny trzeba było czekać do sierpnia 2023 r., gdy grupa ukraińskiego wywiadu zaatakowała bazę Solcy i zniszczyła tam jeden Tu-22M3, a dwa kolejne uszkodziła. 19 kwietnia 2024 r. ukraińska obrona powietrzna zestrzeliła Tu-22M3 nad Krajem Stawropolskim. Rosja twierdziła, że bombowiec rozbił się z powodu awarii technicznej, ale ukraiński wywiad poinformował, że został trafiony około 300 km od granicy. Również w kwietniu Ukraina ponownie zaatakowała bazę Engels-2, a Kijów informował o uszkodzeniu trzech Tu-95. W lipcu tamtego roku ukraiński dron zaatakował także bazę Olenia, uszkadzając dwa Tu-22M3.
Znacznie większe straty przyniosła operacja "Pajęczyna" z 1 czerwca 2025 r. Ukraińskie drony zaatakowały jednocześnie kilka rosyjskich baz, docierając m.in. do Biełai na Syberii i Olenii za kołem podbiegunowym. Zdjęcia satelitarne potwierdziły zniszczenie siedmiu Tu-95 oraz co najmniej czterech Tu-22M3. Kolejne uderzenia przyszły w 2026 r. 17 lipca ukraiński dron trafił Tu-95MS w Engels-2 i maszyna została zniszczona. 28 sierpnia SBU ponownie zaatakowała Engels-2. Trafiony został następny Tu-95MS, który został poważnie uszkodzony i wiele wskazuje, że będzie musiał zostać spisany na straty.
Rosja od początku wojny straciła 12 bombowców Tu-95MS. Dziewięć z nich zostało zniszczonych, a trzy uszkodzone, w tym przynajmniej jeden nie nadaje się do remontu. Oznacza to utratę lub czasowe wyłączenie z eksploatacji ponad jednej piątej nominalnej floty tego typu samolotów.
Rosjanie stracili także co najmniej 15 Tu-22M3, jeśli liczyć zarówno maszyny zniszczone przez Ukrainę, jak i utracone w wypadkach. Sami Ukraińcy odpowiadają za przynajmniej sześć-siedem zniszczonych maszyn tego typu.
Papierowa potęga
Bardzo bolesną stratą jest zniszczenie Tu-95. Przed wojną Rosja miała ich ok. 50–60, ale faktycznie zdolnych do lotu nie było więcej niż 28 maszyn. Po operacji "Pajęczyna" i kolejnych stratach w bazach Rosjanie mogą obecnie mieć nie więcej niż około 12 Tu-95 zdolnych do operacyjnego użycia z 38 maszyn, jakie im pozostały. Co jest katastrofą.
Podobnie jest w przypadku drugiego bombowca. Rosja zaczynała wojnę z około 41 Tu-22M3 będącymi faktycznie w użyciu, choć na papierze mogła mieć ich około 50–60. Po kolejnych stratach ukraińscy analitycy ocenili we wrześniu, że zostało jej zaledwie 9–10 maszyn zdolnych do prowadzenia lotów bojowych. Oznaczałoby to utratę ponad 70 proc. floty, która na początku wojny była rzeczywiście gotowa do działań.
W przypadku Tu-22M3, podobnie jak Tu-95, Rosja nie produkuje dziś nowych bombowców tego typu. Utracone samoloty można więc częściowo zastępować remontami starszych maszyn znajdujących się w bazach i magazynach, ale nie da się szybko odtworzyć floty poprzez uruchomienie produkcji seryjnej. Każda kolejna utrata sprawnego Tu-22M3 zmniejsza więc liczbę samolotów, którymi rosyjskie lotnictwo może jednocześnie wykonywać uderzenia na Ukrainę.
Im mniej sprawnych bombowców pozostaje w dyspozycji rosyjskiego lotnictwa, tym trudniej utrzymywać dotychczasową częstotliwość takich ataków. Ukraińcy od dawna próbują właśnie do tego doprowadzić. I idzie im coraz lepiej, bo Rosjanie coraz częściej zmuszeni są do kanibalizacji części maszyn, aby utrzymać pozostałe w stanie lotnym.
Na niewiele to się zdaje, ponieważ w ten sposób bardzo trudno jest utrzymać wysoką gotowość. Już w 2024 r. widoczne było ograniczenie aktywności lotnictwa strategicznego. Teraz pojedyncze klucze startują raz w tygodniu. Dla państwa aspirującego do roli globalnego mocarstwa były to bardzo skromne liczby. A będzie jedynie gorzej.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.