Atak w Ostrołęce. Mieszkańcy czują strach. "Każdy się boi"

W środę w Ostrołęce 19-letni uczeń wyciągnął nóż w szkole i zaczął atakować innych uczniów i pracowników placówki. Dzień po dramatycznych wydarzeniach w mieście wciąż panuje strach. - Pomyślałam, że takie rzeczy się działy na Zachodzie i w telewizji oglądałam często, ale nie w Polsce - mówiła mieszkanka miasta.
W środę w Ostrołęce doszło do dramatycznych wydarzeń. 19-letni uczeń Zespołu Szkół Zawodowych zaatakował nożem osoby znajdujące się na terenie placówki. Po zdarzeniu został zatrzymany przez służby.
Reporter Wirtualnej Polski Mateusz Urban rozmawiał z mieszkańcami Ostrołęki o tym, co wydarzyło się w ich mieście. Wśród rozmówców znaleźli się także uczniowie miejscowych szkół. - Tragedia się stała. Może minęliśmy się w szkole, ale z widzenia, nie przypominam sobie. Był to podobno cichy chłopak - mówił jeden z uczniów Zespołu Szkół Zawodowych.
"Jest duży strach"
Dzień po ataku mieszkańcy wciąż próbują otrząsnąć się z szoku. Niektórzy przyznają, że wydarzenia ze środy sprawiły, że zaczęli obawiać się o własne bezpieczeństwo. - Jest duży strach, każdy boi się, że może [dojść] znowu do tego samego - mówił mieszkaniec okolic.
- Dzisiaj jak wstałem rano, to czuć taką ciężką atmosferę, no jednak to jest tragedia. Szok i niedowierzanie. Dyrekcja i nauczyciele postąpili bardzo dobrze w naszej obronie – przyznał nastolatek.
Wśród młodzieży krążą również nieprawdziwe informacje dotyczące ataku, co dodatkowo potęguje niepokój. Część mieszkańców ma jednak nadzieję, że sytuacja wkrótce się uspokoi. – Boją się, ale myślę, że wróci szybko do normalności co było – przyznał uczeń innej szkoły.
Według przekazywanych informacji 19-latek miał wybrać dzień swoich urodzin na przeprowadzenie ataku. - W taki sposób urodziny robić? To ja nie wiem... - mówiła mieszkanka. - Chciał zasłynąć, być sławny. Wyglądało to bardzo masakrycznie, człowiek chciał sobie życie odebrać, z tego co słyszałem - przyznał mieszkaniec.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.