Daily MaverickOBITUARY: Sheila Barsel, the dart-throwing strugglista who refused to be silencedThe Jerusalem PostEisenkot: Netanyahu lacks majority, opposition bloc will repeal laws that ‘threaten democracy'Inquirer EntertainmentKatrina Johnson nixes idea of Miss International ‘archetype’ZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFBollywood HungamaKartik Aaryan to headline Vivek Agnihotri’s Operation Sindoor? Here’s what we know!CBS NewsTennessee murderer captured over a week after escaping prison3DNewsПродажи полупроводников в мире взлетели на 24 % за квартал и достигли рекордных $517,7 млрдNU.nlMan krijgt vier jaar gevangenisstraf voor omkopen Amsterdamse boakickerLIVE! VfB nutzt offensive Möglichkeiten nicht - Galatasaray vor lautstarkem Publikum auf KursNOSVerkeersregelaar door automobilist mishandeld in HaarlemQuemSambista de 43 anos e tia morrem após serem atingidos por raio em SPSudinfoScènes de chaos près de Kiev : des manifestants affrontent la police sur fond de soupçons de torture de soldats
The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, November 3, 2026

Specjalsi przy granicy z obwodem królewieckim. "Może dojść do wtargnięcia uzbrojonych ludzi"

Translate
  • Wirtualna Polska jako pierwsza poinformowała, że przy granicy z obwodem królewieckim pojawili się żołnierze wojsk specjalnych, w tym GROM-u. Mają przeciwdziałać ewentualnym rosyjskim prowokacjom. We wtorek premier Donald Tusk potwierdził skierowanie specjalsów w ten rejon.
  • Według szefa rządu służby ostrzegały przed dywersją i wtargnięciem uzbrojonych ludzi w pierwszej połowie listopada. Gen. Piotr Patalong, były dowódca GROM-u, przekonuje, że państwo nie powinno bać się używać wojsk specjalnych. Ppłk rez. Tomasz Białek przestrzega przed ich przecenianiem i nagłaśnianiem ich rozmieszczenia.
  • Nie wszyscy wierzą, że zagrożenie jest realne. Analityk ppłk rez. Maciej Korowaj nie widzi w rosyjskich źródłach sygnałów przygotowań do działań przez granicę. Sugeruje, że Moskwa może celowo sterować reakcją Polski.

Jak w poniedziałek jako pierwsza ustaliła Wirtualna Polska, żołnierze wojsk specjalnych zostali rozlokowani przy granicy z obwodem królewieckim. Mają przeciwdziałać potencjalnym prowokacjom ze strony Rosji. Wśród nich są też żołnierze jednostki GROM.

Oprócz wojskowych w rejonie przygranicznym rozmieszczono też dodatkowe siły policji i służb. We wtorek potwierdził to na konferencji prasowej premier Donald Tusk.

– Otrzymywaliśmy od dłuższego czasu informacje od naszych służb, a także służb sojuszniczych, że w pierwszej połowie listopada może dojść do aktów dywersji i prób prowokacji, w tym do wtargnięcia na teren Rzeczypospolitej uzbrojonych ludzi – mówił premier.

Szef rządu wprost przyznał, że w rejon granicy z obwodem królewieckim skierowano wojska specjalne. Dodał, że nocą na granicy polsko-rosyjskiej zaobserwowano już niepokojące ruchy.

GROM na granicy? To nie pierwszy taki przypadek

Użycie żołnierzy, a szczególnie sięgnięcie po operatorów wojsk specjalnych, to działanie wyjątkowe, choć nie bezprecedensowe i dopuszczalne prawnie. Co do zasady żołnierze Wojska Polskiego nie mają uprawnień policyjnych wobec cywilów, takich jak zatrzymanie czy legitymowanie. Wyjątkiem są żołnierze pełniący służbę wartowniczą i żołnierze Żandarmerii Wojskowej. Sytuacja zmienia się, gdy wojsko zostaje skierowane do pomocy policji lub Straży Granicznej.

Władze mogą sięgać po wsparcie Wojska Polskiego na podstawie kilku ustaw: ustawy o Policji, ustawy o Straży Granicznej, ustawy o działaniach antyterrorystycznych czy ustawy o zarządzaniu kryzysowym. Ta ostatnia nie zawiera jednak żadnego przepisu, który nadawałby żołnierzom uprawnienia policyjne.

W przypadku wsparcia policji użycie żołnierzy wymaga jednak – jak tłumaczy dr Michał Piekarski z Uniwersytetu Wrocławskiego – postanowienia prezydenta RP. Zdarzało się to w przeszłości. Żołnierze wspierali policję np. podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 r., a także w tym roku w ramach operacji "Tor", polegającej na ochronie infrastruktury kolejowej.

Tego rodzaju sytuacje zdarzały się także w minionych latach, gdy wojskowi – również z jednostek specjalnych – byli wysyłani do wsparcia ochrony granicy. Czy słusznie? Opinie są podzielone.

Były dowódca GROM-u: Nie bać się używać wojsk specjalnych

Takiego zdania jest gen. dyw. Piotr Patalong, były inspektor Wojsk Specjalnych i były dowódca Jednostki Wojskowej GROM.

