Europa liczy na zmianę w Serbii. Może się srogo rozczarować

Lista Studencka zdobyła 140 z 250 mandatów w serbskim Zgromadzeniu Narodowym, co zostało entuzjastycznie przyjęte przez przedstawicieli Unii Europejskiej.
Mimo zmiany władzy Serbia zapowiedziała utrzymanie dotychczasowego stanowiska i nieplanowanie nakładania środków restrykcyjnych wobec Federacji Rosyjskiej.
Wielu mieszkańców Serbii nieufnie podchodzi do Zachodu, pamiętając bombardowania NATO z lat 90. oraz ceniąc korzystne warunki dostaw rosyjskiego gazu.
Europa wynik wyborów w Serbii przyjęła z entuzjazmem. Lista Studencka zdobyła 140 z 250 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym i może na nowo umeblować kraj. Również w kontekście polityki zagranicznej - i trudno nie doszukiwać się takiego oczekiwania w wypowiedziach europejskich polityków.
"Jesteśmy gotowi do współpracy na rzecz przyszłości Serbii w Unii Europejskiej" - oznajmia Ursula von der Leyen. Szefowej Komisji Europejskiej wtóruje przewodnicząca parlamentu. "Parlament Europejski pozostaje zaangażowany we wspieranie procesu reform Serbii, gdy kontynuuje ona swoją europejską drogę" - podkreśla Roberta Metsola.
Oczekiwania słychać również nad Wisłą. "Cieszymy się (…) na kontynuowanie zaangażowania w serbską ścieżkę europejską oraz przyszłość rozszerzenia UE" - zaznacza w komunikacie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Jednak ten, kto liczy na szybki i radykalny zwrot w sojuszach Serbii po zmianie władzy, może się głęboko rozczarować.
Serbia na rozdrożu. Rosja, gaz i sankcje
Jeśli chodzi o integrację z Unią, Serbia ma status kraju kandydującego. Od 2012 roku. W ramach akcesji kraj musi przejść przez 35 rozdziałów negocjacji. 22 są otwarte, 11 jeszcze nie, zaledwie dwa zostały wstępnie zamknięte.
Ale problem z akcesją do Unii to nie tylko procedury. Dotychczas w swojej polityce Belgrad pozostawał między Wschodem i Zachodem, lawirował w rozmowach z Brukselą, Moskwą i Pekinem. Pierwsze zapowiedzi nowej władzy pokazują, że nieprędko się to zmieni.
Odchodzący Aleksandar Vučic oskarżył Listę Studencką, że zaraz po wyborach wprowadzi sankcje na Rosję. Takie oskarżenie z polskiej perspektywy może wydawać się egzotyczne, ale w Belgradzie ma bardzo duże znaczenie. W mieście bez trudu można odnaleźć logo rosyjskiego Gazpromu, który zapewnia Serbom dostawy gazu na preferencyjnych warunkach.

Zwolennicy Listy Studenckiej przed materiałem wyborczym Vučicia tuż po ogłoszeniu wyników wyborówJakub KrzywieckiINTERIA.PL
Rosyjski surowiec pokrywa około 80 proc. zapotrzebowania kraju. Obecna umowa była już kilka razy przedłużana o kolejne miesiące i obecnie obowiązuje do końca roku. Konkretnie była przedłużana co trzy miesiące i taka taktyka w obliczu zbliżającej się zimy daje Moskwie dobrą pozycję w negocjacjach z nową władzą.
Lista Studencka na zarzuty Vučicia odpowiedziała od razu. "Republika Serbii utrzyma swoje stanowisko dotyczące nieprowadzania środków restrykcyjnych wobec Federacji Rosyjskiej" - czytamy w oświadczeniu zwycięskiego komitetu.
Czy zatem zmiana w polityce zagranicznej jest możliwa? O to zapytałem wyborców Listy Studenckiej.
"Nie w naszym interesie". Serbowie wprost o Rosji i UE
- Vučic opowiadał o sankcjach, żeby sobie dodać punktów, wprowadzić zamieszanie. To była bzdura - słyszę od Vukašina, z którym rozmawiam w Belgradzie. - Sankcje nie są w naszym interesie. Uważam, że jesteśmy teraz w dobrej sytuacji między Wschodem i Zachodem - mówi dalej.
Vukašin przyznaje, że dla Serbii bardzo ważne są ceny gazu. Jego zdaniem nie będzie zwrotu w stosunkach z Rosją, bo uważa, że kontakty z Moskwą poprawiają sytuację negocjacyjną Serbii w rozmowach z Zachodem.
Podobnego zdania jest Peter. Do układanki dyplomatycznej, w środku której jest Belgrad, do Brukseli i Moskwy dodaje jeszcze Pekin. Pytam czy spodziewa zwrotu w polityce zagranicznej. - Nie sądzę. Tutaj ludziom Rosja dobrze się kojarzy. Wszyscy jesteśmy Słowianami, mamy związki historyczne, można powiedzieć o braterstwie z Rosją - uważa.
Uśmiecham się i mówię, że w Polsce też jesteśmy Słowianami, ale delikatnie mówiąc historycznie z Rosją mamy zdecydowanie mniej przyjemną przeszłość. I teraźniejszość. - Tak, wiem, Polska ma pecha ze swoim położeniem - odpowiada Peter. - Ale bardzo wam kibicuję - dodaje szybko.
Rozmawiamy też o integracji Serbii z Unią Europejską. - Dla mnie było to w porządku, ale wątpię, że dla większości ludzi. To moje zdanie, ale poza Belgradem, w mniejszych miejscowościach ludzie nie ufają Zachodowi. Chodzi jeszcze o całą historię z lat 90. - podkreśla.
Peter opowiada o bombardowaniach NATO, kiedy rozpadała się Jugosławia. - Ludzie tutaj to pamiętają. Dlatego nie ma zaufania. Musi minąć jeszcze sporo czasu, żeby to się zmieniło - ocenia mój rozmówca.
Z Belgradu dla Interii
"Polityczny WF": Gra o Trybunał. Będzie wytrychem do omijania wet?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.