– Przypominam, że jednostki specjalne są przeznaczone do realizacji zadań w czasie pokoju, kryzysu i wojny. Do tych zadań są szkolone. Są narzędziem, które państwo posiada i nie powinno bać się go użyć. Przyjęte rozwiązania prawne mają zapewnić operatorom maksymalnie szeroki wachlarz działań oraz w następstwie odpowiednią ochronę prawną – mówi Wirtualnej Polsce.

Zdaniem gen. Patalonga użycie wojsk specjalnych świadczy o poziomie zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej. – Zagrożenie musi być realne; zdecydowanie skłaniałbym się do twierdzenia, że dotyczy przeszkolonych w sabotażu i dywersji grup zbrojnych – ocenia generał.

Zaznacza też, że działania nieregularne, czyli prowadzone poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego, to dokładnie to, do czego szkoleni są żołnierze wojsk specjalnych.

– Nie mam wątpliwości co do gotowości operatorów do przeciwdziałania tego typu wyzwaniom – podkreśla były dowódca GROM-u.

Nie przeceniać wojsk specjalnych

Bardziej sceptyczny jest ppłk rez. dr inż. Tomasz Białek. Emerytowany oficer wojsk i służb specjalnych mówi Wirtualnej Polsce, że wykorzystywanie wojsk specjalnych do wsparcia ochrony granicy państwowej nie jest niczym nadzwyczajnym. Takie działania prowadzono w przeszłości i można je prowadzić również teraz, jeśli wymagają tego rozpoznane zagrożenia.

– Trzeba jednak pamiętać, że podstawową formacją odpowiedzialną za ochronę granicy jest Straż Graniczna. To ona dysponuje odpowiednim wyposażeniem, wyszkoleniem i strukturami, a także własnymi pododdziałami specjalnymi. Wojsko i Policja powinny pełnić wobec niej rolę wspierającą, zgodnie ze swoimi kompetencjami – zaznacza ppłk Białek.

Jak przekonuje, nie należy też przeceniać możliwości jednostek specjalnych. GROM to formacja wyspecjalizowana, przeznaczona przede wszystkim do działań specjalnych, rozpoznawczych i kinetycznych (czyli bojowych), a nie do regularnej obrony granicy państwowej.

– Trudno sobie wyobrazić, by kilkuset żołnierzy mogło odpowiadać za zabezpieczenie całej granicy z obwodem królewieckim – ocenia oficer.

Działać – tak. Mówić o tym głośno – niekoniecznie

Siły i środki – jak podkreśla nasz rozmówca – powinny trafiać tam, gdzie wskazują na to informacje o zagrożeniach. Dotyczy to zarówno granicy z Białorusią i obwodem królewieckim, jak i innych rejonów kraju.

– Trzeba pamiętać, że osoby prowadzące działania dywersyjne nie muszą przedostawać się do Polski bezpośrednio przez granicę z Rosją czy Białorusią. Mogą docierać przez inne państwa, dlatego system przeciwdziałania takim zagrożeniom musi obejmować znacznie szerszy obszar – mówi ppłk Białek.

Jak tłumaczy, ujawnianie, jakie formacje, gdzie i w jakim zakresie prowadzą działania, może zagrażać bezpieczeństwu żołnierzy i funkcjonariuszy. Przeciwnik również analizuje doniesienia medialne i może na ich podstawie odtwarzać rozmieszczenie polskich sił.

W jego ocenie zamiast nagłaśniać obecność jednostek specjalnych, należy pozwolić służbom wykonywać ich zadania. Dodaje, że w debacie publicznej zbyt wiele uwagi poświęca się GROM-owi i innym formacjom specjalnym, a znacznie mniej żołnierzom regularnych jednostek, którzy od lat pełnią służbę na wschodniej granicy. To oni, obok funkcjonariuszy Straży Granicznej, wykonują codzienną, często niedostrzeganą pracę na rzecz bezpieczeństwa państwa.

Gra operacyjna Rosjan?

Jeszcze dalej idzie ppłk rez. Maciej Korowaj. Były żołnierz Służby Wywiadu Wojskowego, a dziś analityk, napisał w serwisie X, że w rosyjskich źródłach z tego tygodnia nie znalazł żadnego sygnału o przemieszczeniach wojsk, zamknięciu stref przygranicznych ani nowych ograniczeniach dla ludności, które wskazywałyby na przygotowania do działań transgranicznych.

Korowaj zwraca też uwagę, że na polską operację nie zareagowały ani Kreml, ani rosyjskie MSZ – poza cytowaniem wcześniejszych wypowiedzi. Sugeruje, że sygnały o rosyjskich przygotowaniach mogą być mistyfikacją, która miała wywołać określoną reakcję Polski. Nazywa to "sterowaniem refleksyjnym". To wywodząca się z ZSRR technika podsuwania przeciwnikowi informacji tak, by sam podjął decyzje korzystne dla Moskwy.

Premier powołuje się jednak na ostrzeżenia nie tylko polskich, ale też sojuszniczych służb i wskazuje konkretny termin: pierwszą połowę listopada. Najbliższe dwa tygodnie pokażą, czy ostrzeżenia były trafne, czy – jak sugeruje Korowaj – to Moskwa rozdaje karty.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.